Szyję korzystając z dużych przemysłowych szpul nici, które kupuję w hurtowni za ...ok. 3 zł za sztukę.
Jednak szycie z użyciem tych dużych szpul jest często kłopotliwe i wymaga poprowadzenia nici ze szpulki na wysokość uchwytu w maszynie. Chciałam taki stojak najzwyczajniej kupić, ale po pierwsze miałam kłopot ze znalezieniem takiego, a jak już się znalazł to cena mnie nie zachwyciła - ponad 40 zł z kosztem przesyłki. Więc poszłam do Jysku, kupiłam stojak do papierowych ręczników za całe 5 zł :) przypięłam u góry spinacz do papieru i proszę mam super stojak! Mam nadzieję, że mój pomysł przyda jeszcze komuś :)
Teraz druga sprawa.
Zapomnieć, że się ma maszynę to już szczyt burżujstwa, prawda?
Ostatnio czytając posty Aty o reanimacji jej Łucznika 466 zaczęłam się zastanawiać, gdzie jest moja Łusia, którą trzy lata temu dostałam od mamy i dzięki której w ogóle wróciłam do szycia po wieloletniej przerwie.
Okazało się, że stała dokładnie tam gdzie ją dwa lata temu upchnęłam, czyli w najgłębszym zakamarku pralni. W pierwszym odruchu pomyślałam, że po co ma tak bezużytecznie stać, odsprzedam ją komuś. Jednak szkoda mi się jej zrobiło, bo teraz stanowi już pamiątkę po mamie. Tak z sentymentu ją włączyłam i zaczęłam na niej szyć. I wiecie co? Fantastycznie sobie radzi z każdym rodzajem tkaniny :)
Łusia może i ma tylko dwa ściegi ale za to szyje mi wszystkie tkaniny i pięknie pikuje. Łuczniku naszyłam już w ciągu ostatnich dni naprawdę sporo ciuchów i różnych drobiazgów:
I wiecie co? Coraz bardziej jestem przekonana o tym, że jeżeli ktoś zaczyna dopiero przygodę z szyciem to taki stary Łucznik będzie w sam raz. Trzeba tylko takie odszukane w domu (swoim, albo babci albo jakiejś ciotki) cacko oddać na chwilę do mechanika, żeby wyczyścił i wyregulował a potem szyć, szyć, szyć :)
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą spódnica. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą spódnica. Pokaż wszystkie posty
poniedziałek, 3 listopada 2014
niedziela, 29 września 2013
Kobieta jaskiniowca ;)
Ponad tydzień temu okazało się, że jestem kobietą jaskiniowca.
W zeszły czwartek mąż mi upolował w Lidlu maszynę do szycia :D
Stawił się dzielnie pod Lidlem przed 8.00 i razem z całą bandą czyhających na dobra przeróżne, wtargnął do sklepu zaraz po uchyleniu drzwi. Wyścig był ostry, ale udało się dorwać maszynę, wtedy jeszcze wymarzoną przeze mnie. Naczytałam się wychwalających pod niebiosa opinii i doszłam do wniosku, że też taką chcę.
1. Jaki geniusz wpadł na pomysł, żeby łączyć regulację długości ściegu z przełącznikiem wyboru grypy ściegów? daje to w efekcie tyle, że regulować według własnego uznania można jedynie ściegi z grupy S1.
2. Rzekoma ilość 33 ściegów mija się lekko z rzeczywistością, ponieważ część ściegów z grup S2 i S3 są praktycznie identyczne.
3.To co mnie maksymalnie wkurza, to brak regulacji długości ściegu elastycznego A i B S1 i A S2. Dla mnie są praktycznie bezużyteczne.
4. Mój egzemplarz ma problemy ze zrywaniem nici przy odrobinę szybszym szyciu ściegami od C do F S1 i S2. Żeby nie zrywało nici muszę szyć bardzo wolno. A takie szycie to ja mam w nosie. Szybciej bym to ręcznie zrobiła.
