Wczoraj byłam na łódzkim spotkaniu Secret Santa, którego pomysłodawczynią jest Zwierz popkulturalny. W dużym skrócie jest to spotkanie miłośników seriali/filmów/książek, którzy mają chęć na obdarowanie własnoręcznie wykonanymi prezentami innych maniaków popkultury ;). Więcej i jaśniej tutaj: http://zpopk.pl
Ja uszyłam kosmetyczki z Sherlockiem i Thorinem:
Podczas szycia po raz kolejny w życiu przekonałam się, że lepsze jest wrogiem dobrego. Zamiast wykorzystać znany sposób z naklejeniem folii na zdjęcie, zaczęłam kombinować z przenoszeniem obrazu rozpuszczalnikiem, a potem specjalnym medium do transferu"Picture This". Co jeden pomysł, to efekt gorszy :))) Po kilku zmarnowanych wieczorach, w ciągu paru godzin uszyłam kosmetyczki w wypróbowany sposób.
Perspektywa eksperymentów z rozpuszczalnikiem bardzo rozbawiła moją kopniętą rodzinkę, która nie mogła powstrzymać od pomysłowych komentarzy. Np. moje dziecko w czasie podglądania (bo oglądać jej nie pozwoliłam) Constantina, zapytała: mama, widzisz tego kolesia? Widzę, a co? No tak się właśnie kończą zabawy rozpuszczalnikiem ;D :
Koniec końców kosmetyczki powstały, a ja wczoraj na spotkaniu tak się uśmiałam i ubawiłam jak już dawno nie. Nawet paskudne przeziębienie, gorączka i duża różnica wieku ( byłam najstarsza ze wszystkich) nie popsuły mi fantastycznej zabawy :D
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą maszyna do szycia Silvercrest. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą maszyna do szycia Silvercrest. Pokaż wszystkie posty
niedziela, 8 grudnia 2013
niedziela, 24 listopada 2013
Królik wieczorową porą ;)
Wczora z późnego wieczora uszyłam królika. Królik miał być na dzisiaj i był, z tym, że ja ze zmęczenia nie byłam wstanie się dzisiaj wybrać na wręczenie zamówionego zwierza. Za to jutro, dzięki Poczcie Polskiej, królik powinien szybko dotrzeć do właścicielki.
Oprócz tego, że uszyłam królika, miałam w trakcie zajęć spotkanie z ludożercą. Z takim, jak z wiersza T. Różewicza*. Starszy pan miał ogromne pretensje, że przeszkadza mu w pracy hałasujące dziecko. Najpierw zrobił awanturę mamie młodego. Na nic zdało się jej spokojne tłumaczenie, że dziecko jest chore (autyzm). A muszę dodać, że mama ta jest najbardziej pogodną i pokojowo nastawianą osobą, jaką w życiu znałam. Przy czym całego hałasowania nie było nawet 5 minut, po prostu chwilę przed rozpoczęciem zajęć.
Ja już pomijam fakt, że w tym budynku jest mnóstwo różnych firm, kręcą się różni ludzi i nikt nikomu do tej pory nie przeszkadzał. Ludożerca siedział w innym korytarzu i swoją drogą musiał mieć nadwrażliwość słuchową, skoro słyszał hałas dobiegający z dużej odległości. Poszłam więc do tego pana z pytaniem jakim prawem zwraca uwagę moim klientom. Początkowo byłam w miarę spokojna, chciałam porozmawiać i sprawę wyjaśnić. Jednak kiedy usłyszałam całą litanię ludożercy: ja to, ja tamto, mój spokój, mój czas, moja cisza, moja praca, mnie przeszkadza, mnie denerwuje, ja sobie nie życzę, szlag mnie trafił. Kompletnie do niego nie docierały logiczne i smutne argumenty - choroba dziecka. To jak wypowiedział się na temat dziecka pominę milczeniem. Mnie generalnie trudno jest wkurzyć, ale jak już się uda, to serdecznie współczuję. Na końcu to ja się darłam się na niego, nie przebierając w słowach. Długo potem jeszcze byłam zdenerwowana i zła. Zła na tego faceta i na siebie, że mnie poniosło. Ale powoli zaczynam mieć dość tego coraz częściej pojawiającego się ludożerstwa.
A teraz najważniejsza informacja: Hana i Mika mają bloga!!!!
