Pchły ;)
"Pchła pchnęła pchełkę - tak dla hecy!
Na to pchełka popchnęła pchłę palcem w plecy.
Tak pchła z pchełką się popychały,
aż pobiły się i popłakały.
Pogodził pchły pewien pies.
Jak to zrobił?
Połknął je i pobiegł po piasku do lasku!"
T.Bogdańska, G.Olszewska
"Rymowanki do ćwiczeń dykcji"
A to psiak:
O szczeniaczku także wierszyk z książki Pani Małgorzaty Strzałkowskiej
"Wierszyki łamiące języki"
Bardzo dziękuję za zainteresowanie i wszystkie miłe słowa na temat Candy.
Ps.Uwolniłam tkaniny
wtorek, 19 marca 2013
środa, 13 marca 2013
Moje pierwsze Candy! :)
Jak się nie ma, co się lubi, to się lubi co się ma ;)
Nie ma wiosennej pogody, trudno. Mamy za to piękną zimę tej wiosny.
Więc może by tak Gwiazdkę w marcu zorganizować?
Zapraszam do udziału w zabawie.
Do wygrania torba i mysz :)
Czas zgłoszeń od 13 marca (bo lubię 13-tki) do 12 kwietnia.
Losowanie 13 kwietnia, żeby może jeszcze ktoś polubił 13-tego.
Zasady1. Zostaw proszę komentarz pod postem. Możesz napisać co Ci się tutaj podoba, albo co nie ;)
2. Umieść podlinkowany baner na Twoim blogu, najlepiej w bocznym pasku w widocznym miejscu ( nie w poście )
3. Dołącz proszę do grona obserwatorów.
4. Dla nieblogujących a chcących, prośba o baner z linkiem do candy na FB lub innym portalu społecznościowym i podanie maila do siebie.
Łakocie z bliska:
Zapraszam do zabawy.
Może te zielone kolory zaczarują aurę i przyciągną wiosnę?
To już chyba ostatni post na dziś ;)
O Hany zbawiennym wpływie na dziecięcie moje :)
Dzięki wrażeniu jak wywarły prace Hany, moja Edka zaczęła pisać piórem. Pięć lat tłumaczenia i namawiania napotykały na twardy opór dziecięcej materii. A wystarczył list od Hany, obejrzenie jej prac u Kretowej, i nastąpił cud!
Dzieciak zaczął pisać piórem :)))
A było to tak:
Nie tak dawno, i nie za górami i lasami za to w centrum kraju, dzieciak mój na widok listu od Hany, załączonego do pięknego prezentu, zrobił oczy wielkie z zachwytu jak ten psiak z bajki Andersena co skarbów pilnował ;D
List wygląda tak:
Dzieciak zaczął pisać piórem :)))
A było to tak:
Nie tak dawno, i nie za górami i lasami za to w centrum kraju, dzieciak mój na widok listu od Hany, załączonego do pięknego prezentu, zrobił oczy wielkie z zachwytu jak ten psiak z bajki Andersena co skarbów pilnował ;D
List wygląda tak:
Młoda rozpoczęła prowadzić dochodzenie jak rasowy śledczy ;) a jak Pani Hana to pisze, a skąd taki piękny atrament, czy tak pisać można się nauczyć. I na końcu padło podstawowe pytanie, dlaczego Pani Hana nie prowadzi swojego bloga, skora takie piękne rzeczy tworzy?
Z tego zachwytu i zacięcia sama! zaczęła szukać informacji o kaligrafii. Mnie się z kolei przypomniało, że dawno, dawno temu za bezcen na jakimś kiermaszu kupiłam książkę o kaligrafii. Po dłuższych poszukiwaniach książka znalazła się w moim gabinetowym bałaganie. Czekała w kącie na swoje, mam nadzieję, więcej niż pięć minut.
Młoda bogatsza już o podstawowe informacje o kaligrafii zaczęła się dopominać zakupu odpowiedniego sprzętu do prac artystycznych ;)
Zachwyt, zachwytem, ale rodzicielskie doświadczenie podpowiadało mi, że lepiej jeszcze moment zaczekać i zobaczyć ile chęci do kaligrafii zostanie po kilku dniach.
