Pokazywanie postów oznaczonych etykietą szycie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą szycie. Pokaż wszystkie posty
sobota, 28 maja 2016
Necchi 559
Ponieważ miałam mało maszyn do szycia, prawie rok zachciało mi się jeszcze jednej.
Konkretnej - Necchi 559. Mój zachwyt Necchi Supernową z lat 50-tych wielokrotnie już dokumentowałam. Jednak byłam bardzo ciekawa jak sprawowałby się model produkowany już prawie współcześnie (moja Necchi 559 jest 2001 roku) z tym tylko, że w Niemczech. Maszynę kupiłam u bardzo sympatycznej pani na Allegro za niecałe dwie stówki. I jak kupiłam, tak polubiłam. Maszyna ma takie ściegi:
Ilość ściegów ozdobnych oczywiście jest nieporównywalnie mniejsza niż u jej babci Supernovej, a ale za to ma kilka ściegów użytkowych.
I takie akcesoria:
Do tej maszyny pasuje uchwyt mocujący stopki niski, więc mogę do niej wykorzystywać wszystkie wcześnie posiadane stopki. ( Poza tymi oczywiście, które dostałam razem z nią w komplecie.
Jest lekka, pomimo że środek jest metalowy.
Tutaj widać ( prawie widać ;) ) dynks do regulowania docisku stopki.
Maszyna którą kupiłam, była praktycznie nieużywana. Szyje właściwie wszystkie materiały, niezależnie od jakości i grubości. Szyłam na niej i po kilka warstw jeansu i cienkie tkaniny dzianinowe. Jest bardzo prosta i intuicyjna w obsłudze, pracuje cichutko. Właściwie jedyne czego mi brakuje to brak regulacji szerokości ściegu, ale mam kilka szerokości zyg-zaka więc można się spokojnie bez tej obejść. Necchi 559 bardzo ładnie pikuje, więc jeżeli tylko ktoś potrafi to robić, to maszyną będzie zachwycony. I jeszcze coś, co jest dla mnie bardzo ważne w maszynach - duża przestrzeń po ramieniem maszyny, z prawej strony igły. Necchi ma jej dużo i to pozwala na swobodne szycie dużych powierzchni tkanin. Moim zdaniem za nieduże pieniądze bardzo fajna maszyna :)
Poniżej uszyty na szybko pokrowiec na czytnik :)
czwartek, 19 marca 2015
Nie o szyciu, lecz o życiu ;)
W dużym skrócie: kilka miesięcy temu wpadłam na genialny pomysł, aby dokonać rewolucji zawodowej. Wzięłam udział w rekrutacji, która przebiegała tak, jakby biorący w niej udział walczyli o fotel prezesa, a nie o stanowisko na samym dole łańcucha pokarmowego wielkiej korporacji. W każdym razie (oceniam to póki co w kategorii pecha ;) ) udało się i zostałam przyjęta.
Jedynym jak do tej pory niesamowicie pozytywnym aspektem mojego kopniętego pomysłu jest to, że poznałam grupę fantastycznych młodych ludzi. I tak sobie ich obserwuję i poznaję i jest mi wstyd za to jakie warunki pracy, życia i rozwoju nasz kraj stworzył tym młodym ludziom. Ale o tym innym razem.
Zabawek na razie nie szyję, ponieważ...nie chce mi się najzwyczajniej w świecie i nie mam siły, dzięki mojej nowej pracy właśnie. Na szczęście mam zamówienie na kocisko i pewnie tez zwierzak przywróci mi szyciowe siły ;) Poza tym zgłosiłam bloga do konkursu "Szyciowy blog roku", także w ramach lekkiej stymulacji do stworzenia czegoś nowego. Szyję za to sporo ciuchów dla siebie, co pozwala mi nie dostawać stanów przedzawałowych w sklepowych przymierzalniach ;) I co ciekawe, dzianinowe bluzki śmigam na łucznikowej staruszce, ponieważ nowoczesna Juki tego nie ogarnia, jak zresztą wielu innych rzeczy.
