Jest gorąco, a mnie oczywiście wtedy zbiera się na szycie!
No i szyję :) oczywiście zwierzaki, które później wciskam tym, których lubię. Na pocieszenie dodam, że lepsze to, niż gdybym z sympatii obdarowywała ciastami własnej produkcji :D
Zaczęłam nawet kombinować z szyciem lalek, ale to są na razie efekty prób i błędów:
Przy okazji napadu kompulsywnego szycia przekonałam się do mojej Juki, ale o tym następnym razem :)
Ostatnio bardzo mnie rozbawiła moja koleżanka. Nie mogła uwierzyć, że to ja uszyłam myszy. A nie mogła, bo jak stwierdziła " jakim cudem to zrobiłaś, przecież ty nie masz kompletnie cierpliwości!" :D
Dodam tylko, że znamy się z pracy, a tam faktycznie cierpliwość u mnie nie występuje ;)
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zabawki handmade. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zabawki handmade. Pokaż wszystkie posty
sobota, 2 lipca 2016
wtorek, 31 maja 2016
Nowy gatunek ;)
Do tej pory jak się z psem wyszło do parku na spacer to można było spotkać mnóstwo wiewiórek.
A dzisiaj okazało się, że jakiś nowy gatunek się zalęgł ;D
Nawet udało mi się zrobić zdjęcie tego zwierzaka!
O taki miś z jeansów i koszuli :)
To pewnie przez tą chemię w jedzeni takie stwory się lęgną ;)
ps. ale talent do fotografii to ja mam, nie da się ukryć :D
Miś tak naprawdę jest w takim kolorze jak na pierwszym zdjęciu.
A dzisiaj okazało się, że jakiś nowy gatunek się zalęgł ;D
Nawet udało mi się zrobić zdjęcie tego zwierzaka!
O taki miś z jeansów i koszuli :)
To pewnie przez tą chemię w jedzeni takie stwory się lęgną ;)
ps. ale talent do fotografii to ja mam, nie da się ukryć :D
Miś tak naprawdę jest w takim kolorze jak na pierwszym zdjęciu.
czwartek, 31 lipca 2014
Takie coś, a miał być buldog ;)
To jest wynik eksperymentu z szyciem innego gatunku stwora niż zazwyczaj.
Wzór pochodzi z książki "Przytulanki i szmacianki" , jednak mój niby buldog :)) jest ponad dwa razy większy. W zasadzie może spełniać funkję poduszko - przytulanki.
Szyłam go wczoraj wieczorem, po tym jak oderwałam od wgapiania się w przecudne zdjęcia u Grażynki http://i-tu-i-tam.blogspot.com/.
Ponieważ, jak się nie jest Napoleonem to lepiej nie robić dwóch rzeczy naraz, a ja szyłam i myślałam, to efekt był taki, że wbiłam sobie igłę maszyny w paznokieć. I w tym miejscu muszę zaznaczyć, iż jestem z siebie dumna ;))) Nie, nie z powodu roztrzepania i nieuwagi, ale z powodu zdolności do zachowania opanowania w takiej sytuacji. Zamiast się szamotać i krzyczeć, w ułamku sekundy podniosłam kółkiem igłę i palucha spod stopki maszyny wyjęłam. Następnie poraniony kawałek kończyny zapakowałam do lodu i tak przesiedziałam resztę wieczoru. Początkowo z bólu aż mnie mdliło (delikatnie rzecz ujmując) ale potem przeszło. I w tej chwili palec jest sprawny! No może odrobinę siny, ale nie ma co za dużo wymagać w takiej sytuacji.
A najbardziej już po fakcie rozśmieszyło mnie to, że pierwsze co pomyślałam zanim poczułam ból to: "cholera, tyle się naszyłam i teraz krwią zapaćkam"!
Wracając do tego nad czym tak myślałam. O tym mianowicie o tym, ile dzięki blogo-świecie można poznać fantastycznych osób, ile pięknych miejsc zobaczyć. Cały czas nie mogę się nadziwić jak niesamowicie twórcze mam blogowe kumpelki, i to w przeogromnej ilości dziedzin! Dziewczyny jesteście NIESAMOWITE :)
Ps. poza stworem uszyłam wczoraj jeszcze dwie spódnice dla siebie. Na szczęście dzisiaj jest już ciut chłodniej, więc i mój zapał do szycia nieco ostygł ;)
Wzór pochodzi z książki "Przytulanki i szmacianki" , jednak mój niby buldog :)) jest ponad dwa razy większy. W zasadzie może spełniać funkję poduszko - przytulanki.
