Do tej pory jak się z psem wyszło do parku na spacer to można było spotkać mnóstwo wiewiórek.
A dzisiaj okazało się, że jakiś nowy gatunek się zalęgł ;D
Nawet udało mi się zrobić zdjęcie tego zwierzaka!
O taki miś z jeansów i koszuli :)
To pewnie przez tą chemię w jedzeni takie stwory się lęgną ;)
ps. ale talent do fotografii to ja mam, nie da się ukryć :D
Miś tak naprawdę jest w takim kolorze jak na pierwszym zdjęciu.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą łucznik 466. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą łucznik 466. Pokaż wszystkie posty
wtorek, 31 maja 2016
niedziela, 29 marca 2015
W kolorze bajora ;)
Bluzka jaka jest, każdy widzi ;)
Miała to być radosna, wiosenna zieleń, ale tak wybierałam i oglądałam, że w końcu ...zamówiłam nie to, co chciałam. Jak łatwo się domyślić były to oczywiście zakupy internetowe. I tak ta dzianina koloru wody w bajorze w parku obok mojego bloku leżałaby pewnie ku uciesze moli nie wiadomo jak długo, gdyby nie moja koleżanka. Żeby jej udowodnić, że kolor jest naprawdę nieciekawy w trochę ponad pół godziny uszyłam bluzinę. Dodałam łaty z recyklingowego jeansu (którego mam dzięki mojemu dziecku mam duuużo), żeby trochę ożywić trupi kolorek materiału. Bluzka szyta na na Juki HZL-K85.
Miała to być radosna, wiosenna zieleń, ale tak wybierałam i oglądałam, że w końcu ...zamówiłam nie to, co chciałam. Jak łatwo się domyślić były to oczywiście zakupy internetowe. I tak ta dzianina koloru wody w bajorze w parku obok mojego bloku leżałaby pewnie ku uciesze moli nie wiadomo jak długo, gdyby nie moja koleżanka. Żeby jej udowodnić, że kolor jest naprawdę nieciekawy w trochę ponad pół godziny uszyłam bluzinę. Dodałam łaty z recyklingowego jeansu (którego mam dzięki mojemu dziecku mam duuużo), żeby trochę ożywić trupi kolorek materiału. Bluzka szyta na na Juki HZL-K85.
czwartek, 19 marca 2015
Nie o szyciu, lecz o życiu ;)
W dużym skrócie: kilka miesięcy temu wpadłam na genialny pomysł, aby dokonać rewolucji zawodowej. Wzięłam udział w rekrutacji, która przebiegała tak, jakby biorący w niej udział walczyli o fotel prezesa, a nie o stanowisko na samym dole łańcucha pokarmowego wielkiej korporacji. W każdym razie (oceniam to póki co w kategorii pecha ;) ) udało się i zostałam przyjęta.
Jedynym jak do tej pory niesamowicie pozytywnym aspektem mojego kopniętego pomysłu jest to, że poznałam grupę fantastycznych młodych ludzi. I tak sobie ich obserwuję i poznaję i jest mi wstyd za to jakie warunki pracy, życia i rozwoju nasz kraj stworzył tym młodym ludziom. Ale o tym innym razem.
Zabawek na razie nie szyję, ponieważ...nie chce mi się najzwyczajniej w świecie i nie mam siły, dzięki mojej nowej pracy właśnie. Na szczęście mam zamówienie na kocisko i pewnie tez zwierzak przywróci mi szyciowe siły ;) Poza tym zgłosiłam bloga do konkursu "Szyciowy blog roku", także w ramach lekkiej stymulacji do stworzenia czegoś nowego. Szyję za to sporo ciuchów dla siebie, co pozwala mi nie dostawać stanów przedzawałowych w sklepowych przymierzalniach ;) I co ciekawe, dzianinowe bluzki śmigam na łucznikowej staruszce, ponieważ nowoczesna Juki tego nie ogarnia, jak zresztą wielu innych rzeczy.
A tutaj mój blog w konkursie, gdyby ktoś miał ochotę zapraszam do głosowania :)
Kolejnym powód dla którego tak mi nie po drodze do szycia, to prezent od męża :)
Ja fanatyczna miłośniczka książek papierowych zakochałam się bez pamięci w moim "kundelku"! Czytam dzięki niemu dużo więcej.Funkcja podświetlania tekstu jest po prostu zbawienna dla oczu sponiewieranych jaskrą. Niewielki rozmiar i waga pozwala zabierać go ze sobą wszędzie. Poza tym nie mam przy sobie jednej czy dwóch książek, a całą bibliotekę ;) I jak szyć w takich okolicznościach? ;)
piątek, 28 listopada 2014
To by było na tyle ;)
Po pierwsze w kwestii tego, na co mnie stać jeżeli chodzi o szycie patchworków. Podziwiam i zachwycam się pracami innych, uczę się i próbuję, ale efekty są mizerne. Zszycie dziewięciu kwadratów w miarę równo to już szczyt moich możliwości. Przy większej ilości elementów wszystko mi się kićka i knoci. Do pikowania też nie mam zdolności. Powoli godzę się z faktem, że mogę zostać jedynie "miszczem potforkuf" a nie patchworków.