Oprócz tego, że uszyłam królika, miałam w trakcie zajęć spotkanie z ludożercą. Z takim, jak z wiersza T. Różewicza*. Starszy pan miał ogromne pretensje, że przeszkadza mu w pracy hałasujące dziecko. Najpierw zrobił awanturę mamie młodego. Na nic zdało się jej spokojne tłumaczenie, że dziecko jest chore (autyzm). A muszę dodać, że mama ta jest najbardziej pogodną i pokojowo nastawianą osobą, jaką w życiu znałam. Przy czym całego hałasowania nie było nawet 5 minut, po prostu chwilę przed rozpoczęciem zajęć.
Ja już pomijam fakt, że w tym budynku jest mnóstwo różnych firm, kręcą się różni ludzi i nikt nikomu do tej pory nie przeszkadzał. Ludożerca siedział w innym korytarzu i swoją drogą musiał mieć nadwrażliwość słuchową, skoro słyszał hałas dobiegający z dużej odległości. Poszłam więc do tego pana z pytaniem jakim prawem zwraca uwagę moim klientom. Początkowo byłam w miarę spokojna, chciałam porozmawiać i sprawę wyjaśnić. Jednak kiedy usłyszałam całą litanię ludożercy: ja to, ja tamto, mój spokój, mój czas, moja cisza, moja praca, mnie przeszkadza, mnie denerwuje, ja sobie nie życzę, szlag mnie trafił. Kompletnie do niego nie docierały logiczne i smutne argumenty - choroba dziecka. To jak wypowiedział się na temat dziecka pominę milczeniem. Mnie generalnie trudno jest wkurzyć, ale jak już się uda, to serdecznie współczuję. Na końcu to ja się darłam się na niego, nie przebierając w słowach. Długo potem jeszcze byłam zdenerwowana i zła. Zła na tego faceta i na siebie, że mnie poniosło. Ale powoli zaczynam mieć dość tego coraz częściej pojawiającego się ludożerstwa.
*Tadeusz Różewicz - “List do ludożerców”
Kochani ludożercy
nie patrzcie wilkiem
na człowieka
który pyta o wolne miejsce
w przedziale kolejowym
zrozumcie
inni ludzie też mają
dwie nogi i siedzenie
Kochani ludożercy
poczekajcie chwilę
nie depczcie słabszych
nie zgrzytajcie zębami
zrozumcie
ludzi jest dużo będzie jeszcze
więcej wiec posuńcie się trochę
ustąpcie
Kochani ludożercy
nie wykupujcie wszystkich
świec sznurowadeł i makaronu
Nie mówcie odwróceni tyłem:
ja mnie mój moje
mój żołądek mój włos
mój odcisk moje spodnie
moja zona moje dzieci
moje zdanie
Kochani ludożercy
nie zjadajmy się Dobrze
bo nie zmartwychwstaniemy
Naprawdę
nie patrzcie wilkiem
na człowieka
który pyta o wolne miejsce
w przedziale kolejowym
zrozumcie
inni ludzie też mają
dwie nogi i siedzenie
Kochani ludożercy
poczekajcie chwilę
nie depczcie słabszych
nie zgrzytajcie zębami
zrozumcie
ludzi jest dużo będzie jeszcze
więcej wiec posuńcie się trochę
ustąpcie
Kochani ludożercy
nie wykupujcie wszystkich
świec sznurowadeł i makaronu
Nie mówcie odwróceni tyłem:
ja mnie mój moje
mój żołądek mój włos
mój odcisk moje spodnie
moja zona moje dzieci
moje zdanie
Kochani ludożercy
nie zjadajmy się Dobrze
bo nie zmartwychwstaniemy
Naprawdę
A teraz najważniejsza informacja: Hana i Mika mają bloga!!!!
http://dzikakurawpastelowym.blogspot.com/
czwartek, 14 listopada 2013
aaa! myszy wróciły!
Jak w temacie. Myszy wróciły, ponieważ mam jakiś mysi sentyment ostatnio.
Szyjąc myszy przypomniała mi się baśń Andersena "Zupa z kołka od kiełbasy".
A zaraz potem pomyślałam, że dzieci bardzo często nie znają bajek i baśni, na których jeszcze moje pokolenie się wychowywało. Często zdarza mi się usłyszeć podczas zajęć, kiedy próbuję porozmawiać z dzieckiem na temat najbardziej wydawałoby się popularnych bajek: oj, wie pani, tego on/ona nie zna.
