Mam urlop, mam maszynę ( i to niejedną ;D ) więc powyciągałam poupychane tkaniny i postanowiłam wyszyć co się da. I tak powstała autorska kolekcja toreb szmacianych, w sam raz na lato i do lasu ;) oraz niewielka ilość kosmetyczek oraz zwierząt. Uszyłam też różne fajne poduszki i takie słodkie pojemniczki na kosmetyki mojej Misi. W każdym razie zaczynam się zastanawiać czy to już szycie kompulsywne czy mam jeszcze szanse na załapanie się na granice normy ;D
Co do toreb, to zagadką jest dla mnie skład i pochodzenie tej jasnej tkaniny. Wyglądem przypomina surówkę bawełnianą, ale jest od niej dużo sztywniejsza. A co ciekawe za nic nie mogę sobie przypomnieć skąd ją mam. W związku z tym, że moje szmaciane zapasy przechowuję we wspólnej pralni, to zaczęłam nawet podejrzewać sąsiadkę czy aby mi nie podrzuciła niepotrzebnego balastu szmacianego ;)
Przy okazji szycia całkiem przypadkiem zahaczyłam o Castoramę i nabyłam szablony, produkt pierwszej urlopowej potrzeby :D
I tutaj szablony się kończą, a zaczynają wzorki, wzoreczki maszynowe:
A to to już była dawno temu uszyta, tylko się w gałganach zaplątała.
A teraz będą kosmetyczki:
I na koniec zajączka w bardzo eleganckich gaciach :D
I to póki co było na tyle, ale mam jeszcze parę dni urlopu ;)
Jest gorąco, a mnie oczywiście wtedy zbiera się na szycie!
No i szyję :) oczywiście zwierzaki, które później wciskam tym, których lubię. Na pocieszenie dodam, że lepsze to, niż gdybym z sympatii obdarowywała ciastami własnej produkcji :D
Zaczęłam nawet kombinować z szyciem lalek, ale to są na razie efekty prób i błędów:
Przy okazji napadu kompulsywnego szycia przekonałam się do mojej Juki, ale o tym następnym razem :)
Ostatnio bardzo mnie rozbawiła moja koleżanka. Nie mogła uwierzyć, że to ja uszyłam myszy. A nie mogła, bo jak stwierdziła " jakim cudem to zrobiłaś, przecież ty nie masz kompletnie cierpliwości!" :D
Dodam tylko, że znamy się z pracy, a tam faktycznie cierpliwość u mnie nie występuje ;)
Do tej pory jak się z psem wyszło do parku na spacer to można było spotkać mnóstwo wiewiórek.
A dzisiaj okazało się, że jakiś nowy gatunek się zalęgł ;D
Nawet udało mi się zrobić zdjęcie tego zwierzaka!
O taki miś z jeansów i koszuli :)
To pewnie przez tą chemię w jedzeni takie stwory się lęgną ;)
ps. ale talent do fotografii to ja mam, nie da się ukryć :D
Miś tak naprawdę jest w takim kolorze jak na pierwszym zdjęciu.
Ponieważ miałam mało maszyn do szycia, prawie rok zachciało mi się jeszcze jednej.
Konkretnej - Necchi 559. Mój zachwyt Necchi Supernową z lat 50-tych wielokrotnie już dokumentowałam. Jednak byłam bardzo ciekawa jak sprawowałby się model produkowany już prawie współcześnie (moja Necchi 559 jest 2001 roku) z tym tylko, że w Niemczech. Maszynę kupiłam u bardzo sympatycznej pani na Allegro za niecałe dwie stówki. I jak kupiłam, tak polubiłam. Maszyna ma takie ściegi:
Ilość ściegów ozdobnych oczywiście jest nieporównywalnie mniejsza niż u
jej babci Supernovej, a ale za to ma kilka ściegów użytkowych.
I takie akcesoria:
Do tej maszyny pasuje uchwyt mocujący stopki niski, więc mogę do niej wykorzystywać wszystkie wcześnie posiadane stopki. ( Poza tymi oczywiście, które dostałam razem z nią w komplecie.
Jest lekka, pomimo że środek jest metalowy.
Tutaj widać ( prawie widać ;) ) dynks do regulowania docisku stopki.