Poniżej torba z maksimum moich patchworkowych możliwości :D
Po drugie, w kwestii szycia toreb na kiermasz szkolny mojego osobistego dziecięcia. Życie matki nastolatki obfituje w niespodzianki ;) Przez ponad tydzień było: szyj mamo, szyj. A wczoraj: "e... tego... no... już nie szyj, nie potrzeba, plany się zmieniły". I tak zostałam z kilkoma uszytymi torbami i górą wyfiletowanych jeansów. I co ja, naiwna bida, mam teraz zrobić?
To też jedna z uszytych toreb, na szczęście znalazła już właścicielkę.
Torby uszyły: w większości Łusia - Łucznik 466, odrobinę żuk - Juki HZLK 85, ja tylko się obijałam i robiłam dobre wrażenie przy maszynach ;)
Poniżej torba z maksimum moich patchworkowych możliwości :D
Po drugie, w kwestii szycia toreb na kiermasz szkolny mojego osobistego dziecięcia. Życie matki nastolatki obfituje w niespodzianki ;) Przez ponad tydzień było: szyj mamo, szyj. A wczoraj: "e... tego... no... już nie szyj, nie potrzeba, plany się zmieniły". I tak zostałam z kilkoma uszytymi torbami i górą wyfiletowanych jeansów. I co ja, naiwna bida, mam teraz zrobić?
To też jedna z uszytych toreb, na szczęście znalazła już właścicielkę.
Torby uszyły: w większości Łusia - Łucznik 466, odrobinę żuk - Juki HZLK 85, ja tylko się obijałam i robiłam dobre wrażenie przy maszynach ;)
poniedziałek, 24 listopada 2014
Jak się nie śpi, to się ma ;)
Czasami, naprawdę czasami, bezsenność daje wymierne korzyści.
Na przykład w postaci kolejnych toreb:
Te też miały być na kiermasz szkolny Miśki, ale tak się jakoś nie złożyło.
Ta z kwiatkami wzięła udział w wymianie barterowej z przesympatyczną panią ze sklepu z ciuchami, w którym w zeszłym tygodniu kupiłam jeansy po złociszu i z nich te torby poszyłam. Po uszyciu miałam pokazać co z tego wyszło. W związku z tym, że torbiszony bardzo się spodobały, dzisiaj zrobiłyśmy wymianę: torba z kwiatkami za wielką torbę jeansów do przerobienia :)
A ta druga tak mi się dobrze nosiła jak latałam po osiedlowych krzakach, żeby zrobić zdjęcia, że już została ze mną! Zresztą dzisiaj się poddałam. Zamiast się czaić, część zdjęć zrobiłam na żywopłocie pod własną klatką schodową. A że wcześniej zaliczyłam parę biegów po schodach na różne piętra wznosząc starszym sąsiadkom zakupy, dziwne kombinacje z torbą na krzakach i aparatem położono na karb prawdopodobnego szoku po sporym wysiłku fizycznym ;)
No nic, poszyje się następne. Całe noce przede mną.
Torby uszyły: Łusia (Łucznik 466) i żuk (Juki HZL85)- wzorki.
Na przykład w postaci kolejnych toreb:
Te też miały być na kiermasz szkolny Miśki, ale tak się jakoś nie złożyło.
Ta z kwiatkami wzięła udział w wymianie barterowej z przesympatyczną panią ze sklepu z ciuchami, w którym w zeszłym tygodniu kupiłam jeansy po złociszu i z nich te torby poszyłam. Po uszyciu miałam pokazać co z tego wyszło. W związku z tym, że torbiszony bardzo się spodobały, dzisiaj zrobiłyśmy wymianę: torba z kwiatkami za wielką torbę jeansów do przerobienia :)
A ta druga tak mi się dobrze nosiła jak latałam po osiedlowych krzakach, żeby zrobić zdjęcia, że już została ze mną! Zresztą dzisiaj się poddałam. Zamiast się czaić, część zdjęć zrobiłam na żywopłocie pod własną klatką schodową. A że wcześniej zaliczyłam parę biegów po schodach na różne piętra wznosząc starszym sąsiadkom zakupy, dziwne kombinacje z torbą na krzakach i aparatem położono na karb prawdopodobnego szoku po sporym wysiłku fizycznym ;)
No nic, poszyje się następne. Całe noce przede mną.
Torby uszyły: Łusia (Łucznik 466) i żuk (Juki HZL85)- wzorki.
piątek, 21 listopada 2014
W akcie desperacji ;)
Wzięłam dziecko, psa i poszłam niby to na spacer do parku w krzakach robić zdjęcia nowo uszytym torbom. Światła jest tak mało, że o zrobieniu zdjęć w domu nie ma mowy. Na szczęście przy parku jest taki rów w którym kiedyś były tory kolejowe! i można w miarę szybko i bez zbytniego obciachu cyknąć kilka zdjęć :)
Ta uszyta jest ze czegoś, co udaje zamsz i jest bardzo miłe w dotyku. Przepikowana ściegiem prostym nićmi w różnych kolorach.