Z tych jej różnych fascynacji nasz domowy dobytek stał się bogatszy o różne, niezbędne oczywiście, rzeczy np. wielgachny keyboard, który w chwili obecnej funkcjonuje jako dość kosztowny kurzołap ;))
Przy okazji gitary wykazaliśmy się z mężem już większą bystrością umysłów i zamiast kupować nową, pożyczyliśmy od szwagra Lusię, instrument po przejściach. Warunek był taki: miesiąc regularnych ćwiczeń i będzie nowa gitara. Oczywiście zaoszczędziliśmy, zakup nowej okazał się zbędny. Żal mi było tylko takiego młodego nauczyciela, który bardzo się zaangażował w karierę muzyczną mojego Edziątka. Jak mu tłumaczyłam, żeby się tak biedak nie przejmował, bo zanim się okaże, że szkoli następcę Jimiego Hendrixa, to może jeszcze sporo czasu upłynąć, to się patrzył tylko na mnie jak na matkę - zbója, ciężko wzdychał i mruczał coś pod nosem o marnowanym talencie ;)))
Wracając do kaligrafii, odpuściłam po tym jak Edzia dobrała się do moich piór i postanowiła ćwiczyć tym, co ma pod ręką. Zebrałam się na odwagę i ruszałam na zakupy do sklepu dla plastyków. A odwaga jest tam naprawdę niezbędnym atrybutem.
Są tam dwie sprzedawczynie, dobra i zła ;) jak policjanci w filmach kryminalnych, albo wróżki w bajkach. Niestety, najczęściej można spotkać się z tą złą. I wtedy opieprz zbiera się za wszystko. Nie jest istoty fakt, że jeszcze się za to płaci. Tym razem zebrałam za to, że nie wiem co to jest redisówka, a w ogóle to dlaczego chce sprzęt do pisania kaligraficznego, jak się na tym nie znam? ;)))
Nie pomogły tłumaczenia, że to dla dziecka.
Za to udało mi się uniknąć, pomimo strzelonego przez Panią ogromnego focha, zakupu gotowego kompletu za prawie siedem dych! Okazało się, że wszystko można kupić luzem i wtedy za dwie obsadki, stalówki i tusz zapłacić 25 zł :)))) Byłam z siebie dumna!
Zakupy okazały się strzałem w dziesiątkę, dzieciak się zachwycił i mazał, mazał, mazał! Poza tym, stale już pisze piórem. Podebranym matce co prawda, ale co tam ;)
A to najprawdziwszy kałamarz, pamiątka po moim Tacie.
Tak więc, okazało się, że Hana oprócz wielu talentów posiada również jeszcze jeden, niezwykły!
Talent do zarażania pasjami!
Dzięki Hana :)
A teraz chciałabym jeszcze umieścić małe sprostowanie do poprzedniego posta.
W ramach prezentów wygranych cudem, dostałam od Złotego Kota śliczne kawałki materiałów.
Z jednego z nich powstały mysie desou lub nazywając sprawę po imieniu - gacie ;) o czym zapomniałam napisać poprzednio!
Dzięki Klaudia, dzięki Twoim podarkom myszy nie świecą gołymi ... jest im po prostu cieplej ;)
poniedziałek, 11 marca 2013
Kto się boi myszy?
Ja się nie boję, a poza tym postanowiłam dokonać rewolucji w nauce.
Zapoczątkowałam właśnie badania w nowym kierunku nauki: genetyce tekstylnej!
Jak widać na załączonych obrazkach, myszy w wyniku prowadzonych przeze mnie eksperymentów zostały właścicielkami różnych głów. I charakterów również.
Ta w kiecce w kwiatki jest bardziej łagodna i romantyczna.
Nieśmiało pozowała do zdjęć:
Druga mysz okazała się bardziej energiczna i pełna wigoru:
W planach ma karierę taneczną i aktorską.
Być może w Paryżu, już trenuje kankana:
A tutaj wyszła już prawie jak Marilyn ;)
Przy okazji prac naukowo-badawczych, dowiedziałam się, jak to mój dzieciak się o mnie troszczy!
Zacytuję naszą rozmowę, tuż po tym jak zajrzała do reklamówki z elementami składowymi mysz i stwierdziła:
-Matka, ja się o Ciebie zaczynam martwić...
-Tak, a dlaczego?
-Czy wiesz kto trzyma kawałki ciał w plastikowych workach?
- No kto?
- Seryjni mordercy !!!
- Czuję się urażona, przecież ja tu tworzę nowe życia, a Ty takie rzeczy insynuujesz!
- A to faktycznie, przepraszam. To Ty jednak taki Myszostein jesteś!
;)))
ps. uwolniłam tkaniny
wtorek, 26 lutego 2013
"Daleko jeszcze ?" czyli Zenon Osioł w roli głównej!
"Nazywam się Osioł. Zenon Osioł" ;)
Zenon jest osłem.
I to dużym osłem. Ma ponad 45 cm wzrostu!