A tutaj mój blog w konkursie, gdyby ktoś miał ochotę zapraszam do głosowania :)
Kolejnym powód dla którego tak mi nie po drodze do szycia, to prezent od męża :)
Ja fanatyczna miłośniczka książek papierowych zakochałam się bez pamięci w moim "kundelku"! Czytam dzięki niemu dużo więcej.Funkcja podświetlania tekstu jest po prostu zbawienna dla oczu sponiewieranych jaskrą. Niewielki rozmiar i waga pozwala zabierać go ze sobą wszędzie. Poza tym nie mam przy sobie jednej czy dwóch książek, a całą bibliotekę ;) I jak szyć w takich okolicznościach? ;)
piątek, 28 listopada 2014
To by było na tyle ;)
Po pierwsze w kwestii tego, na co mnie stać jeżeli chodzi o szycie patchworków. Podziwiam i zachwycam się pracami innych, uczę się i próbuję, ale efekty są mizerne. Zszycie dziewięciu kwadratów w miarę równo to już szczyt moich możliwości. Przy większej ilości elementów wszystko mi się kićka i knoci. Do pikowania też nie mam zdolności. Powoli godzę się z faktem, że mogę zostać jedynie "miszczem potforkuf" a nie patchworków.
Poniżej torba z maksimum moich patchworkowych możliwości :D
Po drugie, w kwestii szycia toreb na kiermasz szkolny mojego osobistego dziecięcia. Życie matki nastolatki obfituje w niespodzianki ;) Przez ponad tydzień było: szyj mamo, szyj. A wczoraj: "e... tego... no... już nie szyj, nie potrzeba, plany się zmieniły". I tak zostałam z kilkoma uszytymi torbami i górą wyfiletowanych jeansów. I co ja, naiwna bida, mam teraz zrobić?
To też jedna z uszytych toreb, na szczęście znalazła już właścicielkę.
Torby uszyły: w większości Łusia - Łucznik 466, odrobinę żuk - Juki HZLK 85, ja tylko się obijałam i robiłam dobre wrażenie przy maszynach ;)
Poniżej torba z maksimum moich patchworkowych możliwości :D
Po drugie, w kwestii szycia toreb na kiermasz szkolny mojego osobistego dziecięcia. Życie matki nastolatki obfituje w niespodzianki ;) Przez ponad tydzień było: szyj mamo, szyj. A wczoraj: "e... tego... no... już nie szyj, nie potrzeba, plany się zmieniły". I tak zostałam z kilkoma uszytymi torbami i górą wyfiletowanych jeansów. I co ja, naiwna bida, mam teraz zrobić?
To też jedna z uszytych toreb, na szczęście znalazła już właścicielkę.
Torby uszyły: w większości Łusia - Łucznik 466, odrobinę żuk - Juki HZLK 85, ja tylko się obijałam i robiłam dobre wrażenie przy maszynach ;)
piątek, 21 listopada 2014
W akcie desperacji ;)
Wzięłam dziecko, psa i poszłam niby to na spacer do parku w krzakach robić zdjęcia nowo uszytym torbom. Światła jest tak mało, że o zrobieniu zdjęć w domu nie ma mowy. Na szczęście przy parku jest taki rów w którym kiedyś były tory kolejowe! i można w miarę szybko i bez zbytniego obciachu cyknąć kilka zdjęć :)
Ta uszyta jest ze czegoś, co udaje zamsz i jest bardzo miłe w dotyku. Przepikowana ściegiem prostym nićmi w różnych kolorach.
Ta uszyta ze spodni kupionych w lumpku za złocisza i resztki materiału ze spódnicy. A spódniczek mam coraz więcej, bo znowu zaczęłam szyć sobie ciuchy :)
Torby powstały z myślą o konkursie Eti, ale kiedy kończę jedną, mam już pomysł na kolejną :)
Obie wezmą chyba udział w kiermaszu w szkole mojej Miśki, o ile tej jasnej nie przytuli wcześniej moja siostra ;)
Obie torby uszyła Łusia / Łucznik 466.