Ta uszyta ze spodni kupionych w lumpku za złocisza i resztki materiału ze spódnicy. A spódniczek mam coraz więcej, bo znowu zaczęłam szyć sobie ciuchy :)
Torby powstały z myślą o konkursie Eti, ale kiedy kończę jedną, mam już pomysł na kolejną :)
Obie wezmą chyba udział w kiermaszu w szkole mojej Miśki, o ile tej jasnej nie przytuli wcześniej moja siostra ;)
Obie torby uszyła Łusia / Łucznik 466.
Ta uszyta jest ze czegoś, co udaje zamsz i jest bardzo miłe w dotyku. Przepikowana ściegiem prostym nićmi w różnych kolorach.
Ta uszyta ze spodni kupionych w lumpku za złocisza i resztki materiału ze spódnicy. A spódniczek mam coraz więcej, bo znowu zaczęłam szyć sobie ciuchy :)
Torby powstały z myślą o konkursie Eti, ale kiedy kończę jedną, mam już pomysł na kolejną :)
Obie wezmą chyba udział w kiermaszu w szkole mojej Miśki, o ile tej jasnej nie przytuli wcześniej moja siostra ;)
Obie torby uszyła Łusia / Łucznik 466.
poniedziałek, 3 listopada 2014
Stojak na nici i Łucznik 466
Szyję korzystając z dużych przemysłowych szpul nici, które kupuję w hurtowni za ...ok. 3 zł za sztukę.
Jednak szycie z użyciem tych dużych szpul jest często kłopotliwe i wymaga poprowadzenia nici ze szpulki na wysokość uchwytu w maszynie. Chciałam taki stojak najzwyczajniej kupić, ale po pierwsze miałam kłopot ze znalezieniem takiego, a jak już się znalazł to cena mnie nie zachwyciła - ponad 40 zł z kosztem przesyłki. Więc poszłam do Jysku, kupiłam stojak do papierowych ręczników za całe 5 zł :) przypięłam u góry spinacz do papieru i proszę mam super stojak! Mam nadzieję, że mój pomysł przyda jeszcze komuś :)
Teraz druga sprawa.
Zapomnieć, że się ma maszynę to już szczyt burżujstwa, prawda?
Ostatnio czytając posty Aty o reanimacji jej Łucznika 466 zaczęłam się zastanawiać, gdzie jest moja Łusia, którą trzy lata temu dostałam od mamy i dzięki której w ogóle wróciłam do szycia po wieloletniej przerwie.
Okazało się, że stała dokładnie tam gdzie ją dwa lata temu upchnęłam, czyli w najgłębszym zakamarku pralni. W pierwszym odruchu pomyślałam, że po co ma tak bezużytecznie stać, odsprzedam ją komuś. Jednak szkoda mi się jej zrobiło, bo teraz stanowi już pamiątkę po mamie. Tak z sentymentu ją włączyłam i zaczęłam na niej szyć. I wiecie co? Fantastycznie sobie radzi z każdym rodzajem tkaniny :)
Łusia może i ma tylko dwa ściegi ale za to szyje mi wszystkie tkaniny i pięknie pikuje. Łuczniku naszyłam już w ciągu ostatnich dni naprawdę sporo ciuchów i różnych drobiazgów:
I wiecie co? Coraz bardziej jestem przekonana o tym, że jeżeli ktoś zaczyna dopiero przygodę z szyciem to taki stary Łucznik będzie w sam raz. Trzeba tylko takie odszukane w domu (swoim, albo babci albo jakiejś ciotki) cacko oddać na chwilę do mechanika, żeby wyczyścił i wyregulował a potem szyć, szyć, szyć :)
Jednak szycie z użyciem tych dużych szpul jest często kłopotliwe i wymaga poprowadzenia nici ze szpulki na wysokość uchwytu w maszynie. Chciałam taki stojak najzwyczajniej kupić, ale po pierwsze miałam kłopot ze znalezieniem takiego, a jak już się znalazł to cena mnie nie zachwyciła - ponad 40 zł z kosztem przesyłki. Więc poszłam do Jysku, kupiłam stojak do papierowych ręczników za całe 5 zł :) przypięłam u góry spinacz do papieru i proszę mam super stojak! Mam nadzieję, że mój pomysł przyda jeszcze komuś :)
Teraz druga sprawa.
Zapomnieć, że się ma maszynę to już szczyt burżujstwa, prawda?
Ostatnio czytając posty Aty o reanimacji jej Łucznika 466 zaczęłam się zastanawiać, gdzie jest moja Łusia, którą trzy lata temu dostałam od mamy i dzięki której w ogóle wróciłam do szycia po wieloletniej przerwie.