Szyłam go wczoraj wieczorem, po tym jak oderwałam od wgapiania się w przecudne zdjęcia u Grażynki http://i-tu-i-tam.blogspot.com/.
Ponieważ, jak się nie jest Napoleonem to lepiej nie robić dwóch rzeczy naraz, a ja szyłam i myślałam, to efekt był taki, że wbiłam sobie igłę maszyny w paznokieć. I w tym miejscu muszę zaznaczyć, iż jestem z siebie dumna ;))) Nie, nie z powodu roztrzepania i nieuwagi, ale z powodu zdolności do zachowania opanowania w takiej sytuacji. Zamiast się szamotać i krzyczeć, w ułamku sekundy podniosłam kółkiem igłę i palucha spod stopki maszyny wyjęłam. Następnie poraniony kawałek kończyny zapakowałam do lodu i tak przesiedziałam resztę wieczoru. Początkowo z bólu aż mnie mdliło (delikatnie rzecz ujmując) ale potem przeszło. I w tej chwili palec jest sprawny! No może odrobinę siny, ale nie ma co za dużo wymagać w takiej sytuacji.
A najbardziej już po fakcie rozśmieszyło mnie to, że pierwsze co pomyślałam zanim poczułam ból to: "cholera, tyle się naszyłam i teraz krwią zapaćkam"!
Wracając do tego nad czym tak myślałam. O tym mianowicie o tym, ile dzięki blogo-świecie można poznać fantastycznych osób, ile pięknych miejsc zobaczyć. Cały czas nie mogę się nadziwić jak niesamowicie twórcze mam blogowe kumpelki, i to w przeogromnej ilości dziedzin! Dziewczyny jesteście NIESAMOWITE :)
Ps. poza stworem uszyłam wczoraj jeszcze dwie spódnice dla siebie. Na szczęście dzisiaj jest już ciut chłodniej, więc i mój zapał do szycia nieco ostygł ;)
wtorek, 29 lipca 2014
Niuniek ;)
Niuniek powstał spontanicznie. Najpierw go wymyśliłam, a zaraz potem uszyłam. Tak samo było z poduszkami. Jest tylko jeden problem, nie mam gdzie tych uszytych rzeczy upłynniać. A w związku z tym, że zebrało mi się na szycie, to może być problem ;)
Nie wiem jak to działa, ale z reguły im większy upał tym bardziej chce mi się szyć. Tak więc dziewczyny, im szybciej się ochłodzi, tym lepiej dla Was - będzie mniej moich "dzieł" na blogu ;) tym bardziej iż wraz z szyciem przybiera na sile chęć prezentowania światu moje szemranej twórczości! W tym miejscu muszę pochwalić moją rodzinę: zachwycania się mają obcykane do perfekcji ;)))
W trakcie pisania odebrałam telefon od mamy nastolatka. Na początku padło pytanie jakich ostatnio słyszę coraz więcej: jaki jest procent pewności, że wyleczy pani z jąkania/ z wady wymowy moje dziecko/mnie. Zdziwienie jest ogromne kiedy zgodnie z prawdę odpowiadam: to nie jest choroba, jąkania czy wady wymowy się nie leczy i nie mam pojęcia jakie prawdopodobieństwo zachowania płynności mowy na resztę życia.