Ta uszyta jest ze czegoś, co udaje zamsz i jest bardzo miłe w dotyku. Przepikowana ściegiem prostym nićmi w różnych kolorach.
Ta uszyta ze spodni kupionych w lumpku za złocisza i resztki materiału ze spódnicy. A spódniczek mam coraz więcej, bo znowu zaczęłam szyć sobie ciuchy :)
Torby powstały z myślą o konkursie Eti, ale kiedy kończę jedną, mam już pomysł na kolejną :)
Obie wezmą chyba udział w kiermaszu w szkole mojej Miśki, o ile tej jasnej nie przytuli wcześniej moja siostra ;)
Obie torby uszyła Łusia / Łucznik 466.
wtorek, 18 listopada 2014
Czasopochłaniacze ;)
Trochę tkaniny z odzysku, nici w różnych kolorach i powód do zajęcia sobie czymś czasu gotowy!
A co tam, że mnóstwo innych, ważniejszych rzeczy do zrobienia czeka w kolejce ;)
A co tam, że mnóstwo innych, ważniejszych rzeczy do zrobienia czeka w kolejce ;)
poniedziałek, 3 listopada 2014
Stojak na nici i Łucznik 466
Szyję korzystając z dużych przemysłowych szpul nici, które kupuję w hurtowni za ...ok. 3 zł za sztukę.
Jednak szycie z użyciem tych dużych szpul jest często kłopotliwe i wymaga poprowadzenia nici ze szpulki na wysokość uchwytu w maszynie. Chciałam taki stojak najzwyczajniej kupić, ale po pierwsze miałam kłopot ze znalezieniem takiego, a jak już się znalazł to cena mnie nie zachwyciła - ponad 40 zł z kosztem przesyłki. Więc poszłam do Jysku, kupiłam stojak do papierowych ręczników za całe 5 zł :) przypięłam u góry spinacz do papieru i proszę mam super stojak! Mam nadzieję, że mój pomysł przyda jeszcze komuś :)
Teraz druga sprawa.
Zapomnieć, że się ma maszynę to już szczyt burżujstwa, prawda?
Ostatnio czytając posty Aty o reanimacji jej Łucznika 466 zaczęłam się zastanawiać, gdzie jest moja Łusia, którą trzy lata temu dostałam od mamy i dzięki której w ogóle wróciłam do szycia po wieloletniej przerwie.
Okazało się, że stała dokładnie tam gdzie ją dwa lata temu upchnęłam, czyli w najgłębszym zakamarku pralni. W pierwszym odruchu pomyślałam, że po co ma tak bezużytecznie stać, odsprzedam ją komuś. Jednak szkoda mi się jej zrobiło, bo teraz stanowi już pamiątkę po mamie. Tak z sentymentu ją włączyłam i zaczęłam na niej szyć. I wiecie co? Fantastycznie sobie radzi z każdym rodzajem tkaniny :)
Łusia może i ma tylko dwa ściegi ale za to szyje mi wszystkie tkaniny i pięknie pikuje. Łuczniku naszyłam już w ciągu ostatnich dni naprawdę sporo ciuchów i różnych drobiazgów:
I wiecie co? Coraz bardziej jestem przekonana o tym, że jeżeli ktoś zaczyna dopiero przygodę z szyciem to taki stary Łucznik będzie w sam raz. Trzeba tylko takie odszukane w domu (swoim, albo babci albo jakiejś ciotki) cacko oddać na chwilę do mechanika, żeby wyczyścił i wyregulował a potem szyć, szyć, szyć :)
Jednak szycie z użyciem tych dużych szpul jest często kłopotliwe i wymaga poprowadzenia nici ze szpulki na wysokość uchwytu w maszynie. Chciałam taki stojak najzwyczajniej kupić, ale po pierwsze miałam kłopot ze znalezieniem takiego, a jak już się znalazł to cena mnie nie zachwyciła - ponad 40 zł z kosztem przesyłki. Więc poszłam do Jysku, kupiłam stojak do papierowych ręczników za całe 5 zł :) przypięłam u góry spinacz do papieru i proszę mam super stojak! Mam nadzieję, że mój pomysł przyda jeszcze komuś :)
Teraz druga sprawa.