Maszyna którą kupiłam, była praktycznie nieużywana. Szyje właściwie wszystkie materiały, niezależnie od jakości i grubości. Szyłam na niej i po kilka warstw jeansu i cienkie tkaniny dzianinowe. Jest bardzo prosta i intuicyjna w obsłudze, pracuje cichutko. Właściwie jedyne czego mi brakuje to brak regulacji szerokości ściegu, ale mam kilka szerokości zyg-zaka więc można się spokojnie bez tej obejść. Necchi 559 bardzo ładnie pikuje, więc jeżeli tylko ktoś potrafi to robić, to maszyną będzie zachwycony. I jeszcze coś, co jest dla mnie bardzo ważne w maszynach - duża przestrzeń po ramieniem maszyny, z prawej strony igły. Necchi ma jej dużo i to pozwala na swobodne szycie dużych powierzchni tkanin. Moim zdaniem za nieduże pieniądze bardzo fajna maszyna :)
Poniżej uszyty na szybko pokrowiec na czytnik :)
Ni to piórnik, ni kosmetyczka. Ot takie coś na wszystko, co się poniewiera w torbie. A że ja torbę mam dużą i to poniewierającego się dobra też jest sporo. A jak jest takie coś, to część maneli myk do środka i jest spokój.
Szyje się prosto,szybko i bardzo łatwo. Wystarczy do kawałka tkaniny wszyć ekspres, zszyć po bokach i po sprawie. Jakby ściąć i zszyć boki wyszedłby klasyczny piórnik.
Całość szyłam na Juki HZL K-85, bo tylko tą maszynę mam w tej chwili w domu. Zbierałam się i zbierałam, żeby napisać jej recenzję. W końcu się zbiorę i napiszę bo bardzo mało o tym modelu można znaleźć informacji w internecie.
Kiedyś kupiłam przemysłowe szpulki nici w kolorach neonowych. Bez powodu i przyczyny. Ot tak, bo mi potrzeba było koloru. Leżały i leżały, w końcu się doczekały. Najpierw wyszyłam nimi kamyki na kosmetyczkach z poprzedniego postu. Użyłam ich także do przeszycia torby. Na zdjęciach nie widać, ale dało to taki fajny, wiosenny efekt.
Ps.
Z dzisiejszych zajęć:
rozmowa nr 1
Mati:a ja też mam w przedszkolu huśtawki! (w odniesieniu do historyjki obrazkowej)
Ja: o to Ci zazdroszczę, też bym się chętnie pohuśtała
Mati: Ty??? Taka duża!!! przecież by się połamały!
rozmowa nr 2
Klient, młody chłopak opowiada mi ramach ćwiczeń mowy czynnej: w przyszłą środę idę na nowych Avengersów...
ja: jako to nowych?! to są nowi Avengersi i ja to przegapiłam!?
Mina klienta - bezcenna :D
A pomysł na nią powstał na nią w trakcie czytania wiersza Pani Małgorzaty Strzałkowskie "Kropa" i ćwiczeń "erki" przez pewną młodą damę :)
Torba uszyta z tkaniny drelichowej kupionej w sklepie jakby żywcem przeniesionym z czasów PRL-u. Wszystko się idealnie zgadza i wystrój i obsługa. Mniej więcej jak u Barei:
Tylko tam zamiast jedzenia są rodzinne awantury, a i klientowi może się oberwać, jeżeli przyjdzie w złym momencie ;)
Torba jest naprawdę wytrzymała, o oczywistej wyjątkowej estetyce nie wspominając ;)
to takie coś jak na zdjęciu poniżej na zdjęciu. Wzór na kosmetyczce wyszyty tymże ustrojstwem.
Szału nie ma i jak zwykle reklamy pokazują tę lepszą wersję rzeczywistości ;)
Dla tych, co przypadkiem chcieliby się skusić na nią, kilka uwag praktycznych: haftować można tylko na porządnie usztywnionej tkaninie, więc do ozdabiania np. ubrań już się nie nadaje. Na moim żuku muszę używać porządnych nici do haftu, bo inaczej przepuszcza ścieg. Nie wiem, czy jest to wina samej stopki czy raczej maszyny. Stawiam na żuka (Juki HZL K85), który jest niezwykle kapryśny i humorzasty. I to tempo...trzeba wyszywać woooolno. Szyjąc, sama siebie miałam ochotę pytać jak ten osioł ze Shreka "daleko jeszcze?". Jeżeli mamy zwykłą maszynę bez przedłużonego ramienia, to można ozdabiać tylko nieduże kawałki tkaniny. Materiał kręci się tyłu i przy większej jego płaszczyźnie guzik z tego wychodzi a nie kwiatki ozdobne. Materiał trzeba wyjmować spod tej stopki bardzo ostrożnie, co już samo w sobie nie jest proste, ponieważ przestrzeni między nią a maszyną jest niewiele. Dodatkowo jeżeli ciut za mocno się pociągnie nitkę to marszczy się od razu materiał. Według mnie jest to gadżet dla bardzo, bardzo cierpliwych.