Okazało się, że stała dokładnie tam gdzie ją dwa lata temu upchnęłam, czyli w najgłębszym zakamarku pralni. W pierwszym odruchu pomyślałam, że po co ma tak bezużytecznie stać, odsprzedam ją komuś. Jednak szkoda mi się jej zrobiło, bo teraz stanowi już pamiątkę po mamie. Tak z sentymentu ją włączyłam i zaczęłam na niej szyć. I wiecie co? Fantastycznie sobie radzi z każdym rodzajem tkaniny :)
Łusia może i ma tylko dwa ściegi ale za to szyje mi wszystkie tkaniny i pięknie pikuje. Łuczniku naszyłam już w ciągu ostatnich dni naprawdę sporo ciuchów i różnych drobiazgów:
I wiecie co? Coraz bardziej jestem przekonana o tym, że jeżeli ktoś zaczyna dopiero przygodę z szyciem to taki stary Łucznik będzie w sam raz. Trzeba tylko takie odszukane w domu (swoim, albo babci albo jakiejś ciotki) cacko oddać na chwilę do mechanika, żeby wyczyścił i wyregulował a potem szyć, szyć, szyć :)
środa, 9 stycznia 2013
Kup szmaciaka dla zwierzaka!
Trzeba pomóc zwierzakom. Dlaczego?
Ponieważ większość z nas potrzebuje jedzenia, dachu na głową,
ciepła, spokoju i przy odrobinie szczęścia kogoś, kto nas kocha.
Ludzie w miarę swoich możliwości mogą zadbać o siebie sami.
Zwierzaki już nie. Jak im pomóc?
Można to zrobić tak:
1. wpłacić datek na konto Fundacji "Dom Tymianka"
(wys.21 cm)
Prosiaki z sercem na dłoni ;) po 20 zł za prosiaka (wys. 22 cm)
Tak sobie pomyślałam, że prosiaki mogą być na walentyki świetne.
Jako przekaz niewerbalny ;D
Ponieważ większość z nas potrzebuje jedzenia, dachu na głową,
ciepła, spokoju i przy odrobinie szczęścia kogoś, kto nas kocha.
Ludzie w miarę swoich możliwości mogą zadbać o siebie sami.
Zwierzaki już nie. Jak im pomóc?
Można to zrobić tak:
1. wpłacić datek na konto Fundacji "Dom Tymianka"
Fundacja „Dom Tymianka”
Kołaki - Kwasy 8
06-406 Opinogóra Górna
52 1090 1694 0000 0001 1684 9209
2. Wybrać sobie tutaj szmaciaka.
Wpłacić na konto Fundacji minimalną kwotę podaną za szmaciaka i wysłać do mnie mail z potwierdzeniem przelewu.
Wpłacić na konto Fundacji minimalną kwotę podaną za szmaciaka i wysłać do mnie mail z potwierdzeniem przelewu.
Mile widziane większe przelewy :)
Następnie poczekać kiedy, dzięki łaskawości Poczty Polskiej. szmaciak do Was dotrze.
3. Przyłącz się do pomagania :)
Jeżeli sam/a coś tworzysz, możesz zrobić dokładnie tak jak ja, oferując pomoc na swoim blogu.
Jeżeli sam/a coś tworzysz, możesz zrobić dokładnie tak jak ja, oferując pomoc na swoim blogu.
A oto szmaciaki :)
Słonik 25 zł -
Słonik 25 zł -
już zamówiony :)(wys.17cm)
Owieczka 25 zł (wys.21 cm)
Prosiaki z sercem na dłoni ;) po 20 zł za prosiaka (wys. 22 cm)
Tak sobie pomyślałam, że prosiaki mogą być na walentyki świetne.
Jako przekaz niewerbalny ;D
Krówka 40 zł
(wys. 34 cm)
już zamówiona :)
(wys. 34 cm)
już zamówiona :)
Zając 25 zł
(wys. 25cm)
już zamówiony :)
(wys. 25cm)
już zamówiony :)
Psiak 20 zł
(wys. 23 cm)
już zamówiony :)
(wys. 23 cm)
już zamówiony :)
Zwierzaki wypchane są wkładem z nowych Jyskowych poduszek. Piszą, że z atestem.
Wszystkie elementy malowane są farbami akrylowymi, nietoksycznymi i raczej nie uczulają.
Sprawdziłam na sobie. Kiedyś podczas malowania pędzel z farbą wpadł mi do kubka z kawą.
Pędzel umyłam, kawę wypiłam razem z farbą ( z lenistwa a nie ze skąpstwa ;)) nadal żyję.
Akceptowalnie odmienna (tak mnie określała jedna z mam fantastycznej trójki moich klientów) byłam wcześniej, więc to nie od farby w kawie.
Ps. uwolniłam tkaniny przy okazji.
piątek, 4 stycznia 2013
Ta krowa jest uszyta dla pieniędzy. Psina zresztą też!
Krowisia jest uszyta owszem, dla pieniędzy. Psiak także.
Pieniądze nie będą jednak dla mnie a dla zwierzaków.