Zenon O. jest całkowicie uszyty z materiałów z odzysku. Powłoka cielesna obywatela O. jest z resztek materiałów otrzymanych w prezencie. Sweterek i getry uszyte z bluzeczki dziecięcej kupionej na ciuchach. Bluzina była mocno złachana więc dla dziecka i tak nikt by jej nie kupił. Za to dla Osła Zenona jak znalazł. Nie było mi żal eksperymentować z cięciem i szyciem. Spodnie i buty uszyte z zasłony kupionej za grosze też na ciuchach. Tylko bogate wnętrze/wypchanie jest nowe, z poduchy Jyskowej.
I właśnie to tworzenie czegoś nowego z rzeczy już nikomu niepotrzebnych było jednym z fajniejszych elementów pracy nad osiołkiem.
A tutaj mój drugi ośli idol ;)
Zenon jest osłem.
I to dużym osłem. Ma ponad 45 cm wzrostu!
Zenon O. jest całkowicie uszyty z materiałów z odzysku. Powłoka cielesna obywatela O. jest z resztek materiałów otrzymanych w prezencie. Sweterek i getry uszyte z bluzeczki dziecięcej kupionej na ciuchach. Bluzina była mocno złachana więc dla dziecka i tak nikt by jej nie kupił. Za to dla Osła Zenona jak znalazł. Nie było mi żal eksperymentować z cięciem i szyciem. Spodnie i buty uszyte z zasłony kupionej za grosze też na ciuchach. Tylko bogate wnętrze/wypchanie jest nowe, z poduchy Jyskowej.
I właśnie to tworzenie czegoś nowego z rzeczy już nikomu niepotrzebnych było jednym z fajniejszych elementów pracy nad osiołkiem.
Jak przystało na prawdziwego agenta, Zenon Osioł jest niezwykle sprawny fizycznie!
Zdjęcia (już obrobione!) są i tak fatalnej jakości, ale taki mam aparat i póki co nowego raczej nie będzie :(((
Może jutro uda mi się w innym świetle zrobić ciut lepsze.
Nieskromnie stwierdzę, że na żywo jest dużo, dużo fajniejszy :)
Taki ośli optymista. Trochę jak ja ;)
Ps. uwolniłam tkaniny :)
poniedziałek, 25 lutego 2013
Kosmetyczka = uroda ;)
Wczoraj dalej eksperymentując ze ściegami ozdobnymi Necchi uszyłam sobie prościutką kosmetyczkę:
Niestety z biegiem czasu potrzebuję coraz większych modeli, ponieważ już dawno przestałam wierzyć w urok naturalnego piękna, a i mojego lustra w łazience jest mi żal ;)
Moje już ze mną nie rozmawia, tylko krzyczy w panice co rano, a czasami milczy w głębokiej zadumie ;)
Miłego tygodnia, zaraz po przeżyciu poniedziałku :)
Niestety z biegiem czasu potrzebuję coraz większych modeli, ponieważ już dawno przestałam wierzyć w urok naturalnego piękna, a i mojego lustra w łazience jest mi żal ;)
Moje już ze mną nie rozmawia, tylko krzyczy w panice co rano, a czasami milczy w głębokiej zadumie ;)
Miłego tygodnia, zaraz po przeżyciu poniedziałku :)
niedziela, 24 lutego 2013
Tra la la, kto naprawioną Necchi ma? - właśnie ja! :)))
Trwało to parę ładnych godzin, wymagało wymiany części przewodów, ale udało się!!!
Necchi działa :)))
Jak się okazało, potężnie spiep... wymagała naprawy elektryka. Części kabli jest nowa.
To dowód :)
Zabawa z krzywikami i wzorami jest kapitalna, nawet dzieciak mój osobisty bardzo się zainteresował i dzielnie pomaga mi układać zestawy krzywików :D
Dodatkową zabawę ma moja rodzina, kiedy próbuję przy ustalaniu nowego wzoru, odnaleźć się w przestrzeni, gdzie jest prawa a gdzie lewa strona ;)
Do mojego skarbu pasują szpuleczki i bębenek takie jak do Łucznika, nie problemu z igłami. Pasuje też uchwyt Matic do stopek. Nie musiałam zmieniać stopki, ale skoro pasuje to niech zostanie. Uchwyt kupiłam do Łusi, ale oczywiście nie pasował.
Pierwszy uszytek na Necchi - etui na pióra.