5. Z kilkoma warstwami materiału radzi sobie średnio, żeby nie powiedzieć słabo. Wszycie paska do spódnicy to już dla niej duży wyczyn.
6. Tylko metalowe podzespoły też są mitem. Zajrzałam do środka i sporo plastiku tam znalazłam :(
7. Jak jeszcze raz wytnie mi taki numer ze zrywaniem i plątaniem nici jak dzisiaj, to ją najzwyczajniej w świecie oddam do reklamacji.
8. Wcale nie jest cicha! Robi więcej rumoru niż moja starutka Necchi. A po stole śmiga jakby miała prawdziwe nóżki.
Za to jako ogromny plus mogę zaliczyć bezpośrednią sms-ową relację mojego męża z pola bitwy. Czytałam ją siedząc w tramwaju i tak się śmiałam, że w pewnym momencie ludzie zaczęli się przezornie odsuwać.
Niestety, ze względu na drastyczne opisy nie mogę jej tutaj zacytować ;)
Za to mogę pokazać takie dwie najzwyklejsze spódnice, które m.in. uszyłam na nowej maszynie:
Materiały dostałam w prezencie z historycznych zapasów mojej sąsiadki.
Ta druga ma naprawdę kolor sepii :)
Poza tym nastąpił cud! Moje własne dziecko poprosiło, żebym jej z tego brązowego materiału uszyła spodenki!
ps. z lidlową maszyną po jakimś czasie rozstałam się bez żalu. Zakup tej maszyny był dowodem na to, że kupować trzeba z głową, ale własną ;) Zakładam, że poprzedni lidlowy model wart jest tylu pochlebnych opinii.
W zeszły czwartek mąż mi upolował w Lidlu maszynę do szycia :D
Stawił się dzielnie pod Lidlem przed 8.00 i razem z całą bandą czyhających na dobra przeróżne, wtargnął do sklepu zaraz po uchyleniu drzwi. Wyścig był ostry, ale udało się dorwać maszynę, wtedy jeszcze wymarzoną przeze mnie. Naczytałam się wychwalających pod niebiosa opinii i doszłam do wniosku, że też taką chcę.
Maszyna do szycia Silvercrest
Może to przez moje zezowate szczęście trafił mi się egzemplarz, który moim zdaniem na wychwalanie raczej nie zasługuje. W skrócie:1. Jaki geniusz wpadł na pomysł, żeby łączyć regulację długości ściegu z przełącznikiem wyboru grypy ściegów? daje to w efekcie tyle, że regulować według własnego uznania można jedynie ściegi z grupy S1.
2. Rzekoma ilość 33 ściegów mija się lekko z rzeczywistością, ponieważ część ściegów z grup S2 i S3 są praktycznie identyczne.
3.To co mnie maksymalnie wkurza, to brak regulacji długości ściegu elastycznego A i B S1 i A S2. Dla mnie są praktycznie bezużyteczne.
4. Mój egzemplarz ma problemy ze zrywaniem nici przy odrobinę szybszym szyciu ściegami od C do F S1 i S2. Żeby nie zrywało nici muszę szyć bardzo wolno. A takie szycie to ja mam w nosie. Szybciej bym to ręcznie zrobiła.
5. Z kilkoma warstwami materiału radzi sobie średnio, żeby nie powiedzieć słabo. Wszycie paska do spódnicy to już dla niej duży wyczyn.
6. Tylko metalowe podzespoły też są mitem. Zajrzałam do środka i sporo plastiku tam znalazłam :(
7. Jak jeszcze raz wytnie mi taki numer ze zrywaniem i plątaniem nici jak dzisiaj, to ją najzwyczajniej w świecie oddam do reklamacji.
8. Wcale nie jest cicha! Robi więcej rumoru niż moja starutka Necchi. A po stole śmiga jakby miała prawdziwe nóżki.
Za to jako ogromny plus mogę zaliczyć bezpośrednią sms-ową relację mojego męża z pola bitwy. Czytałam ją siedząc w tramwaju i tak się śmiałam, że w pewnym momencie ludzie zaczęli się przezornie odsuwać.