I tak sobie ostatnio często myślę, że absolutnie nie na czasie są dwie rzeczy: szczerość (w tym przypadku moja) i pracowitość (klienta). Wydaję mi się, że są w wielu dziedzinach życia cechy te coraz mniej popularne, a szkoda.
ps. wyciągnięta przez dzieciaka na miasto jestem bogatsza o dwie ( w tym tygodniu ;) ) wakacyjne książki kupione za całe 15 zł w "Tak czytam"
I jedno dziwne doświadczenie:
Jemy sobie z młodą obiad, a przy stoliku obok nas siedzą dwaj młodzi przystojni faceci. Cały czas gadają. O czym?A o tym, co ile ma kalorii, co który je w ciągu dnia (z opowieści wynikało, że niewiele) i ile to później trzeba biegać albo ćwiczyć na siłowni, żeby czasem nie przytyć! Z każdym kolejnym zdaniem moje wyrzuty sumienia, że w ogóle jem i nie liczę kalorii rosły i rosły. Na moje szczęście skończyli wcześniej i sobie poszli. Pewnie pobiegać ;)
Nie wiem jak to działa, ale z reguły im większy upał tym bardziej chce mi się szyć. Tak więc dziewczyny, im szybciej się ochłodzi, tym lepiej dla Was - będzie mniej moich "dzieł" na blogu ;) tym bardziej iż wraz z szyciem przybiera na sile chęć prezentowania światu moje szemranej twórczości! W tym miejscu muszę pochwalić moją rodzinę: zachwycania się mają obcykane do perfekcji ;)))
W trakcie pisania odebrałam telefon od mamy nastolatka. Na początku padło pytanie jakich ostatnio słyszę coraz więcej: jaki jest procent pewności, że wyleczy pani z jąkania/ z wady wymowy moje dziecko/mnie. Zdziwienie jest ogromne kiedy zgodnie z prawdę odpowiadam: to nie jest choroba, jąkania czy wady wymowy się nie leczy i nie mam pojęcia jakie prawdopodobieństwo zachowania płynności mowy na resztę życia.
I tak sobie ostatnio często myślę, że absolutnie nie na czasie są dwie rzeczy: szczerość (w tym przypadku moja) i pracowitość (klienta). Wydaję mi się, że są w wielu dziedzinach życia cechy te coraz mniej popularne, a szkoda.
ps. wyciągnięta przez dzieciaka na miasto jestem bogatsza o dwie ( w tym tygodniu ;) ) wakacyjne książki kupione za całe 15 zł w "Tak czytam"
I jedno dziwne doświadczenie:
Jemy sobie z młodą obiad, a przy stoliku obok nas siedzą dwaj młodzi przystojni faceci. Cały czas gadają. O czym?A o tym, co ile ma kalorii, co który je w ciągu dnia (z opowieści wynikało, że niewiele) i ile to później trzeba biegać albo ćwiczyć na siłowni, żeby czasem nie przytyć! Z każdym kolejnym zdaniem moje wyrzuty sumienia, że w ogóle jem i nie liczę kalorii rosły i rosły. Na moje szczęście skończyli wcześniej i sobie poszli. Pewnie pobiegać ;)
Etykiety:
hand made,
handmade,
humor,
jąkanie,
maszyna do szycia,
recykling,
rękodzieło,
uwalnianie tkanin,
wykrój zabawka,
zabawka handmade,
zabawki handmade
sobota, 26 lipca 2014
Myszy na piernatach ;)
Myszom się te piernato-poduszki ;) należą bez wątpienia, ponieważ poniewierały się w szafie chyba od grudnia zeszłego roku. Leżały uszyte, trzeba było im tylko przyszyć kończyny. Całe 15 minut pracy! W końcu się udało i teraz są już w całości. Teraz trzeba będzie wypchać żaby, które też już sporo czekają.
Jak mi wyszedł efekt szarego, a nie zielonego tła, nie mam pojęcia.
Poduszki za to uszyłam kilka dni temu ze starych spodni i kawałka zasłony z SH. Tak mi się jakoś zachciało coś uszyć po długiej przerwie. Zajmowanie jednocześnie głowy i rąk szyciem uspokaja i wycisza, przynajmniej mnie. Znam jednak sporo osób u których działa to zupełnie inaczej ;)
Ps. Jeżeli komuś myszy się spodobały i chciałby je przygarnąć, wystarczy przelać dowolną kwotę na wybraną przez siebie fundację lub stowarzyszenie, z informacją w tytule przelewu "eduszka mysz/y". Do mnie przesłać kopię potwierdzenia przelewu. Ja poproszę tylko o zwrot kosztów przesyłki wg.cennika Poczty Polskiej.
mój email: eduszka2012@gmail.com
Jak mi wyszedł efekt szarego, a nie zielonego tła, nie mam pojęcia.