Jutro muszę tylko dokupić zatrzaski i już. Chciałam zainstalować magnes, ale jest za duży
Gdyby nie Pan Stanisław Piszewski (czytaj najlepszy mechanik na świecie), z szycia byłyby nici ;))
Zresztą to nie pierwszy raz reanimował przyciągnięte przeze mnie do domu różne archaiczne wynalazki. Łusia (Łucznik 466) na której szyłam do tej pory, stała u moje mamo-teściowej kawał czasu, regulowana przez różnych mechaników, bez efektu. Pierwszy mechanik, który był ją u mnie naprawiać, też narobił więcej szkody niż pożytku. A Pan Piszewski w dwie godziny doprowadził ją do użytku. Naprawił też Singera 834 odnalezionego w piwnicy szwagra, ale jakoś nie mam do niej serca. Stoi sobie i czeka w rezerwie.
Wracam do szycia. Pewnie uszyję jeszcze kosmetyczkę i etui na telefon do kompletu. Mam też jeszcze do dokończenia konio-osła ;) dla mojego bardzo przystojnego 3-letniego klienta :)
czwartek, 21 lutego 2013
Niezwykłe prezenty od Hany i Złotego Kota :)
W zeszłym tygodniu dostałam paczkę - prezent od Złotego Kota. To był wynik konkursu na refleks, którego ja oczywiście nie wykazałam, bo zapisałam się trzecia (liczyć się miały tylko dwa pierwsze zgłoszenia) ale i tak dostałam cudowną przesyłkę od Klaudii - ogromne podziękowania!!!
W tym tygodniu dostałam przepiękną własnoręcznie przez Hanę wyhaftowaną zakładkę! Ptak jest cudowny i do tego jest jeszcze mój monogram :) Zakładkę noszę przy sobie cały czas w kalendarzu :)
Do tego w paczce był list, napisany najlepszym charakterem pisma jaki w życiu widziałam! List pisany piórem z brązowym atramentem po prostu mnie zachwycił. Swoją drogą dlaczego tak zdolna kobieta jak Hana nie ma swojego bloga??? Próbka talentu Hany u Kretowej w dzisiejszym poście :)
A tak na marginesie na temat pisania piórem.
Kilka dni temu na zajęciach z bardzo fajnym rezolutnym 6-latkiem zaczęłam robić notatki . Też piszę piórem, od zawsze. Nie potrafię pisać długopisami :))
Młody tak popatrzył ze zdziwieniem i stwierdził:
- ojej a ja myślałam, że piórami to się tylko w bajkach pisze! i to jeszcze pióro może pisać na zielono???"
Na co ja odpowiedziałam:
- oczywiście, ale tylko pióra czarownic tak piszą" ;))
Chłopiec zaczął mi się uważniej przyglądać i upewniać się:
- eee nie, Pani żartuje, prawda?
- mówię zupełnie poważnie, zresztą zobacz tam mam łakocie do tuczenia dzieci - i wskazałam na szafkę z rodzynkami, paluszkami i płatkami śniadaniowymi
Mały oczy już miał całkiem wielkie ze zdziwienia, ale drążył dalej:
- niemożliwe, po co by Pani dawała dzieciom te słodycze?
- dla korzyści odroczonych w czasie - wyjaśniłam :)))
Przestał pytać, zaczął ćwiczyć, ale nie wziął już ani jednego paluszka :)))
Elementy gastronomiczne pojawiają się na zajęciach z małymi dziećmi w ramach treningu behawioralnego, czytaj przekupstwa. Popracuje, to jest nagroda. Czy to etyczne to kwestia dyskusji ;) ale na pewno skuteczne! Najważniejsze są przecież efekty odroczone w czasie czyli sukcesy terapeutyczne małych klientów :)
Ps. na zajęciach u mnie dzieci są zawsze! z rodzicami, więc nie ma strachu, że dzieciaka utuczę ;)
Ps2. był dzisiaj w sprawie naprawy Necchi Pan Mechanik . Obejrzał maszynę, pomyślał i stwierdził: ja tu jutro wrócę i coś się wymyśli :))
W tym tygodniu dostałam przepiękną własnoręcznie przez Hanę wyhaftowaną zakładkę! Ptak jest cudowny i do tego jest jeszcze mój monogram :) Zakładkę noszę przy sobie cały czas w kalendarzu :)
Do tego w paczce był list, napisany najlepszym charakterem pisma jaki w życiu widziałam! List pisany piórem z brązowym atramentem po prostu mnie zachwycił. Swoją drogą dlaczego tak zdolna kobieta jak Hana nie ma swojego bloga??? Próbka talentu Hany u Kretowej w dzisiejszym poście :)
A tak na marginesie na temat pisania piórem.
Kilka dni temu na zajęciach z bardzo fajnym rezolutnym 6-latkiem zaczęłam robić notatki . Też piszę piórem, od zawsze. Nie potrafię pisać długopisami :))
Młody tak popatrzył ze zdziwieniem i stwierdził:
- ojej a ja myślałam, że piórami to się tylko w bajkach pisze! i to jeszcze pióro może pisać na zielono???"