Niestety, ze względu na drastyczne opisy nie mogę jej tutaj zacytować ;)
Za to mogę pokazać takie dwie najzwyklejsze spódnice, które m.in. uszyłam na nowej maszynie:
Materiały dostałam w prezencie z historycznych zapasów mojej sąsiadki.
Ta druga ma naprawdę kolor sepii :)
Poza tym nastąpił cud! Moje własne dziecko poprosiło, żebym jej z tego brązowego materiału uszyła spodenki!
ps. z lidlową maszyną po jakimś czasie rozstałam się bez żalu. Zakup tej maszyny był dowodem na to, że kupować trzeba z głową, ale własną ;) Zakładam, że poprzedni lidlowy model wart jest tylu pochlebnych opinii.
niedziela, 11 sierpnia 2013
Jak się nie da, jak się da ;)
Jedna moja znajoma miała poważne wątpliwości, jak można uszyć spódnicę ze spodni. Powtarzała: "przecież tak się nie da" :D
Uszycie spódnicy dla Miśki to był w ogóle pikuś, bo to chude jest i materiału potrzeba malutko. Natomiast na mnie wykombinować spódnicę , to już jest ciut większa sztuka. Ale też się dało!
To dowód, że jednak się da uszyć kieckę ze spodni.
Jedyna niedogodność, to to, że każdy element trzeba było wycinać oddzielnie.
Szyło się szybko i przyjemnie. Po bokach środkowego klinu, żeby nie było łyso, strzeliłam wzorki wyszywane na Necchi. Można zauważyć zastosowany został trik mający optycznie zwęzić sylwetkę ;) Ciemne w środku, po bokach jasne. Zadziałało tak sobie. Nawet złudzenia optyczne mają swoje granice.*
A to dowód, że nie wszystko przełazi w genach na dzieci.
Ja nie potrafię upiec niczego innego, co nie przypominałoby płyty chodnikowej. Moje dziecko za to potrafi zamieszać parę składników i wyczarować pycha słodkości! Tym razem wyczarowała maślane ciastka z powidłami :) Pychota!
*Ps. właśnie mi Liliana wyłuszczyła, że mi się popiep...o z tą spódnicą i ciemne powinno być po bokach :)))
co mnie w sumie cieszy, bo okazuję się, że jednak mam jeszcze coś w małym rozmiarze - rozum! :)
czwartek, 8 sierpnia 2013
"Konstrukcja młotka" ;)
Konstrukcja młotka jest prosta* , tak jak tych spódnic. Już prościej się nie da ;D
Ta uszyta została z wielkie chustki.
Właściwie to spódnica trzy w jednym. W zależności, co się przesunie na przód ;)
Kiedy za pierwszym razem pokazałam chustę mojej Chudzinie z propozycją przeróbki na spódnicę lub sukienkę usłyszałam: "eeeee matka no coś Ty?! jak to będzie wyglądać?"
Nie, to nie. Dzisiaj rano usiadłam i sobie samej uszyłam z niej spódnicę. Miałam ją na sobie niecałą minutę, tyle, co do przymierzenia. Potem poszłam ją pokazać Edyśce. I to był błąd ;) Misi oczy się zaświeciły i stwierdziła: "ale fajna,to dla mnie?" I zanim zdążyłam coś powiedzieć już siedziała w środku mojej spódnicy.
No co miałam zrobić? Zwęziłam gumkę w kiecce i uszyłam jeszcze przepaskę na włosy dla kudłatej, z tego co zostało. I tak "wystylizowane"moje dziecię poszło dyndać na huśtawkach ze swoimi psiapsiółkami.
Poza tym uszyłam jeszcze taką, ale już tylko dla mnie!
Okazało się jednak, że jak się ma hektar tyłka do obszycia, to nie ma co liczyć na to, że w takiej spódnicy nie będzie człowiek wyglądał jak namiot cyrkowy ;)) Tak więc uszyłam, przymierzyłam i natychmiast sprułam ją z jednej strony. Zwęziłam porządnie, zszyłam znowu i teraz jest dobrze, ale zdjęć już nie miałam siły robić w tym upale.