Dla zwierzaków objętych opieką Fundacji "Dom Tymianka"
http://pelnialatawdomutymianka.blogspot.com/
Niedawno Kretowa z Wiejskoczarodziejsko napisała w poście "Spójrzcie tu, komu psy miłe"
o zwierzakach, które potrzebują pomocy.
W komentarzach zgadałyśmy się można coś poszyć i zrobić, żeby to później opchnąć za sensowną kasę.
Napisałam że chętnie poszyję zwierzaki-szmaciaki.
Jak napisałam tak zrobiłam.
Teraz tylko trzeba to zorganizować sensownie i może chociaż na paczkę karmy szmaciaki zarobią.
Jak ktoś wpadnie na pomysł jak to zrobić, piszcie!
Jakby dało się to fajnie zorganizować to mam już pomysł na torby.
I na koniec akcent optymistyczny.
Niektóre bidy ze schroniska kończą tak:
Krówkę znalazłam tutaj.
Rosjanki tworzą przepiękne zabawki. Tylko ten alfabet jest do bani.
Nabyłam nawet książkę z gramatyką rosyjską, żeby sobie coś przypomnieć, ale obeszło się bez większych sukcesów edukacyjnych. Dobrze na blogach królują zdjęcia.
Psina jest tildowa oczywiście.
Oczywiście uwolniłam przy okazji tkaniny :)
Pieniądze nie będą jednak dla mnie a dla zwierzaków.
Dla zwierzaków objętych opieką Fundacji "Dom Tymianka"
http://pelnialatawdomutymianka.blogspot.com/
Niedawno Kretowa z Wiejskoczarodziejsko napisała w poście "Spójrzcie tu, komu psy miłe"
o zwierzakach, które potrzebują pomocy.
W komentarzach zgadałyśmy się można coś poszyć i zrobić, żeby to później opchnąć za sensowną kasę.
Napisałam że chętnie poszyję zwierzaki-szmaciaki.
Jak napisałam tak zrobiłam.
Teraz tylko trzeba to zorganizować sensownie i może chociaż na paczkę karmy szmaciaki zarobią.
Jak ktoś wpadnie na pomysł jak to zrobić, piszcie!
Jakby dało się to fajnie zorganizować to mam już pomysł na torby.
I na koniec akcent optymistyczny.
Niektóre bidy ze schroniska kończą tak:
Krówkę znalazłam tutaj.
Rosjanki tworzą przepiękne zabawki. Tylko ten alfabet jest do bani.
Nabyłam nawet książkę z gramatyką rosyjską, żeby sobie coś przypomnieć, ale obeszło się bez większych sukcesów edukacyjnych. Dobrze na blogach królują zdjęcia.
Psina jest tildowa oczywiście.
Oczywiście uwolniłam przy okazji tkaniny :)
Etykiety:
akcje charytatywne,
logopeda,
logopedia,
Łódź,
łucznik 466,
maszyna do szycia,
recykling,
rękodzieło,
szycie,
zabawka handmade,
zabawki handmade
wtorek, 18 grudnia 2012
"Z" jak zając lub zad ;)
Zając powstał jakiś czas temu.
Dzisiaj tylko domalowałam resztę oczu, bo na tylko tyle miałam siły.
Czwarty tydzień jestem chora - zapalanie oskrzeli.
Fakt, pierwsze dwa i pół tygodnia próbowałam udawać babkę zielarkę i leczyć się sama.
Bez skutku, więc się poddałam i poszłam do mojej Bardzo Fajnej Pani Doktor i na to chorą kasę!.
Pani Doktor mnie zbadała, następnie wyraziła głośno (świetna emisja głosu) i bardzo wyraźnie (doskonała artykulacja) niezbyt pochlebną opinię na temat mojego intelektu / czytaj samoleczenia ;)/
W nagrodę za durnotę dostałam antybiotyk wielkości buły. I co? Guzik.
No nic, w czwartek się zobaczy, co się bardziej opłaca. Leczyć dalej czy odstrzelić za flaszkę.
Ja się tylko cieszę, że mnie już kręgosłup nie boli i mogę się ruszać - praktykowało się uważność to się człowiek potrafi cieszyć z drobiazgów ;)
Zając wygląda tak:
A tu sobie zając uszy zawiązał dla pamięci.
Wracając od lekarza nabyłam w moim ulubionym antykwariacie Słownik Języka Polskiego.
Trzy tomy za ...trzy dyszki.
Fakt, że słownik ma też trzy dyszki na grzbietach ale teraz dzieciak mój własny zamiast szukać w necie i w Wikipedii, będzie szukać w Słowniku. Taka ze mnie podła matka!
Poza tym Słownik można wykorzystać do różnych innych rzeczy - np. ćwiczeń kreatywności :)
Można robić domek dla zająca:
Tylko że bez daszku, bo tomy tylko trzy. W sumie mogłam nabyć Encyklopedię, więcej tomów, więcej możliwości konstrukcyjnych.
Albo łóżeczko dla zająca. Tomów jest w sam raz.