Poduszki za to uszyłam kilka dni temu ze starych spodni i kawałka zasłony z SH. Tak mi się jakoś zachciało coś uszyć po długiej przerwie. Zajmowanie jednocześnie głowy i rąk szyciem uspokaja i wycisza, przynajmniej mnie. Znam jednak sporo osób u których działa to zupełnie inaczej ;)
Ps. Jeżeli komuś myszy się spodobały i chciałby je przygarnąć, wystarczy przelać dowolną kwotę na wybraną przez siebie fundację lub stowarzyszenie, z informacją w tytule przelewu "eduszka mysz/y". Do mnie przesłać kopię potwierdzenia przelewu. Ja poproszę tylko o zwrot kosztów przesyłki wg.cennika Poczty Polskiej.
mój email: eduszka2012@gmail.com
poniedziałek, 23 czerwca 2014
Takie coś... ;)
Uszyłam takie coś, co miało pierwotnie zastępować koc. I miało być dla mnie. Efekt końcowy jest taki, że spokojne zastąpi kołdrę w chłodne dni i już nie jest moje. Ostatnio szyję bardzo mało, za to zapasów tkanin mam na kilka następnych wcieleń. Muszę zrobić z tkaninami porządek więc wpadłam na genialny pomysły uszycia niby-kocy. Ponieważ mam także spore zapasy ociepliny (kupione w hurtowej ilości ze względu na baaardzo okazyjną cenę) a do szycia patchworkowych kołder się nie nadaję, za bardzo sponiewierany układ nerwowy ;) , uszycie takich-cosi jest rozwiązaniem idealnym. Wystarczy zszyć to co się ma akurat pod ręką, tak żeby powstała poszwa, włożyć to środka ocieplinę, obszyć dokoła i gotowe!
Oczywiście po uszyciu, od razu coś w środku zalęgło burcząc, że to takie fajne, ciepłe i kolorowe, więc już nie nie odda :D
Już jakiś czas temu uszyłam żaby do gabinetu . Żaby mają za zadanie pracować z dziećmi z niepłynnością mowy, ale o tym dokładniej napiszę przy innej okazji. To są w każdym razie żabie prototypy. Dopracowane modele leżą uszyte już ponad dwa miesiące i czekają aż się ktoś zlituje i wypcha.
Z żabiej skórki powstała jeszcze kosmetyczka jako efekt eksperymentów z ozdabianiem tkanin na lidlowej maszynie. O ile do takich delikatnych zabaw to ta maszyna się jeszcze nadaje, to do uszycia już czegoś cięższego, np. kołdry patchworkowej już kompletnie nie.
piątek, 27 grudnia 2013
:)
Zaczęło się od eksperymentów z niepotrzebną włóczką. Tak się złożyło, że przez przypadek czerwoną. Chciałam się nauczyć robić takie fajne kulki - piłki na szydełku. A jak wyszło za pierwszym razem, to potem już się samo dalej szydełkowało. Najpierw miał być zając, ale kto widział czerwonego zająca? Więc z zająca w końcu wyszedł diabełek ;)
A kiedy był już prawie cały zrobiony, to okazało się, że w necie jest darmowy wzór :D
http://www.ravelry.com/patterns/library/red-devil---free-amigurumi-crochet-pattern
Szydełkowanie jest fajne, ale nadal zdarza mi się coś uszyć ;)
Tkaninę - alcantarę, co prawda kupiłam, ale zaraz uwolniłam. Kwiatki oczywiście wykombinowałam na szydełku.
A kiedy był już prawie cały zrobiony, to okazało się, że w necie jest darmowy wzór :D
http://www.ravelry.com/patterns/library/red-devil---free-amigurumi-crochet-pattern
Szydełkowanie jest fajne, ale nadal zdarza mi się coś uszyć ;)
Tkaninę - alcantarę, co prawda kupiłam, ale zaraz uwolniłam. Kwiatki oczywiście wykombinowałam na szydełku.
piątek, 20 grudnia 2013
Nauczyłam się...