I uszyłam jeszcze taką:
Komu przypadnie w udziale, to jeszcze kwestia dyskusji ;) ale jak znam życie, to Miśka ją podwędzi. Tutaj nastąpiło mega uwolnienie tkaniny, bo nasza mama trzymała ten materiał w szafie ponad 30 lat!
A wszystkie trzy uszyłam dzisiaj od rana. Dla zajęcia czymś głowy, żeby się nie denerwować.
Wczoraj pozbyliśmy się samochodu. Nie z własnej woli. Ktoś wjechał w tył naszej pomarańczowej torpedy i po aucie.
Dodatkowo w ramach gratisów okazało się, że mam tydzień "urlopu" bo moja praca akurat nie jest potrzebna. Z tym tylko, że za to wolne oczywiście płacone nie mam!
* Konstrukcja młotka- u mnie w domu, jak ktoś nie mógł czegoś pojąć, to się mówiło:
" no coś Ty, przecież to jak konstrukcja młotka, już prościej się nie da, młotku jeden" :)))
Pewnie nie ja jedna czuję się jak tak kukurydza ;)
Może to jest pomysł, jak doczekać końca upałów? :)
Ta uszyta została z wielkie chustki.
Właściwie to spódnica trzy w jednym. W zależności, co się przesunie na przód ;)
Kiedy za pierwszym razem pokazałam chustę mojej Chudzinie z propozycją przeróbki na spódnicę lub sukienkę usłyszałam: "eeeee matka no coś Ty?! jak to będzie wyglądać?"
Nie, to nie. Dzisiaj rano usiadłam i sobie samej uszyłam z niej spódnicę. Miałam ją na sobie niecałą minutę, tyle, co do przymierzenia. Potem poszłam ją pokazać Edyśce. I to był błąd ;) Misi oczy się zaświeciły i stwierdziła: "ale fajna,to dla mnie?" I zanim zdążyłam coś powiedzieć już siedziała w środku mojej spódnicy.
No co miałam zrobić? Zwęziłam gumkę w kiecce i uszyłam jeszcze przepaskę na włosy dla kudłatej, z tego co zostało. I tak "wystylizowane"moje dziecię poszło dyndać na huśtawkach ze swoimi psiapsiółkami.
Poza tym uszyłam jeszcze taką, ale już tylko dla mnie!
Okazało się jednak, że jak się ma hektar tyłka do obszycia, to nie ma co liczyć na to, że w takiej spódnicy nie będzie człowiek wyglądał jak namiot cyrkowy ;)) Tak więc uszyłam, przymierzyłam i natychmiast sprułam ją z jednej strony. Zwęziłam porządnie, zszyłam znowu i teraz jest dobrze, ale zdjęć już nie miałam siły robić w tym upale.
I uszyłam jeszcze taką:
Komu przypadnie w udziale, to jeszcze kwestia dyskusji ;) ale jak znam życie, to Miśka ją podwędzi. Tutaj nastąpiło mega uwolnienie tkaniny, bo nasza mama trzymała ten materiał w szafie ponad 30 lat!
A wszystkie trzy uszyłam dzisiaj od rana. Dla zajęcia czymś głowy, żeby się nie denerwować.
Wczoraj pozbyliśmy się samochodu. Nie z własnej woli. Ktoś wjechał w tył naszej pomarańczowej torpedy i po aucie.
Dodatkowo w ramach gratisów okazało się, że mam tydzień "urlopu" bo moja praca akurat nie jest potrzebna. Z tym tylko, że za to wolne oczywiście płacone nie mam!
* Konstrukcja młotka- u mnie w domu, jak ktoś nie mógł czegoś pojąć, to się mówiło:
" no coś Ty, przecież to jak konstrukcja młotka, już prościej się nie da, młotku jeden" :)))
Pewnie nie ja jedna czuję się jak tak kukurydza ;)
Może to jest pomysł, jak doczekać końca upałów? :)
Kadr z filmu Upał z 1964, reż. Kazimierz Kutz
niedziela, 4 sierpnia 2013
Galotus maximus ;)
Jest tak.
