Szyję korzystając z dużych przemysłowych szpul nici, które kupuję w hurtowni za ...ok. 3 zł za sztukę.
Jednak szycie z użyciem tych dużych szpul jest często kłopotliwe i wymaga poprowadzenia nici ze szpulki na wysokość uchwytu w maszynie. Chciałam taki stojak najzwyczajniej kupić, ale po pierwsze miałam kłopot ze znalezieniem takiego, a jak już się znalazł to cena mnie nie zachwyciła - ponad 40 zł z kosztem przesyłki. Więc poszłam do Jysku, kupiłam stojak do papierowych ręczników za całe 5 zł :) przypięłam u góry spinacz do papieru i proszę mam super stojak! Mam nadzieję, że mój pomysł przyda jeszcze komuś :)
Teraz druga sprawa.
Zapomnieć, że się ma maszynę to już szczyt burżujstwa, prawda?
Ostatnio czytając posty
Aty o reanimacji jej Łucznika 466 zaczęłam się zastanawiać, gdzie jest moja Łusia, którą trzy lata temu dostałam od mamy i dzięki której w ogóle wróciłam do szycia po wieloletniej przerwie.
Okazało się, że stała dokładnie tam gdzie ją dwa lata temu upchnęłam, czyli w najgłębszym zakamarku pralni. W pierwszym odruchu pomyślałam, że po co ma tak bezużytecznie stać, odsprzedam ją komuś. Jednak szkoda mi się jej zrobiło, bo teraz stanowi już pamiątkę po mamie. Tak z sentymentu ją włączyłam i zaczęłam na niej szyć. I wiecie co? Fantastycznie sobie radzi z każdym rodzajem tkaniny :)
Łusia może i ma tylko dwa ściegi ale za to szyje mi wszystkie tkaniny i pięknie pikuje. Łuczniku naszyłam już w ciągu ostatnich dni naprawdę sporo ciuchów i różnych drobiazgów:
I wiecie co? Coraz bardziej jestem przekonana o tym, że jeżeli ktoś zaczyna dopiero przygodę z szyciem to taki stary Łucznik będzie w sam raz. Trzeba tylko takie odszukane w domu (swoim, albo babci albo jakiejś ciotki) cacko oddać na chwilę do mechanika, żeby wyczyścił i wyregulował a potem szyć, szyć, szyć :)