Zapomnieć, że się ma maszynę to już szczyt burżujstwa, prawda?
Ostatnio czytając posty Aty o reanimacji jej Łucznika 466 zaczęłam się zastanawiać, gdzie jest moja Łusia, którą trzy lata temu dostałam od mamy i dzięki której w ogóle wróciłam do szycia po wieloletniej przerwie.
Okazało się, że stała dokładnie tam gdzie ją dwa lata temu upchnęłam, czyli w najgłębszym zakamarku pralni. W pierwszym odruchu pomyślałam, że po co ma tak bezużytecznie stać, odsprzedam ją komuś. Jednak szkoda mi się jej zrobiło, bo teraz stanowi już pamiątkę po mamie. Tak z sentymentu ją włączyłam i zaczęłam na niej szyć. I wiecie co? Fantastycznie sobie radzi z każdym rodzajem tkaniny :)
Łusia może i ma tylko dwa ściegi ale za to szyje mi wszystkie tkaniny i pięknie pikuje. Łuczniku naszyłam już w ciągu ostatnich dni naprawdę sporo ciuchów i różnych drobiazgów:
I wiecie co? Coraz bardziej jestem przekonana o tym, że jeżeli ktoś zaczyna dopiero przygodę z szyciem to taki stary Łucznik będzie w sam raz. Trzeba tylko takie odszukane w domu (swoim, albo babci albo jakiejś ciotki) cacko oddać na chwilę do mechanika, żeby wyczyścił i wyregulował a potem szyć, szyć, szyć :)
środa, 27 sierpnia 2014
Zestaw do wyszywania okręgów...
czyli polska myśl techniczna w natarciu ;D
Do Heweliusza jeszcze mi w moich pomysłach ciut brakuje, ale wierzę, że mogę więcej!
Do tego, że kółka mnie kręcą już się kiedyś przyznałam. Kręgi w zbożu i takie klimaty w stylu Ericha Dänikena ;) Ponieważ nie mam zboża, ale dwie maszyny tak, to sobie wyszywam, a nie wydeptuję.
Fajnie byłoby mieć taki zestaw profesjonalny, ale ceny ceny są chyba dla kosmitów właśnie: Janome prawie stówka, Brother ponad 350 zł. Tyle nie zapłacę za kawałek blachy i już. Jednak kwestia kręgów mnie męczyła. Więc postanowiłam sama coś skonstruować. Doskonale sprawdziło się stare dobre koło, a dokładniej cyrkiel i grubszy brystol.
Rysujemy dużo kółek o różnej średnicy, wycinamy i już :)
A później odrysowujemy jak nam w głowie i w duszy zagra.
Ja rysuję sobie swoje kółka zwykłymi drewnianymi kredkami bambino. Bez problemu się spierają. Do ściegów ozdobnych, albo zwykłych przerobionych na ozdobne, używałam do tej pory najtańszych nici. Ostatnio zaszalałam i nakupowałam nici do haftu Medeira. Jednak, gdyby tych nici nie pokazał mi Pan Wójcik to sama dalej bym szyła takimi najzwyklejszymi. (Sklep Wójcik i Spółka naprzeciwko mojego gabinetu. Od dwóch lat, kiedy wróciłam do szycia, chodziłam tam kupować igły i oglądać maszyny. Dwa tygodnie temu poszłam kupić igły i maszynę :D A 20 lat!!! temu kupiłam u Wójcików moją pierwszą maszynę do szycia. Cóż, jako poważny klient nie rokuję dobrze. Chociaż mam nadzieję załapać się u nich na jeszcze jedną maszynę, a daj Boże dwie ;))) ).