Na co ja odpowiedziałam:
- oczywiście, ale tylko pióra czarownic tak piszą" ;))
Chłopiec zaczął mi się uważniej przyglądać i upewniać się:
- eee nie, Pani żartuje, prawda?
- mówię zupełnie poważnie, zresztą zobacz tam mam łakocie do tuczenia dzieci - i wskazałam na szafkę z rodzynkami, paluszkami i płatkami śniadaniowymi
Mały oczy już miał całkiem wielkie ze zdziwienia, ale drążył dalej:
- niemożliwe, po co by Pani dawała dzieciom te słodycze?
- dla korzyści odroczonych w czasie - wyjaśniłam :)))
Przestał pytać, zaczął ćwiczyć, ale nie wziął już ani jednego paluszka :)))
Elementy gastronomiczne pojawiają się na zajęciach z małymi dziećmi w ramach treningu behawioralnego, czytaj przekupstwa. Popracuje, to jest nagroda. Czy to etyczne to kwestia dyskusji ;) ale na pewno skuteczne! Najważniejsze są przecież efekty odroczone w czasie czyli sukcesy terapeutyczne małych klientów :)
Ps. na zajęciach u mnie dzieci są zawsze! z rodzicami, więc nie ma strachu, że dzieciaka utuczę ;)
Ps2. był dzisiaj w sprawie naprawy Necchi Pan Mechanik . Obejrzał maszynę, pomyślał i stwierdził: ja tu jutro wrócę i coś się wymyśli :))
środa, 20 lutego 2013
"Mój skarb" czyli o empatii i maszynie Necchi Supernova
Kilka dni temu wyglądałam dokładnie tak jak Gollum na tym zdjęciu.
Tylko, że ja wgapiałam się w monitor komputera i w to zdjęcie na forum e-krawiectwo
I współodczuwałam z Gollumciem jego pragnienie posiadania. Mnie też ono oślepiło i ograniczyło zdrowy rozsądek. Musiałam ją mieć. Necchi Supernovą. Dlatego, że kocham stare maszyny do szycia. Dlatego, że ta ma mnóstwo ozdobnych ściegów. Właściciel wyraźnie napisał, że nie nie potrafi jej włączyć!!!???, nie wie jak, nie próbuje i nie jest w stanie powiedzieć czy działa. Kupiłam ją poza Allegro bo i tak nikt nie licytował
( to nadal nie przywróciło zdrowego rozsądku) a ja chciałam ją mieć już, natychmiast - "mój skarb".
Nawet opracowałam z moją klientką pracującą w Warszawie plan sprowadzenie jej jak najszybciej do Łodzi ( kolega klientki był akurat w W-wie i mógłby ją odebrać i przywieźć w niedzielę :))) ewentualnie ona sama mogła przecież ją zabrać i przywieźć ( prawie 30 kg! :))) przecież i tak jeździ do Warszawy.
Na szczęście mój mąż zdrowego rozsądku nie stracił, zapytał tylko czy moja klienta przypomina NRD-wską kulomiotkę. Ponieważ nie przypomina, za to jest bardzo ładną, szczupłą kobietą, mąż mój zasugerował skorzystanie z usług kuriera i pozostawienie w spokoju człowieka (kolegi klientki), który mógłby ją przywieźć przy okazji. Jak to świetnie zdefiniował: no tak, przecież każdy marzy o tym, żeby wracając do domu w niedzielę taszczyć tonę żelastwa dla obcej baby :)))
Kurier dzisiaj przywiózł mój skarb i po podłączeniu do prądu okazało się, że zamiast skarbu mam złom za 270 zł. Nie działa. Pretensji mieć nie mogę, bo przecież napisane było jasno, że uruchamiana nie była.
Za to dziwi mnie to, że z prawie czterema dychami na karku tak dałam ponieść się emocjom. Cóż, zawsze musi być ten pierwszy raz. Przynajmniej teraz jeszcze lepiej wiem co czuł Gollum :)))
A tak wyglądałam już po próbie uruchomienie mojego skarbu ;)))
Bo gdyby to stało się trzy lata temu to pikuś, ale obecnie porządnie nadszarpnęłam budżet domowy na spełnienie własnych zachcianek.
