Miało być etui na nawigację. I było, a i owszem. Tyle, że za małe. Nie wyczułam, ile trzeba było obłożenia dodać ;) Jak to zrobiłam, zostanie już na zawsze tajemnicą. Nawigację przykładałam, zapasy dodawałam, a i tak spie....źle uszyłam. A ponieważ fajnie się pikowało podwójną igłą, to znowu nawigację przyłożyłam zapasy jeszcze większe dodałam i tym razem się udało. Nawigacja się mieści i to z luzem. Zostało jednak to małe coś. A ja bardzo nie lubię nieprzydatnych uszytków. Drażnią mnie bardzo. Pierwsza myśl: w sumie można w to upchnąć fajki i zapalniczkę. Każdy palacz wie, jak wkurzają zaginione zapalniczki czy zapałki. A tu proszę wszystko razem! Genialne! Druga myśl: cholera przecież już nie palę. Trzeci tydzień. Nie, nie z rozsądku. Nie palę, bo mi nie wolno, ale komu wolno ;)
Trzecia myśl: a czego ja mam w torbie dużo, a co jest nieduże? Niestety, nie o kasę tu chodzi, tylko o tabletki przeróżne. Nie, nie odurzające ;) leczące, przynajmniej w teorii. Więc jak już mi się przypomni, że je powinnam je brać, to jest problem jak je znaleźć. Więc zapakowałam wszystkie do tego małego czegoś i problemu nie ma, przynajmniej w kwestii ich odnalezienia ;)
Ścieg zrobiony podwójną igłą, na starym Singerze. Coś co było już dawno, a często reklamowane jako niesamowite odkrycie zakresie dodatkowych funkcji współczesnych maszyn do szycia ;)