Wracając do tematu, do ozdabiania tkanin ściegami ozdobnymi można użyć owaty, mamy wtedy taki efekt niby pikowania, albo podkleić tkaninę flizeliną. Sam materiał nie wyszywa się najlepiej. Moje wyszyte późną nocą kółka oczywiście będę ozdabiać "podusecki". Co się dziwić skoro wyszywane po pierwszej w nocy ;) Według mojego męża bezprawnie, bo obsługa ciężkiego sprzętu w blokach możliwa jest tylko do godziny 23-ej.
Mogłyby jednak ozdabiać serwetki, albo bieżniki, albo torby, albo kosmetyczki albo... co tam komu potrzeba do szczęścia.
Kółka były wyszywane symultanicznie, różowe na Necchi, fioletowe na Żuczku. Swoją drogą to dzięki odwiedzinom Anetki (fantastyczna kobieta z ogromem wiedzy o szyciu i maszynach do szycia i nie tylko ) mogłam zrealizować moje marzenie:
Do Heweliusza jeszcze mi w moich pomysłach ciut brakuje, ale wierzę, że mogę więcej!
Fajnie byłoby mieć taki zestaw profesjonalny, ale ceny ceny są chyba dla kosmitów właśnie: Janome prawie stówka, Brother ponad 350 zł. Tyle nie zapłacę za kawałek blachy i już. Jednak kwestia kręgów mnie męczyła. Więc postanowiłam sama coś skonstruować. Doskonale sprawdziło się stare dobre koło, a dokładniej cyrkiel i grubszy brystol.
Rysujemy dużo kółek o różnej średnicy, wycinamy i już :)
A później odrysowujemy jak nam w głowie i w duszy zagra.
Ja rysuję sobie swoje kółka zwykłymi drewnianymi kredkami bambino. Bez problemu się spierają. Do ściegów ozdobnych, albo zwykłych przerobionych na ozdobne, używałam do tej pory najtańszych nici. Ostatnio zaszalałam i nakupowałam nici do haftu Medeira. Jednak, gdyby tych nici nie pokazał mi Pan Wójcik to sama dalej bym szyła takimi najzwyklejszymi. (Sklep Wójcik i Spółka naprzeciwko mojego gabinetu. Od dwóch lat, kiedy wróciłam do szycia, chodziłam tam kupować igły i oglądać maszyny. Dwa tygodnie temu poszłam kupić igły i maszynę :D A 20 lat!!! temu kupiłam u Wójcików moją pierwszą maszynę do szycia. Cóż, jako poważny klient nie rokuję dobrze. Chociaż mam nadzieję załapać się u nich na jeszcze jedną maszynę, a daj Boże dwie ;))) ).
Wracając do tematu, do ozdabiania tkanin ściegami ozdobnymi można użyć owaty, mamy wtedy taki efekt niby pikowania, albo podkleić tkaninę flizeliną. Sam materiał nie wyszywa się najlepiej. Moje wyszyte późną nocą kółka oczywiście będę ozdabiać "podusecki". Co się dziwić skoro wyszywane po pierwszej w nocy ;) Według mojego męża bezprawnie, bo obsługa ciężkiego sprzętu w blokach możliwa jest tylko do godziny 23-ej.
Mogłyby jednak ozdabiać serwetki, albo bieżniki, albo torby, albo kosmetyczki albo... co tam komu potrzeba do szczęścia.
Kółka były wyszywane symultanicznie, różowe na Necchi, fioletowe na Żuczku. Swoją drogą to dzięki odwiedzinom Anetki (fantastyczna kobieta z ogromem wiedzy o szyciu i maszynach do szycia i nie tylko ) mogłam zrealizować moje marzenie:
I tak to można szyć!