Ps. Jutro za to napiszę jakie fantastyczne rzeczy dostałam od fantastycznych kobiet: Hany i Złotego Kota :)
Tylko, że ja wgapiałam się w monitor komputera i w to zdjęcie na forum e-krawiectwo
I współodczuwałam z Gollumciem jego pragnienie posiadania. Mnie też ono oślepiło i ograniczyło zdrowy rozsądek. Musiałam ją mieć. Necchi Supernovą. Dlatego, że kocham stare maszyny do szycia. Dlatego, że ta ma mnóstwo ozdobnych ściegów. Właściciel wyraźnie napisał, że nie nie potrafi jej włączyć!!!???, nie wie jak, nie próbuje i nie jest w stanie powiedzieć czy działa. Kupiłam ją poza Allegro bo i tak nikt nie licytował
( to nadal nie przywróciło zdrowego rozsądku) a ja chciałam ją mieć już, natychmiast - "mój skarb".
Nawet opracowałam z moją klientką pracującą w Warszawie plan sprowadzenie jej jak najszybciej do Łodzi ( kolega klientki był akurat w W-wie i mógłby ją odebrać i przywieźć w niedzielę :))) ewentualnie ona sama mogła przecież ją zabrać i przywieźć ( prawie 30 kg! :))) przecież i tak jeździ do Warszawy.
Na szczęście mój mąż zdrowego rozsądku nie stracił, zapytał tylko czy moja klienta przypomina NRD-wską kulomiotkę. Ponieważ nie przypomina, za to jest bardzo ładną, szczupłą kobietą, mąż mój zasugerował skorzystanie z usług kuriera i pozostawienie w spokoju człowieka (kolegi klientki), który mógłby ją przywieźć przy okazji. Jak to świetnie zdefiniował: no tak, przecież każdy marzy o tym, żeby wracając do domu w niedzielę taszczyć tonę żelastwa dla obcej baby :)))
Kurier dzisiaj przywiózł mój skarb i po podłączeniu do prądu okazało się, że zamiast skarbu mam złom za 270 zł. Nie działa. Pretensji mieć nie mogę, bo przecież napisane było jasno, że uruchamiana nie była.
Za to dziwi mnie to, że z prawie czterema dychami na karku tak dałam ponieść się emocjom. Cóż, zawsze musi być ten pierwszy raz. Przynajmniej teraz jeszcze lepiej wiem co czuł Gollum :)))
A tak wyglądałam już po próbie uruchomienie mojego skarbu ;)))
Bo gdyby to stało się trzy lata temu to pikuś, ale obecnie porządnie nadszarpnęłam budżet domowy na spełnienie własnych zachcianek.
Ps. Jutro za to napiszę jakie fantastyczne rzeczy dostałam od fantastycznych kobiet: Hany i Złotego Kota :)
czwartek, 14 lutego 2013
Walentynkowo :)
Z okazji Walentynek serdeczne życzenia księcia z bajki odnalezienia ;)
W przypadku gdyby to księżniczka okazała się oporna, poniżej porada dla książąt, jak zdobyć miłość kobiety wg. Jana Brzechwy ;)
"Jak sobie zdobyć miłość kobiety"
Gdy się kobietę zna, można zdobyć sobie jej miłość w sposób zwykły. Gdy się ma do czynienia z kobietą nieznajomą, należy użyć
następujących środków. Trzeba poszukać niewielkiego krokodyla, najlepiej w Afryce, zabić
go i wytopić mu tłuszcz z podgardla. Następnie tłuszcz ten wygotować w garnku, dodając
do niego soli i siarki. Odwar ten wysuszyć, po czym zrobić zeń maść, którą dla dodania
milszego zapachu trzeba skropić wodą kolońską. Maścią tą należy w sposób bardzo
delikatny, tak żeby kobieta nie zauważyła, gdyż mogłaby się obrazić, wysmarować całe jej
plecy od szyi, aż do kolan. Powtórzyć to znów po tygodniu, potem po trzech dniach.
Gdy już trzecie smarowanie jest skończone, trzeba podejść do kobiety i
przedstawić się. Następnie postępować w sposób zwykły, a miłość jej jest zapewniona. Gdyby
okazało się inaczej, należy powtórzyć smarowanie." ;D
Jan Brzechwa "Poradnik dla młodych i starych"
Dla singli też coś się znajdzie:
rysunek pochodzi z bloga : http://spiocz.blogspot.com/
Udanych Walentynek :)
środa, 13 lutego 2013
Emisja głosu
Większość z nas chciałaby mieć piękny głos, którym można by
czarować pozostałą resztę ludzkości ;)
Szkoda tylko, że większości przypadków nie
lubimy i nie doceniamy naszych głosów.
Powodów jest mnóstwo. W naszej ocenie najczęściej głos jest:
za wysoki, za niski, jest piskliwy, niewyraźny, słaby itd. Koronnym argumentem
braku atrakcyjności głosu jest to jak brzmi nagrany. Tłumaczenie, że o taką ocenę
głosu można pokusić się dopiero wtedy, kiedy jest nagrany w miarę
profesjonalnych warunkach, z reguły jest mało przekonywujący.