Za to na mojej coraz bardziej ukochanej Necchi wyszyłam i uszyłam sobie kosmetyczkę dla siebie:
Za każdym razem jak coś na niej szyję to sobie myślę: jaka ja byłam durna, że ją chciałam sprzedać!
Co do wzoru haftu mogłabym powiedzieć, że jest mój autorski ;) ale prawda jest taka, że mi się popierdzieliły krzywiki przy składaniu i wyszedł taki przypadkiem.
A dla mojej Miśki machnęłam piórniczek z tym, że na żuku.
Na żywo wygląda dużo ładniej, uwierzcie mi na słowo :)
Mnogość i dzikość podejmowanych przeze mnie prób transferu już opisywałam, np. tutaj . Wszystkie bez wyjątku kończyły się zawsze spektakularną klapą, a właściwie spektakularnym smrodem i bajzlem w chałupie.
Przez przypadek znalazłam informację o transferze olejkiem eterycznym. Początkowo byłam sceptycznie nastawiona i pewna tłustych plam pozostawionych po takich eksperymentach, ale w końcu doszłam do wniosku, że co mi tam, olejki uwielbiam to mogę spróbować wykorzystać je w ten sposób.
I tutaj powinna się pojawić jakaś podniosła muzyczka, bo nastąpił cud i transfer udał się za pierwszym razem! Efekt wszyty na kosmetyczkę powyżej.
Od siebie dodam tylko, że kompletnie nie ma znaczenia czy jest olejek lawendowy (tylko z takim przepisem się spotkałam) czy jakikolwiek inny. Ważne by był to olejek eteryczny, a nie zapachowy!
Jak zrobić transfer na tkaninie za pomocą olejku, pokazuje świetny filmik, który znalazłam :)
Zmiana tematu: SPOTKANIE SZYCIOWE
odbędzie się 13 września od godz. 15-tej przy ul. Narutowicza 7/9 w moim własnym gabinecie logopedycznym :) ale proszę się nie przyjmować, to może tylko dodać humoru całej sytuacji. Dlaczego tam?
Niestety, Strima się przeorganizowała i nie ma już możliwości techniczno-organizacyjnych, chociaż przemiła obsługa klienta detalicznego nadal występuje u nich w ilościach hurtowych :) Za to firma reprezentująca i serwisująca Juki na Polskę (z premedytacją nie podam nazwy) zainteresowana jest jedynie promowanie marki na mega dużych imprezach. Ich prawo. W każdym razie po ostatniej rozmowie dzisiaj z osobą zajmującą się promocją maszyn domowych tej marki, mam ochotę pierwszy raz wysmarować osobny złośliwy post o tym, jak nie warto budować marki.
Tak więc wszystkich chętnych zapraszamy w sobotę na godz. 15-tą na Narutowicz 7/9 p.415.
Trzeba będzie zabrać ze sobą swoją maszynę i tkaniny. Założeniem spotkania jest jego towarzyski, a nie warsztatowy charakter. Bardzo proszę o potwierdzenie decyzji o uczestnictwie do czwartku, ponieważ zdecydowałyśmy z Anetką z Tfurczego bloga, że spotkanie takie będzie miało sens przy minimum pięciu chętnych uczestnikach :)
Hiszpańskiej Inkwizycji" oraz fali kosmetyczek :D
Póki co, koniec tortur miękkich poduszeczek. Teraz będę się znęcać nad Wami mięciutkimi kosmetyczkami!
Wraz z końcem wakacji nastąpił ostry zwrot w moich fiksacjach. Teraz dla odmiany szyję kosmetyczki. A nikt się tego nie spodziewał! A skoro już ich dużo mam, to część chętnie rozdam! (ależ subtelny rym mi wyszedł ;) ) Jest ich pięć, więc szanse wygrania są spore.
I tak do rozdania będą następujące kosmetyczki:
Zainteresowane proszone są o:
- zgłoszenie chęci udziału w komentarzach, (napiszcie, którą kosmetyczkę chciałybyście dostać),
- dołączenie do obserwatorów
- polubienie Eduszki na FB (jak się funkcjonuje na FB),
- umieszczenie podlinkowanego zdjęcie w miarę widocznym miejscu u siebie na blogu,
- jak ktoś nie ma bloga, to tylko się zgłasza w komentarzach.
Losowanie odbędzie się 1 października.
Mój ukochany Monty Python i Hiszpańska Inkwizycja :D