I wtedy robi mi się po prostu smutno. Wiem, że świat się zmienia i z postępem się nie wygra, ale od czasu do czasu można przecież coś dziecku poczytać. Sporo jest akcji społecznych zachęcających do czytania, ale mam wrażenie, że niewiele z tego wynika.
A jakie są Wasze obserwacje? I jakie są Wasze ulubione bajki z dzieciństwa?
I żeby nie było tak bardzo poważnie, na koniec:
Oj nie, przepraszam, na koniec to ja się muszę pochwalić moim dziełem wybitnym w zakresie szydełkomanii ;)
Wiem, że szczyt wzornictwa to nie jest, ale jest pierwsza rzecz, jaką udało mi się zrobić na szydełku.
Przy okazji mąż wykazał refleksem, z prędkością światła informując mnie, że i owszem bardzo to ładne, ale gdyby przyszło mi do głowy próbować mu dziergać podobny, to on to oczywiście docenia, ale etui mu nie jest potrzebne, a i mojego czasu szkoda. Osobiście mu się dziwię, nie chcieć takie go cuda ?! ;D
Szyjąc myszy przypomniała mi się baśń Andersena "Zupa z kołka od kiełbasy".
A zaraz potem pomyślałam, że dzieci bardzo często nie znają bajek i baśni, na których jeszcze moje pokolenie się wychowywało. Często zdarza mi się usłyszeć podczas zajęć, kiedy próbuję porozmawiać z dzieckiem na temat najbardziej wydawałoby się popularnych bajek: oj, wie pani, tego on/ona nie zna.
I wtedy robi mi się po prostu smutno. Wiem, że świat się zmienia i z postępem się nie wygra, ale od czasu do czasu można przecież coś dziecku poczytać. Sporo jest akcji społecznych zachęcających do czytania, ale mam wrażenie, że niewiele z tego wynika.
A jakie są Wasze obserwacje? I jakie są Wasze ulubione bajki z dzieciństwa?
I żeby nie było tak bardzo poważnie, na koniec:
Oj nie, przepraszam, na koniec to ja się muszę pochwalić moim dziełem wybitnym w zakresie szydełkomanii ;)
Wiem, że szczyt wzornictwa to nie jest, ale jest pierwsza rzecz, jaką udało mi się zrobić na szydełku.
Przy okazji mąż wykazał refleksem, z prędkością światła informując mnie, że i owszem bardzo to ładne, ale gdyby przyszło mi do głowy próbować mu dziergać podobny, to on to oczywiście docenia, ale etui mu nie jest potrzebne, a i mojego czasu szkoda. Osobiście mu się dziwię, nie chcieć takie go cuda ?! ;D
Etykiety:
hand made,
handmade,
humor,
ilustracje,
maszyna do szycia,
maszyna do szycia Silvercrest,
mysz,
recykling,
Tilda,
uwalnianie tkanin,
zabawka handmade,
zabawki handmade
poniedziałek, 14 października 2013
Misie Zdzisie ;)
Jeden Zdziś ;)
Dwa Zdzisie :)
Zdzisie są wygimnastykowane i utalentowane, w związku z powyższym mają w planach karierę w jakimś durnym programie TV, który przyniesie im i mnie, sławę i pieniądze ;)
Na początek szpagat,
w razie gdyby to nie wystarczyło, może być jeszcze stanie na jednej ręce ;)
Na koniec sweet focia:
piątek, 11 października 2013
ciąg dalszy...
poduszek ;D
Pluszowo - słonikowa uszyta dla dziecięcia mojego nastoletnio -pyskatego ;)
A ta powstała w wyniku skrzyżowania mojego lenistwa z aktualną fascynacją patchworkiem hawajskim.
Zakochałam w tym wzornictwie,jednakże tradycyjne wykonanie (ręczne) spotkało się z żywym sprzeciwem mojego nieróbstwa.
To sobie na maszynie uszyłam. Jak uszyłam, to młoda zaraz przytuliła.
Ps. Ostatnio dostałam od siostry maila z załącznikiem. Wyjaśniło się dlaczego ostatnio taka jestem zmęczona ;))
A to ten załącznik:
Pluszowo - słonikowa uszyta dla dziecięcia mojego nastoletnio -pyskatego ;)
A ta powstała w wyniku skrzyżowania mojego lenistwa z aktualną fascynacją patchworkiem hawajskim.
Zakochałam w tym wzornictwie,jednakże tradycyjne wykonanie (ręczne) spotkało się z żywym sprzeciwem mojego nieróbstwa.