Spódnica dla Eduszki, taka do latania z koleżankami.
Było tak:
Trzy pary wielgachnych portek za całe 7 zł kupione na ciuchach.
Chudzina na luzie mieści się w jednej nogawce ;D
Zaczęłam od tych ciemnych. Miały jasne smugi i najmniej było mi ich żal do prowadzenia eksperymentów. Póki co zużyłam tylko jedną nogawkę.
Na ileś roczników Burdy znalazłam jeden wykrój prostej spódnicy dla nastolatki, na 140 cm wysokości osobnika obszywanego.
Przy czym Edi ma ponad 150 cm, a wykrój był i tak za wielki ;).
W związku z brakiem gotowych wykrojów próbowałam nawet pouczyć się konstruowania odzieży, ale poległam :) Czytając, a właściwie oglądając książki "Konstruowanie odzieży" K. Trzcińskiej, poczułam się jak w banku - nic nie rozumiałam ;D
Wyszyty na Necchi wzór bez ładu i składu jest wymuszonym rozwiązaniem zamaskowania jasnych smug na materiale. Smugi były dwie, ale tak głupio wyglądało z tylko dwoma wzorami, to wyszyłam więcej. Gdybym nie miała Necchi, to pokombinowałabym ze zwykłym zygzakiem. Zawsze jest to jakiś sposób na ratowanie materiału. Tył wyszyty nie jest, bo już mi się nie chciało siedzieć przy maszynie i chyba za dużo byłoby tej wzorzystej radości ;) Za to ekspres jest pod kolor haftu, czyli jasnopomarańczowy. A to dlatego, że Chudzina zakończyła fazę fascynacji fioletem i od wczoraj jest w fazie pomarańczowej ;)
Koszt materiału na spódnicę1,16 zł. Zabawa przy szyciu, bezcenne ;)
niedziela, 2 września 2012
Tutorial nr 2 – szycie torby, czyli jak dokonać aktu zemsty ;)
Czasami zdarza się, że nasza spódnica po cichutku, po malutku staję się, ujmując delikatnie, dość niewygodna.
W takiej sytuacji mamy kilka
możliwości : zrobić wszystko, żeby znów się w nią zmieścić, bądź w akcie zemsty
( w końcu to jej wina, że już nie pasuje) przerobić ją na dwa powody do radości .
Wybrałam drugie rozwiązanie.
Oto efekt - jeden obiekt zemsty za to, że już się nie mieści ;))
Dwa powody do radości: torebuszka + kosmetyczka
A torbę uszyłam tak:
Zrobiłam kartonowy wzór – jeżeli plan się powiedzie, będzie
można go powtórzyć.
Wycięłam ze spódnicy i materiału na podszewkę przód i tył
torby. Z materiału podszewkowego wykroiłam
także uszy i kieszonki:
Podkleiłam materiał ze spódnicy oraz uchy torby flizeliną, żeby lepiej
trochę torbę usztywnić.
Zszyłam uszy oraz kieszonki.
Przyszyłam aplikacje.
Spięłam szpilkami wierzchnią warstwę torby, uszy i podszewkę
a później przeszyłam tylko w górnej części.
Dwa uzyskane w ten sposób elementy złożyłam prawymi stronami do siebie.
Przeszyłam boki i spód torby. Wywróciłam torbiszona
na prawą stronę i zszyłam spód podszewki.
W efekcie końcowym wyszło tak:
A kiedy szyłam i się mściłam ;) w tle leciała muzyka z "Chłopców z ferajny" ;))) polecam!
Etykiety:
hand made,
jąkanie,
kosmetyczka,
logopeda,
logopedia,
Łódź,
łucznik 466,
maszyna do szycia,
niepłynność,
płynność mowy,
recykling,
rękodzieło,
spódnica,
szablony,
szycie,
terapia jąkania,
tutorial
Subskrybuj:
Posty (Atom)