Kiedy mówię komuś, że ma Pan/Pani bardzo ładny
głos, najczęściej spotykam się ze zdziwieniem i zaprzeczeniem. A szkoda, bo często docenienie i polubienie własnego głosu daje nam poczucie większej pewności siebie.
Na trening emisji głosu trafiają najczęściej osoby, które
albo zawodowo pracują głosem i mają z tym różne problemy albo przygotowują się bądź
są trakcie studiów aktorskich czy dziennikarskich. Coraz częściej na takie zajęcia decydują się studenci logistyki, marketingu, prawa. Ostatnia grupa to ci, których
na takie zajęcia wysłał foniatra.
I tutaj ciekawostka. Najliczniejszą grupą zawodową z chorobami
narządu głosu są nauczyciele. O ile w indywidualnych treningach głosu chętnie uczestniczą wykładowcy
akademiccy, to nauczycieli od przedszkolnych do licealnych jeszcze nie
widziałam. Ciekawe, dlaczego? ;)
W większości przypadków trening emisji głosu składa się z tych samych elementów:
pracy nad oddechem, sposobami radzenia sobie ze stresem, prawidłowej postawy
ciała, nastawienia głosowego, wzmocnieniem głosu, czyli rezonansem i prawidłową
artykulacją.
Ja zaczynam inaczej, od pracy nad fonacją, czyli swobodnym tworzeniem dźwięku. Pracujemy też nad uzyskania prawidłowej, swobodnej postawy ciała. Później pracujemy nad żuchwą ;) ponieważ jej ruchy są ściśle związane z ruchami krtani i języka oraz warunkują otwieranie ust do prawidłowej artykulacji samogłosek. Później ćwiczy się pracę krtani, języka i podniebienia miękkiego. Sprawa ćwiczeń oddechowych to odrębny temat. Na koniec składamy to wszystko w całość i uzyskujemy fantastyczną emisję głosu.
Ja zaczynam inaczej, od pracy nad fonacją, czyli swobodnym tworzeniem dźwięku. Pracujemy też nad uzyskania prawidłowej, swobodnej postawy ciała. Później pracujemy nad żuchwą ;) ponieważ jej ruchy są ściśle związane z ruchami krtani i języka oraz warunkują otwieranie ust do prawidłowej artykulacji samogłosek. Później ćwiczy się pracę krtani, języka i podniebienia miękkiego. Sprawa ćwiczeń oddechowych to odrębny temat. Na koniec składamy to wszystko w całość i uzyskujemy fantastyczną emisję głosu.
Za każdym razem i człowiekiem z którym współpracuję, jest to zupełnie inna praca, bo przecież
każdy z nas jest inny, jedyny w swoim rodzaju. Staram się tak budować zajęcia, aby ten,
kto do mnie trafia był zadowolony nie tylko z efektów ale też i z przebiegu naszych spotkań.
A do zadowolenia nie zawsze jest potrzebne przejście całego cyklu ćwiczeń. I chociaż czasami aż mnie skręca z żalu, bo wiem ile
jeszcze można by wypracować, jednak szanuję to, że komuś wystarczy tylko nauczenie
się w miarę prawidłowego oddychania do mówienia, mówienia bez szczękościsku, czy radzenie sobie ze stresem podczas mówienia.
Następnym razem będzie o ćwiczeniach fonacyjnych :)
Następnym razem będzie o ćwiczeniach fonacyjnych :)
Etykiety:
artykulacja,
ćwiczenia fonacyjne,
emisja głosu,
fonacja,
głos,
logopeda,
logopedia,
Łódź,
niepłynność mowy,
płynność mowy,
pomoce logopedyczne,
terapia jąkania,
terapia logopedyczna
środa, 6 lutego 2013
Woda sodowa ;) czyli kolejne wyróżnienia!
Jak tak dalej pójdzie to mi woda sodowa do głowy uderzy ;D
Dostałam kolejne wyróżnienia od GochyMi, Kolorowego Świata Katarzyny,
oraz wyróżnienie dwa w jednym :) od Ewy z Ewulaków
Bardzo dziękuję, to jest naprawdę bardzo sympatyczne :)
Jedną z zasad jest ujawnienie 7 informacji na swój temat. Jeżeli pomnożyć to przez trzy wyróżnienia to wyjdzie 21! Taka tajemnicza i skomplikowana to ja jednak nie jestem. Napiszę ile się da ;)
1. siedzę teraz przed monitorem i za cholerę nie wiem co mam napisać ;))
2. o, to może to: nie lubię kiedy ktoś się do mnie zwraca "Ewo" - i nie wiem skąd mi się to wzięło. Lata psychoanalizny nie pomogły.