To sobie na maszynie uszyłam. Jak uszyłam, to młoda zaraz przytuliła.
Prawie jak hawaiian quilts ;D
Następnym razem o hawajskim patchworku będzie więcej :)
Poduszki uszyłam z zasłon kupionych jakiś czas temu za grosze na ciuchach .
Jeszcze się pochwalę podkładką pod maszynę.
Ta za to jest ze starego płaszcza (brązowe kawałki) i narzuty za grosze.
A chwalę się dlatego, że pierwszy raz coś obszywałam zgodnie instrukcją Ewuni z Ewkowa.
Oczywiście tutoriale Ewy są o niebo lepsze niż moje wykonanie :))
A to ten załącznik:
Etykiety:
hand made,
handmade,
humor,
maszyna do szycia,
maszyna do szycia Silvercrest,
necchi supernova,
patchwork,
poduszka,
recykling,
słoń,
szycie,
uwalnianie tkanin
poniedziałek, 7 października 2013
Poduchy
Się wzięłam i zawzięłam i uszyłam. Dwie poduszki patchworkowe.
Jedna dla przyjaciółki, druga dla męża mego.
Ta jest dla Eli:
Z tyłu słoń na szczęście i na zdrowie.
Ta jest dla męża:
Po pierwszym teście ułożeniowym stwierdził, że czuje się jak carewicz ;D
Po uszyciu tych dwóch poduszek jeszcze bardziej podziwiam dziewczyny zajmujące się patchworkiem!
To co ja zrobiłam, to najprostsze, co może być. Jakim cudem ludziom starcza cierpliwości do szycia bardziej skomplikowanych wzorów, tego nie wiem :))
Mnie udało się uszyć te dwie dzięki świetnym lekcjom Ewy z Ewkowa - dzięki śliczne!
W temacie poduszek :)
Jedna dla przyjaciółki, druga dla męża mego.
Ta jest dla Eli:
Ta jest dla męża:
Po pierwszym teście ułożeniowym stwierdził, że czuje się jak carewicz ;D
Po uszyciu tych dwóch poduszek jeszcze bardziej podziwiam dziewczyny zajmujące się patchworkiem!
To co ja zrobiłam, to najprostsze, co może być. Jakim cudem ludziom starcza cierpliwości do szycia bardziej skomplikowanych wzorów, tego nie wiem :))
Mnie udało się uszyć te dwie dzięki świetnym lekcjom Ewy z Ewkowa - dzięki śliczne!
W temacie poduszek :)
niedziela, 29 września 2013
Kobieta jaskiniowca ;)
Ponad tydzień temu okazało się, że jestem kobietą jaskiniowca.
W zeszły czwartek mąż mi upolował w Lidlu maszynę do szycia :D
Stawił się dzielnie pod Lidlem przed 8.00 i razem z całą bandą czyhających na dobra przeróżne, wtargnął do sklepu zaraz po uchyleniu drzwi. Wyścig był ostry, ale udało się dorwać maszynę, wtedy jeszcze wymarzoną przeze mnie. Naczytałam się wychwalających pod niebiosa opinii i doszłam do wniosku, że też taką chcę.
1. Jaki geniusz wpadł na pomysł, żeby łączyć regulację długości ściegu z przełącznikiem wyboru grypy ściegów? daje to w efekcie tyle, że regulować według własnego uznania można jedynie ściegi z grupy S1.
2. Rzekoma ilość 33 ściegów mija się lekko z rzeczywistością, ponieważ część ściegów z grup S2 i S3 są praktycznie identyczne.
3.To co mnie maksymalnie wkurza, to brak regulacji długości ściegu elastycznego A i B S1 i A S2. Dla mnie są praktycznie bezużyteczne.
4. Mój egzemplarz ma problemy ze zrywaniem nici przy odrobinę szybszym szyciu ściegami od C do F S1 i S2. Żeby nie zrywało nici muszę szyć bardzo wolno. A takie szycie to ja mam w nosie. Szybciej bym to ręcznie zrobiła.
5. Z kilkoma warstwami materiału radzi sobie średnio, żeby nie powiedzieć słabo. Wszycie paska do spódnicy to już dla niej duży wyczyn.
6. Tylko metalowe podzespoły też są mitem. Zajrzałam do środka i sporo plastiku tam znalazłam :(
7. Jak jeszcze raz wytnie mi taki numer ze zrywaniem i plątaniem nici jak dzisiaj, to ją najzwyczajniej w świecie oddam do reklamacji.