Gdyby ktoś miał ochotę porozwijać kreatywność serdecznie polecam książkę profesora Krzysztofa J. Szmidta "ABC Kreatywności":
Teraz wszystko jest kreatywne / twórcze, a mało kiedy poparte konkretną wiedzą na ten temat.
Wracając do zająca. Wykrój/ konstrukcja jest mój.
Mąż, także mój, osobisty ;) oglądając zwierzę stwierdził, że sympatyczny. Zapytał tylko dlaczego zad ma taki duży. Ano dlatego, że jestem jego stwórcą i stworzyłam go na swój obraz i podobieństwo :))
Szczególnie dolnych partiach ;)
Dzisiaj tylko domalowałam resztę oczu, bo na tylko tyle miałam siły.
Czwarty tydzień jestem chora - zapalanie oskrzeli.
Fakt, pierwsze dwa i pół tygodnia próbowałam udawać babkę zielarkę i leczyć się sama.
Bez skutku, więc się poddałam i poszłam do mojej Bardzo Fajnej Pani Doktor i na to chorą kasę!.
Pani Doktor mnie zbadała, następnie wyraziła głośno (świetna emisja głosu) i bardzo wyraźnie (doskonała artykulacja) niezbyt pochlebną opinię na temat mojego intelektu / czytaj samoleczenia ;)/
W nagrodę za durnotę dostałam antybiotyk wielkości buły. I co? Guzik.
No nic, w czwartek się zobaczy, co się bardziej opłaca. Leczyć dalej czy odstrzelić za flaszkę.
Ja się tylko cieszę, że mnie już kręgosłup nie boli i mogę się ruszać - praktykowało się uważność to się człowiek potrafi cieszyć z drobiazgów ;)
Zając wygląda tak:
Oczywiście, na pierwszy rzut oka widać, że nóżki mi się pop..pomyliły i jedną skroiłam wzdłuż, drugą w poprzek ;))
Serce ma na tasiemce dla wygody, bo kochliwy jest chłopak.
Uszyty z zasłonki kupionej na ciuchach za przysłowiowe grosze. Dwie zasłonki za 4 złocisze!
Wracając od lekarza nabyłam w moim ulubionym antykwariacie Słownik Języka Polskiego.
Trzy tomy za ...trzy dyszki.
Fakt, że słownik ma też trzy dyszki na grzbietach ale teraz dzieciak mój własny zamiast szukać w necie i w Wikipedii, będzie szukać w Słowniku. Taka ze mnie podła matka!
Poza tym Słownik można wykorzystać do różnych innych rzeczy - np. ćwiczeń kreatywności :)
Można robić domek dla zająca:
Tylko że bez daszku, bo tomy tylko trzy. W sumie mogłam nabyć Encyklopedię, więcej tomów, więcej możliwości konstrukcyjnych.
Albo łóżeczko dla zająca. Tomów jest w sam raz.
Gdyby ktoś miał ochotę porozwijać kreatywność serdecznie polecam książkę profesora Krzysztofa J. Szmidta "ABC Kreatywności":
Teraz wszystko jest kreatywne / twórcze, a mało kiedy poparte konkretną wiedzą na ten temat.
Wracając do zająca. Wykrój/ konstrukcja jest mój.
Mąż, także mój, osobisty ;) oglądając zwierzę stwierdził, że sympatyczny. Zapytał tylko dlaczego zad ma taki duży. Ano dlatego, że jestem jego stwórcą i stworzyłam go na swój obraz i podobieństwo :))
Szczególnie dolnych partiach ;)
Etykiety:
humor,
Łódź,
łucznik 466,
maszyna do szycia,
recykling,
rękodzieło,
szycie,
tutorial,
wykrój zabawka,
wykrój zając,
zabawka handmade,
zabawki handmade
niedziela, 9 grudnia 2012
Słoń
Dzisiaj uszyłam sobie słonika :)
Słonik powstał ze starych spodni mojego męża.
Leżały sobie te portki na górze materiałów i czekały na pocięcie. I dzisiaj się doczekały.
Złapałam, szczególnie się im nie przyglądąc, pociachałam i zadowolona zaczęłam szyć.
W pewnym momencie spojrzałam na kanapę z materiałami i dopiero wtedy zorientowałam się, że tam były dwie pary spodni, ale tylko jedna do pociachania, druga jak najbardziej dobra i w użyciu .
Cóż trzeba było zebrać się w sobie i sprawdzić co pocięłam w euforii twórczej :)))
Na szczęście oberwało się starym portkom.
Oczywiście nie będę wspominała o bezsensowności próśb kierowanych do rodzinki: tutaj proszę nic mi nie kłaść ;) Może jak faktycznie kiedyś komuś coś przytnę lub wytnę przez przypadek, to zaczną słuchać starej matki i żony!
