Strony

piątek, 18 lipca 2014

Gratek czyli o tym, że andragodzy jednak mają rację ;)

Drogie Panie! (Panowie również, chociaż moje kupelki - blogerki to same fantastyczne babki!)
Nauczyłam się jeździć na rowerze :D Teoretycznie niby nic trudnego, ale nie wtedy kiedy naukę zaczyna się w wieku lat 39,5 ;) 
I powiem Wam, że frajda w takim przypadku jest zwielokrotniona. Nie dość, że nauczyłam się czegoś nowego, co sprawia mi ogromną frajdę, to jeszcze przełamałam opory i pozbyłam się kompleksów. W sumie nie umiem odpowiedzieć na pytanie dlaczego akurat teraz mi zebrało na naukę jazdy. Tak już jest w moim życiu, że wszystko ma swój czas. Czasami z duuużym opóźnieniem!
Zaczęło się od tego, że wyciągnęłam moją siostrę i szwagra do hurtowni pooglądać rowery. Przecież, żeby jeździć, trzeba mieć na czym. I w tejże hurtowni przemiła pani dała mi rower za półtora tysiąca złotych (podobno jeden z najlepiej do mnie pasujących) i kazała się przejechać! Ot tak po prostu, w szpalerze innych rowerów wartych górę forsy. Na nic zdały się moje tłumaczenia, że ja nie umiem jeździć. Jedyne na co się odważyłam, to wsiąść tylko na to cenne cudo. Potem wsiadłam jeszcze na chyba dziesięć innych. I w jednym nawet się zakochałam od pierwszego wejrzenia. Na szczęście na przeszkodzie nabycia tego cuda stanęła cena: 1300 zł! Pomimo tego, że wszyscy mnie zaczęli przekonywać, że rower powinnam nabyć od razu bo potem to już nie kupię, zdecydowałam się posłuchać własnej intuicji zmieszanej ze zdrowym rozsądkiem. Żal mi było wydać tyle pieniędzy na pierwszy rower dlatego że po pierwsze bałam się, że zaraz mi go ktoś zwinie i wiedziałam że nie odważę się na nim jeździć ze strachu przed zniszczeniem go. Wróciłam do domu, wyciągnęłam młodzieżowy rower mojego  dziecka i poszłam do parku się uczyć jeździć :) Po pierwszym podejściu ( ani razu się nie wywaliłam!) stwierdziłam, że najpierw to ja muszę sobie kupić używany rower za niewielkie pieniądze i przekonać się to się nam wspólnie jeżdżenie ułoży. I tym sposobem nabyłam mojego Gratka, właściwie za bezcen, bo złotych 90! Gratek stał trzy lata nieużywany, bo mama pana od którego go kupiłam przejechała się dwa razy po parku i doszła do wniosku, że to jednak nie dla niej.
Na początku  Gratek wyglądał tak:
 Po wizycie w serwisie wygląda tak:
Zresztą odbiór Gratka z serwisu był dla mnie chrztem bojowym! Musiałam na nim przejechać sporą część miasta ( z Retkini na Widzew) ! I udało się, chociaż do domu wróciłam na trzęsących się nogach, nawet nie tyle ze zmęczenia, co ze strachu. Okazuje się, że o tym jak wielu idiotów jest na świecie, można się przekonać nie tylko w necie (jak podobno stwierdził S.Lem), ale na ścieżkach rowerowych również. Obawiam się, że ja tych ścieżek rowerowych nie polubię. Nie mam pojęcia, co w ludzi wstępuję w czasie jazdy po tych dróżkach rowerowych. Większość jeździ z zawrotną prędkością nie zwracając uwagi na nikogo! Najgorsi są chyba Bike-Mani, pełni wiary, że kombinezoniki z lycry i wypasione rowery dają im nadludzką moc i prawa przy okazji też ;D
Podsumowując, andragodzy mają rację. Można uczyć się nowych rzeczy przez całe życie i to jest naprawdę fantastyczne :)
Teraz muszę uszyć tylko poduszczkę pod ....no na siedzonko, żeby było wygodnie, najlepiej patchworkową, żeby było jeszcze handmadowo ;)


25 komentarzy:

  1. skoro pokonałaś Wielkie Rozkopy z Retkini na Widzew, to poradzisz sobie z każdą trasą :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki serdeczne :) co do tras mam nadzieję, że z czasem będzie coraz lepiej. Natomiast mam obawy co do rowerzystów ;) Już dwa razy zebrałam opier... m.in. dowiedziałam się, że w takim tempie to się jeździ po parku :)))