8. Wcale nie jest cicha! Robi więcej rumoru niż moja starutka Necchi. A po stole śmiga jakby miała prawdziwe nóżki.
Za to jako ogromny plus mogę zaliczyć bezpośrednią sms-ową relację mojego męża z pola bitwy. Czytałam ją siedząc w tramwaju i tak się śmiałam, że w pewnym momencie ludzie zaczęli się przezornie odsuwać.
Niestety, ze względu na drastyczne opisy nie mogę jej tutaj zacytować ;)
Za to mogę pokazać takie dwie najzwyklejsze spódnice, które m.in. uszyłam na nowej maszynie:
Materiały dostałam w prezencie z historycznych zapasów mojej sąsiadki.
Ta druga ma naprawdę kolor sepii :)
Poza tym nastąpił cud! Moje własne dziecko poprosiło, żebym jej z tego brązowego materiału uszyła spodenki!
ps. z lidlową maszyną po jakimś czasie rozstałam się bez żalu. Zakup tej maszyny był dowodem na to, że kupować trzeba z głową, ale własną ;) Zakładam, że poprzedni lidlowy model wart jest tylu pochlebnych opinii.
W zeszły czwartek mąż mi upolował w Lidlu maszynę do szycia :D
Stawił się dzielnie pod Lidlem przed 8.00 i razem z całą bandą czyhających na dobra przeróżne, wtargnął do sklepu zaraz po uchyleniu drzwi. Wyścig był ostry, ale udało się dorwać maszynę, wtedy jeszcze wymarzoną przeze mnie. Naczytałam się wychwalających pod niebiosa opinii i doszłam do wniosku, że też taką chcę.
Maszyna do szycia Silvercrest
Może to przez moje zezowate szczęście trafił mi się egzemplarz, który moim zdaniem na wychwalanie raczej nie zasługuje. W skrócie:1. Jaki geniusz wpadł na pomysł, żeby łączyć regulację długości ściegu z przełącznikiem wyboru grypy ściegów? daje to w efekcie tyle, że regulować według własnego uznania można jedynie ściegi z grupy S1.
2. Rzekoma ilość 33 ściegów mija się lekko z rzeczywistością, ponieważ część ściegów z grup S2 i S3 są praktycznie identyczne.
3.To co mnie maksymalnie wkurza, to brak regulacji długości ściegu elastycznego A i B S1 i A S2. Dla mnie są praktycznie bezużyteczne.
4. Mój egzemplarz ma problemy ze zrywaniem nici przy odrobinę szybszym szyciu ściegami od C do F S1 i S2. Żeby nie zrywało nici muszę szyć bardzo wolno. A takie szycie to ja mam w nosie. Szybciej bym to ręcznie zrobiła.
5. Z kilkoma warstwami materiału radzi sobie średnio, żeby nie powiedzieć słabo. Wszycie paska do spódnicy to już dla niej duży wyczyn.
6. Tylko metalowe podzespoły też są mitem. Zajrzałam do środka i sporo plastiku tam znalazłam :(
7. Jak jeszcze raz wytnie mi taki numer ze zrywaniem i plątaniem nici jak dzisiaj, to ją najzwyczajniej w świecie oddam do reklamacji.
8. Wcale nie jest cicha! Robi więcej rumoru niż moja starutka Necchi. A po stole śmiga jakby miała prawdziwe nóżki.
Za to jako ogromny plus mogę zaliczyć bezpośrednią sms-ową relację mojego męża z pola bitwy. Czytałam ją siedząc w tramwaju i tak się śmiałam, że w pewnym momencie ludzie zaczęli się przezornie odsuwać.
Niestety, ze względu na drastyczne opisy nie mogę jej tutaj zacytować ;)
Za to mogę pokazać takie dwie najzwyklejsze spódnice, które m.in. uszyłam na nowej maszynie:
Materiały dostałam w prezencie z historycznych zapasów mojej sąsiadki.
Ta druga ma naprawdę kolor sepii :)
Poza tym nastąpił cud! Moje własne dziecko poprosiło, żebym jej z tego brązowego materiału uszyła spodenki!
ps. z lidlową maszyną po jakimś czasie rozstałam się bez żalu. Zakup tej maszyny był dowodem na to, że kupować trzeba z głową, ale własną ;) Zakładam, że poprzedni lidlowy model wart jest tylu pochlebnych opinii.
Subskrybuj:
Posty (Atom)