3. Uwielbiam Bajki - Grajki. Poza sentymentem z dzieciństwa, zachwyca mnie w nich kunszt aktorski i muzyka. Poza tym doskonale poprawiają mi humor :)
4. Podobno kiedyś byłam chorobliwie ambitna, ale już mi przeszło. Byłam też pracoholiczką, teraz jestem leniuchoholiczką - zdecydowanie ten "holizm" jest lepszy!
5. Boję się podróżować, ale uwielbiam słuchać o podróżach moich znajomych.
6. Kiedyś ubóstwiałam moją Łódź, teraz złości mnie marazm jaki w niej panuje i brak dbałości o rozwój miasta.
7. Lubię poezję Leśmiana, Tuwima, Brzechwy ( ale nie tą dla dzieci). Bardzo lubię twórczość Boya-Żeleńskiego i Sztaudyngera. Uwielbiam Edgara Allana Poe!
8. Jestem miłośniczką kryminałów, od Agathy Christie po Harlana Cobena.
9. Fantastykę też lubię.
10. Nie "używam" ;) telewizji, ale jeżeli zainteresuje mnie jakiś serial to w necie oglądam ciurkiem całą serię w każdej wolnej chwili, ku radości mojej rodziny - mają spokój :) Niestety, nie zainteresowała mnie nigdy "Moda na sukces", mieliby wtedy luz do końca mojego żywota!
11. Bardzo lubię dowiadywać się, że mój blog poprawił komuś humor, chociaż przez chwilę.
12. Kończą mi się pomysły o czym mam pisać. Z góry uprzedzałam, jestem raczej nudna i nieskomplikowana. Za to jestem akceptowalnie odmienna - bardzo mi się to określenie spodobało kiedy je usłyszałam.
Jeszcze raz bardzo dziękuję za wyróżnienia :)
Ps. A o głosie będzie jutro.
Dostałam kolejne wyróżnienia od GochyMi, Kolorowego Świata Katarzyny,
oraz wyróżnienie dwa w jednym :) od Ewy z Ewulaków
Bardzo dziękuję, to jest naprawdę bardzo sympatyczne :)
Jedną z zasad jest ujawnienie 7 informacji na swój temat. Jeżeli pomnożyć to przez trzy wyróżnienia to wyjdzie 21! Taka tajemnicza i skomplikowana to ja jednak nie jestem. Napiszę ile się da ;)
1. siedzę teraz przed monitorem i za cholerę nie wiem co mam napisać ;))
2. o, to może to: nie lubię kiedy ktoś się do mnie zwraca "Ewo" - i nie wiem skąd mi się to wzięło. Lata psychoanalizny nie pomogły.
3. Uwielbiam Bajki - Grajki. Poza sentymentem z dzieciństwa, zachwyca mnie w nich kunszt aktorski i muzyka. Poza tym doskonale poprawiają mi humor :)
4. Podobno kiedyś byłam chorobliwie ambitna, ale już mi przeszło. Byłam też pracoholiczką, teraz jestem leniuchoholiczką - zdecydowanie ten "holizm" jest lepszy!
5. Boję się podróżować, ale uwielbiam słuchać o podróżach moich znajomych.
6. Kiedyś ubóstwiałam moją Łódź, teraz złości mnie marazm jaki w niej panuje i brak dbałości o rozwój miasta.
7. Lubię poezję Leśmiana, Tuwima, Brzechwy ( ale nie tą dla dzieci). Bardzo lubię twórczość Boya-Żeleńskiego i Sztaudyngera. Uwielbiam Edgara Allana Poe!
8. Jestem miłośniczką kryminałów, od Agathy Christie po Harlana Cobena.
9. Fantastykę też lubię.
10. Nie "używam" ;) telewizji, ale jeżeli zainteresuje mnie jakiś serial to w necie oglądam ciurkiem całą serię w każdej wolnej chwili, ku radości mojej rodziny - mają spokój :) Niestety, nie zainteresowała mnie nigdy "Moda na sukces", mieliby wtedy luz do końca mojego żywota!
11. Bardzo lubię dowiadywać się, że mój blog poprawił komuś humor, chociaż przez chwilę.
12. Kończą mi się pomysły o czym mam pisać. Z góry uprzedzałam, jestem raczej nudna i nieskomplikowana. Za to jestem akceptowalnie odmienna - bardzo mi się to określenie spodobało kiedy je usłyszałam.
Jeszcze raz bardzo dziękuję za wyróżnienia :)
Ps. A o głosie będzie jutro.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)



