      Usuń
    2. akurat nie moja okolica, bo ja z Dołów :) ale cieszę się (mimo tych zbyt pewnych siebie rowerzystów), że przy każdym remoncie robią drogi rowerowe, może kiedyś też odważę się jeździć :)

      Usuń
    3. Ja się też bardzo cieszę z tych dróg rowerowych. Moim zdaniem to jest świetna sprawa. Tylko jak z użytkowaniem wszystkiego, wskazany jest zdrowy rozsądek :)

      Usuń
  2. Normalnie jestem pełna podziwu i gratuluję! :)))

    OdpowiedzUsuń
  3. To gratulacje! Podziwiam i rozumiem, ja też na Komunię nie dostała roweru ;D ale z rowerem naprawdę warto się zaprzyjaźnić. W sezonie przesiadam się z auta na rower i cisnę do pracy:) Przyznam, że ta patchworkową poduszeczką na siodełko to niezły pomysł!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja rower miałam, chociaż na Komunię faktycznie nie dostałam ;))) ale za pieruna nie potrafiłam się nauczyć. Taka jazda do pracy to już wyższa szkoła jazdy, chociaż też mi się marzy!

      Usuń
  4. Odpowiedzi
    1. Dzięki, w moim wieku to naprawdę próba silnej woli :)

      Usuń
  5. No proszę, proszę, jestem pełna podziwu! I jaka jesteś rozsądna! Gratek wygląda uroczo, a pod tyłeczek spróbuj kupić sobie gdzieś takie szerokie siodełko z amortyzatorami, bo na takim jak tu widzę, to leczyłam -nie-powiem-co tygodniami:(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hana już siodełko zamówiłam, bo po paru dniach jazdy na tym mam ochotę siadać tylko w ostateczności i to puchowych poduszkach :)))

      Usuń
    2. Kup sobie gacie z gąbkową pieluchą, mam takowe i sobie chwalę.
      Pozdrawiam
      Anka

      Usuń
  6. Gratuluje przełamania się, bo to jest chyba najważniejsze

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację, najgorszy był obciach jak dorosła baba się uczy jeździć :))) Bardzo dziękuje!

      Usuń
  7. A jakież to przeszkody nastąpiły, że dopiero teraz??? Nawet sobie nie umiem wyobrazić, jak to jest nie umieć jechać na rowerze. Zobaczysz, jaka będziesz zadowolona, rower to fajna rzecz, byle nie taki z supermarketu. Ja taki mam i płuca na nim wypluwam.......

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jako dziecko wielokrotnie próbowałam, ale po prostu nie umiałam utrzymać równowagi bez nóg na ziemi :))) spadałam w dowolnie wybranym kierunku. Zresztą zawsze byłam taka motorycznie średnio ogarnięta. Nie łaziłam po drabinkach, nie robiłam fikołków na trzepakach i nie umiałam grać w gumy, co oczywiście powodowało częściowe wykluczenie towarzyskie;) Za to moje rodzeństwo nadrabiało moje braki :)) Jak się nauczę porządnie jeździć i faktycznie będę jeździć dużo, to obiecałam sobie, że kupię taki wypasiony model!

      Usuń
    2. Dzieciom to się kółka boczne montowało:)))
      Ja miałam fajny stary, holenderski rower, wygodny, ale mi dziecioki zepsuły i nie da się naprawić tych holenderskich hamulców. Będzie robił w ogrodzie za dekorację, oczywiście z koszyczkami i kfiotkami w nich:))

      Usuń
  8. Ewcia i koniecznie z przodu koszyczek na zakupy :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Zmień sobie siodełko na żelowe. Będzie git...

    OdpowiedzUsuń
  10. Chciałam zasugerować zmianę siodełka, ale dziefczyny już na to wpadły - ja mam skórzane w moim lamborghini wśród rowerów i sobie bardzo chwalę;) No, ale ja ten wypasik wygrałam, też byłoby mi szkoda tyle kasy na rower;)

    OdpowiedzUsuń
  11. Patchworkową to na pewno Ci zakoszą :) Gratuluję... ja umiem ale jakoś mnie nie ciągnie... chyba właśnie przez siodełko....:)

    OdpowiedzUsuń
  12. Dziewczyny siodełko już kupiłam, teraz trzeba tylko je przykręcić :)

    OdpowiedzUsuń

Cieszę się, że mnie odwiedziłeś. Miło mi będzie, jeśli zostawisz komentarz :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...