Robić myszy na szydełku ;D
I poprawiłam sobie humor przy okazji, ponieważ nauczyłam się czegoś nowego, a stanowiącego dla mnie sporą trudność.
Jeszcze niedawno potrafiłam na szydełku zrobić kawałek prostokąta, tym bardziej jestem z siebie zadowolona. Dodatkową satysfakcję daje to, że dla ślepawego dyslektyka dłubanie w oczkach dzianiny wyglądających tak samo i zlewających się w jedno, wykonanie takiej prostej maskotki stanowiło wyzwanie :)
Mysz znalazłam tutaj: http://www.amigurumitogo.com/2013/11/how-to-crochet-mouse-video.html
Ps. bardzo się cieszę, że mysz się Wam podoba :) zanim powstała od początku do końca, prułam i zaczynałam jeszcze raz i tak w kółko. Najgorsze było i jest dla mnie to liczenie oczek.
A pierwszą rzeczą jaką udało mi zrobić na szydełku miesiąc temu to było cud - etui na telefon ;))
Jeżeli chcę się czegoś nowego nauczyć, to wiem, że będzie to wymagało czasu i cierpliwości żeby powtarzać, powtarzać i jeszcze raz powtarzać, aż się uda. Ot, taki stary, dobry sposób myślenia. Szczególnie dla takich jak ja - średnio zdolnych, ale bardzo upartych :) A ile mam radości, kiedy faktycznie czegoś się nauczę!
czwartek, 14 listopada 2013
aaa! myszy wróciły!
Jak w temacie. Myszy wróciły, ponieważ mam jakiś mysi sentyment ostatnio.
Szyjąc myszy przypomniała mi się baśń Andersena "Zupa z kołka od kiełbasy".
A zaraz potem pomyślałam, że dzieci bardzo często nie znają bajek i baśni, na których jeszcze moje pokolenie się wychowywało. Często zdarza mi się usłyszeć podczas zajęć, kiedy próbuję porozmawiać z dzieckiem na temat najbardziej wydawałoby się popularnych bajek: oj, wie pani, tego on/ona nie zna.
I wtedy robi mi się po prostu smutno. Wiem, że świat się zmienia i z postępem się nie wygra, ale od czasu do czasu można przecież coś dziecku poczytać. Sporo jest akcji społecznych zachęcających do czytania, ale mam wrażenie, że niewiele z tego wynika.
A jakie są Wasze obserwacje? I jakie są Wasze ulubione bajki z dzieciństwa?
I żeby nie było tak bardzo poważnie, na koniec:
Oj nie, przepraszam, na koniec to ja się muszę pochwalić moim dziełem wybitnym w zakresie szydełkomanii ;)
Wiem, że szczyt wzornictwa to nie jest, ale jest pierwsza rzecz, jaką udało mi się zrobić na szydełku.
Przy okazji mąż wykazał refleksem, z prędkością światła informując mnie, że i owszem bardzo to ładne, ale gdyby przyszło mi do głowy próbować mu dziergać podobny, to on to oczywiście docenia, ale etui mu nie jest potrzebne, a i mojego czasu szkoda. Osobiście mu się dziwię, nie chcieć takie go cuda ?! ;D
Szyjąc myszy przypomniała mi się baśń Andersena "Zupa z kołka od kiełbasy".
A zaraz potem pomyślałam, że dzieci bardzo często nie znają bajek i baśni, na których jeszcze moje pokolenie się wychowywało. Często zdarza mi się usłyszeć podczas zajęć, kiedy próbuję porozmawiać z dzieckiem na temat najbardziej wydawałoby się popularnych bajek: oj, wie pani, tego on/ona nie zna.
I wtedy robi mi się po prostu smutno. Wiem, że świat się zmienia i z postępem się nie wygra, ale od czasu do czasu można przecież coś dziecku poczytać. Sporo jest akcji społecznych zachęcających do czytania, ale mam wrażenie, że niewiele z tego wynika.
A jakie są Wasze obserwacje? I jakie są Wasze ulubione bajki z dzieciństwa?
I żeby nie było tak bardzo poważnie, na koniec:
Oj nie, przepraszam, na koniec to ja się muszę pochwalić moim dziełem wybitnym w zakresie szydełkomanii ;)
Wiem, że szczyt wzornictwa to nie jest, ale jest pierwsza rzecz, jaką udało mi się zrobić na szydełku.