A tutaj słonik pozuje z przepięknym kotem stworzonym przez Goyę Rose której prace uwielbiam, wszystkie, bez wyjątku :)
A tutaj o słoniu z Bajek Babci Pimpusiowej Andrzeja Waligórskiego :)
"Prosiła glizda słonia raz w nietrzeźwym stanie:
- Strasznie mnie plecy swędzą, podrap mnie kochanie.
Słoń podrapał i ryknął śmiechem jak armała:
- Stara, co się wygłupiasz, coś taka plaskata?"
Słonik powstał ze starych spodni mojego męża.
Leżały sobie te portki na górze materiałów i czekały na pocięcie. I dzisiaj się doczekały.
Złapałam, szczególnie się im nie przyglądąc, pociachałam i zadowolona zaczęłam szyć.
W pewnym momencie spojrzałam na kanapę z materiałami i dopiero wtedy zorientowałam się, że tam były dwie pary spodni, ale tylko jedna do pociachania, druga jak najbardziej dobra i w użyciu .
Cóż trzeba było zebrać się w sobie i sprawdzić co pocięłam w euforii twórczej :)))
Na szczęście oberwało się starym portkom.
Oczywiście nie będę wspominała o bezsensowności próśb kierowanych do rodzinki: tutaj proszę nic mi nie kłaść ;) Może jak faktycznie kiedyś komuś coś przytnę lub wytnę przez przypadek, to zaczną słuchać starej matki i żony!
A tutaj słonik pozuje z przepięknym kotem stworzonym przez Goyę Rose której prace uwielbiam, wszystkie, bez wyjątku :)
A tutaj o słoniu z Bajek Babci Pimpusiowej Andrzeja Waligórskiego :)
"Prosiła glizda słonia raz w nietrzeźwym stanie:
- Strasznie mnie plecy swędzą, podrap mnie kochanie.
Słoń podrapał i ryknął śmiechem jak armała:
- Stara, co się wygłupiasz, coś taka plaskata?"
Etykiety:
andrzej waligórski,
bajeczki babci pimpusiowej,
humor,
logopeda,
logopedia,
Łódź,
łucznik 466,
maszyna do szycia,
szycie,
wykrój zabawka,
zabawka handmade
środa, 5 grudnia 2012
Tilda Mikołaj ( w krawacie i bez)
Tildo - fascynacji ciąg dalszy.
Jak powszechnie wiadomo, Mikołaj w krawacie jest mniej awanturujący się.
I dopytujący się: a byłaś/eś grzeczny? a pracowity? itd.
Mikołaj w krawacie uprzejmie rozdaje upragnione prezenty, nie zadając zbędnych pytań.
Temu krawat się nie dostał, ponieważ zachciało mi się zrobić wzorek na koszulinie.
Ponieważ Łusia posiada aż dwa ściegi, więc zaszalałam z zygzakiem.
Brak krawata został zrekompensowany zarządzaniem kasą na prezenty.
Tak w ogóle, to chłopaki nie tylko śpią ale też siedzą na niezłej kasie, wszyscy trzej:
W sumie jakby im się dobrze przyjrzeć to bardziej są podobni do hrabiego Monte Christo zaraz po ucieczce z więzienia albo do Toma Hanksa w filmie Cast Away, niż do Mikołaja ale teraz to już trudno.
A na tych krasnalkach ćwiczyłam sobie szycie tildzianych wzorów.
Gdyby ktoś miał ochotę któregoś przygarnąć, to zapraszam, za 25 zeta + 9,50 złocisza dla Poczty Polskie.
Powody podane w poprzednim poście.
Życzę wszystkim wspaniałych Mikołajkowych prezentów, ale dla Was a nie od Was ;)
Sobie życzę żeby mi wreszcie ból kręgosłupa przeszedł, bo póki co wyglądam jak Quasimodo.
Podobno trudne sytuacje w życiu są po to, żeby docenić te dobre.
To ja teraz ogromnie cenię:
- możliwość kręcenie głową w dowolnym kierunku,
- robienie prawą ręką tego co się chce, właściewie czegokolwiek po prostu,
- spanie w dowolnie wybranej pozycji (normalny sen cenię od wielu lat - kto miał do czynienia z bezsennością, wie o czym mówię)
- jazdę tramwajem ( prawa jazdy nie mam, bo lekko ślepa jestem ;)) ) bez syku bólu przy każdym mocniejszym bujnięciu.
Ale ja mam wymagania :)))
Jak powszechnie wiadomo, Mikołaj w krawacie jest mniej awanturujący się.
I dopytujący się: a byłaś/eś grzeczny? a pracowity? itd.
Mikołaj w krawacie uprzejmie rozdaje upragnione prezenty, nie zadając zbędnych pytań.
Temu krawat się nie dostał, ponieważ zachciało mi się zrobić wzorek na koszulinie.
Ponieważ Łusia posiada aż dwa ściegi, więc zaszalałam z zygzakiem.
Brak krawata został zrekompensowany zarządzaniem kasą na prezenty.