Przy okazji mąż wykazał refleksem, z prędkością światła informując mnie, że i owszem bardzo to ładne, ale gdyby przyszło mi do głowy próbować mu dziergać podobny, to on to oczywiście docenia, ale etui mu nie jest potrzebne, a i mojego czasu szkoda. Osobiście mu się dziwię, nie chcieć takie go cuda ?! ;D
Etykiety:
hand made,
handmade,
humor,
ilustracje,
maszyna do szycia,
maszyna do szycia Silvercrest,
mysz,
recykling,
Tilda,
uwalnianie tkanin,
zabawka handmade,
zabawki handmade
niedziela, 3 listopada 2013
Lalka,
co za mąż pójść nie chciała ;)
Jakiś czas temu, jak wiele innych szyjących i prowadzących blogi, dostałam zaproszenie do konkursu. Teoretycznie, celem akcji ma być pomoc pewnej fundacji. Trzeba uszyć maskotkę lub lalkę w sukni ślubnej. Najpierw niesiona chęcią pomocy i ogromnym szacunkiem dla tej konkretnej fundacji, dla której ma być przeznaczona pomoc, zaczęłam coś szyć. Jednak za nic nie chciało mi wyjść cokolwiek w sukni ślubnej. W końcu zrezygnowałam. Bez tego i tak świat będzie się kręcił dalej ;)
Lalka jaka jest, każdy widzi ;) Szału nie ma, ale szkoda mi było tak ją wyrzucić niedokończoną. Po raz kolejny zresztą przekonałam się, że chcieć, nie znaczy móc. Lalki już dawno chciałabym szyć, ale wychodzi mi tak...no tak jak wychodzi ;)))
poniedziałek, 15 kwietnia 2013
Misiaki bliźniaki
Ostatnio kupiłam zasłonę w słodką różową kratkę. Kratka okazała się słodka i różowa dopiero po porządnym praniu. Wcześniej zasłona była szaro-różowa plus miejscami wypłowiała od słońca. Jednak tak mnie jakoś zauroczyła, szczególnie haftowanymi kwiatami, że zaryzykowałam. Okazało się, że do odzyskania jest parę ładnych metrów materiału za... niecałe 12 zł :)
Uszyłam z niej na razie dwa miśki. Jeden był zamówiony jeszcze przez uszyciem. Los drugiego jest na razie nieznany ;) Wykrój nóg i łapek zrobiłam sama.Chociaż, ile można zrobić różnych kształtów kończyn szmacianych ;) Tułów to lekko przerobiony wzór mojego królika z dorysowaną głową miśka Tildy. Taka tildzio-hybrydzia ;)
A tutaj śliczny haftowany kwiat
Wracając ze sklepu znalazłam przy krawężniku, w błocie centa :)
Mój mąż się śmieje, że z tymi uszkodzonymi nerwami wzrokowymi to jakaś podejrzana historia. Podobno zawsze zobaczę to, czego nie potrzeba (czytaj: dowody tego, że coś z młodą narozrabiali ) albo wypatrzę takie maleństwo!
Gdyby ktoś miał ochotę uszyć misiaka, proszę - jest wykrój :)
I jeszcze jedno. Być może, jest to sprawa powszechnie znana, ale ja dobrodziejstwo nici poliamidowych odkryłam dopiero niedawno. Do szycia ręcznego drobnych elementów zabawek są genialne. Świetnie też mocuje się nimi szmaciane kończyny :)
Ps. Oczywiście uwolniłam tkaniny :)
I jeszcze drobna edycja postu, ale nie mogłam się powstrzymać. Jakby ktoś moje dziecko podejrzał ;)))
Rysunek pochodzi z kapitalnego bloga http://zrujnowani.blogspot.com/
I jeszcze drobna edycja postu, ale nie mogłam się powstrzymać. Jakby ktoś moje dziecko podejrzał ;)))
Rysunek pochodzi z kapitalnego bloga http://zrujnowani.blogspot.com/
Subskrybuj:
Posty (Atom)
