Tak w ogóle, to chłopaki nie tylko śpią ale też siedzą na niezłej kasie, wszyscy trzej:
W sumie jakby im się dobrze przyjrzeć to bardziej są podobni do hrabiego Monte Christo zaraz po ucieczce z więzienia albo do Toma Hanksa w filmie Cast Away, niż do Mikołaja ale teraz to już trudno.
A na tych krasnalkach ćwiczyłam sobie szycie tildzianych wzorów.
Gdyby ktoś miał ochotę któregoś przygarnąć, to zapraszam, za 25 zeta + 9,50 złocisza dla Poczty Polskie.
Powody podane w poprzednim poście.
Życzę wszystkim wspaniałych Mikołajkowych prezentów, ale dla Was a nie od Was ;)
Sobie życzę żeby mi wreszcie ból kręgosłupa przeszedł, bo póki co wyglądam jak Quasimodo.
Podobno trudne sytuacje w życiu są po to, żeby docenić te dobre.
To ja teraz ogromnie cenię:
- możliwość kręcenie głową w dowolnym kierunku,
- robienie prawą ręką tego co się chce, właściewie czegokolwiek po prostu,
- spanie w dowolnie wybranej pozycji (normalny sen cenię od wielu lat - kto miał do czynienia z bezsennością, wie o czym mówię)
- jazdę tramwajem ( prawa jazdy nie mam, bo lekko ślepa jestem ;)) ) bez syku bólu przy każdym mocniejszym bujnięciu.
Ale ja mam wymagania :)))
Etykiety:
handmade,
humor,
Łódź,
łucznik 466,
maszyna do szycia,
Mikołaj,
recykling,
rękodzieło,
szablony,
szycie,
Tilda,
wykrój zabawka,
zabawka handmade,
zabawki handmade
poniedziałek, 3 grudnia 2012
Tilda króliki
Obiecywałam sobie, że nie będę szyła nic tildzianego, ale nie wytrzymałam.
Mój powrót do szycia zaczął się właśnie od książki "Dekoracje na Boże Narodzenie".
Kupiłam ją na przełomie maja i czerwca, więc rodzina miała niezły ubaw ze mnie.
W mojej ulubionej księgarni DeFacto, dwie panie które ją prowadzą, także zajmują się szyciem, haftowaniem i papierową wikliną. I właśnie anioł uszyty przez jedną z nich, pilnujący książek, tak mnie zachwycił, że znów nabrałam chęci do szycia.
Tutaj można zobaczyć prace 'sprawczyni' całego zamieszania. Na złożenie bloga na razie nie daje się namówić.
http://www.facebook.com/MojeSzycieSprawdzaj
Poza tym podstępny plan był taki, że szyć miałyśmy razem z moim osobistym dziecięciem.
Póki co ja szyję, młoda ocenia i doradza lub odradza.
Jednak pierwsze efekty szycia były, jakby to określić, estetyczne inaczej :)) więc obraziłam się na zabawki i zaczęłam szyć torby. Szyłam te torby i szyłam i się w końcu znudziłam. Zaczęłam sama kombinować z wykrojami na szmaciaki, aż w końcu cichcem wróciłam do Tildy. Na jak długo nie wiem, pewnie dopóki mi się nie znudzi. Na szczęście ostatnio wychodzą mi te szmaciaki już ciut lepiej :)
Te już były w poprzednim poście, ale mam taką zabawę z oswajaniem fotoszopa, że wkleję je jeszcze raz :)
Zabawek chyba jeszcze trochę poszyję, m.in. za sprawą Pani Małgosi, mamy pewnego przystojnego Adrianka, która obdarowała mnie dwoma workami resztek materiałów - ogromne podziękowania :)
Przy okazji worków dowiedziałam się jak dobrze wychowana jest moja przyjaciółka.
Worki trzeba było zanieść do samochodu, więc MJ próbowała zabrać je osobiście argumentując:
"daj, daj, ja je wezmę, rodzice mnie uczyli, że starszym trzeba pomagać!" :)))
Mojej odpowiedzi cytować nie będę, nie wypada ;)
I takie to są skutki przyjaźnienia się z obywatelką kilkanaście lat młodszą!
Jednak dzięki MJ m.in. trochę mi łatwiej zrozumieć moje dziecko, bo dzięki Ani do wielu rzeczy ja nabieram dystansu, a dzieciak unika moich pretensji - dzięki MJ :)
ps. uwolniłam tkaniny w ramach świetnego pomysłu właścicielki Zapomnianej Pracowni , ale przy takich
zapasach to się szybciej emerytury od ZUS-su doczekam niż deficytu w materiałach :)))
ps2. Królika oddam w dobre ręce za 25 zeta + koszt myta dla Poczty Polskiej.
Dlaczego? ano dlatego, że prowadzenie jednoosobowej działalności w tym dziwnym kraju jest raczej
sposobem dorobienia niż zarobienia. A jak jeszcze trzeba płacić pełny ZUS to już jest formą
wyrafinowanego samobójstwa finansowego.
Poza tym szukam pracy na etat.
Subskrybuj:
Posty (Atom)