Niestety, kiedyś trzeba będzie wystawkę sprzątnąć. A szkoda. Żal będzie też tej wystawki mojej sąsiadce (niesamowicie spokojny i dobry człowiek) która wierzy, że pozbyła się zbytecznego stolika pod komputer i że na pewno go nie oddam :)))
Etykiety:
hand made,
handmade,
humor,
juki HZL K85,
maszyna do szycia,
necchi supernova,
poduszka,
recykling,
rękodzieło,
szablony,
sztuka użytkowa,
szycie
niedziela, 17 sierpnia 2014
Necchi Supernova - opis i recenzja
Necchi jednak zostanie ze mną. Kiedy chciałam ją sprzedać było kilka zainteresowanych osób, ale ja nie chciałam jej wysyłać pocztą, w obawie, że może się uszkodzić. Jak już się zdecydowałam ewentualnie wysłać
Pocztexem, to chętni się rozmyślili, a Liliana z Zapomnianej Pracowni kupiła inną Necchi :) W Łodzi miała ją odkupić moja koleżanka, jednak jej mąż zasugerował, że lepiej będzie dla ich warunków mieszkaniowych, jeżeli zacznie kolekcjonować naparstki, a nie maszyny ( Necchi byłaby czwarta ;) ).
Pocztexem, to chętni się rozmyślili, a Liliana z Zapomnianej Pracowni kupiła inną Necchi :) W Łodzi miała ją odkupić moja koleżanka, jednak jej mąż zasugerował, że lepiej będzie dla ich warunków mieszkaniowych, jeżeli zacznie kolekcjonować naparstki, a nie maszyny ( Necchi byłaby czwarta ;) ).
I tak dzień po zakupie żuczka, dowiedziałam się, że Necchi jednak u mnie zostanie. A skoro zostanie, to może warto ją opisać i zaprezentować dokładniej.
Jak wygląda sama Necchi każdy widzi, na zdjęciu powyżej. W komplecie z maszyną były wszystkie elementy zaprezentowane na ilustracji:
W tej kupionej przeze mnie były nawet oryginalne igły Necchi! Po zakupie okazało się, że maszyna wymagała naprawy ze względu na uszkodzone przewody. Prawdopodobnie stała nie używana przez kilkadziesiąt lat i obudowa części przewodów praktycznie się rozpadła. Po wymianie elektryki nic się z nią nie działo, poza jednym incydentem, który przemilczę. W każdym razie, po tamtym epizodzie mój mechanik ma prawdopodobnie bardzo marne zdanie o poziomie mojej inteligencji ;)
Pomimo tego, że mam wszystkie oryginalne stopki, używam uchwytu Matic wysokiego i stopek szybko wymiennych. Jest to jednak dużo wygodniejsze niż odkręcanie i przykręcanie całej stopki. Pomimo 60 lat różnicy wszystko do siebie idealnie pasuje :)
Necchi doskonale współpracuje z nowoczesnymi stopkami. Jedyne na co w ogóle się krzywi, to przemysłowe szpule nici, które chciałam używać do wyszywania haftów. Toleruje przy haftowaniu tylko małe szpulki. Przy szyciu ściegiem prostym i zyg-zakiem wszystko jej jedno i szyje bez protestów, tym co założę.
Necchi posiada regulację docisku stopki, bardzo płynną i dokładną, dwustopniową regulację prędkości szycia (maszyna z 1954 roku!), możliwość chowania ząbków transportu, regulację szerokości i długości ściegu, i to co ostatnio reklamowane jest jako nowinka techniczna we współczesnych maszynach, możliwość osobnego nawijania szpulki!
Necchi Supernowa ma chwytacz wahadłowy. Uniemożliwia to szycie zwykłymi igłami podwójnymi. Piszę zwykłymi, ponieważ do tej maszyny dołączona jest specjalna igła podwójna z igłami różnej długości. Nigdy nie odważyłam się jej użyć. Byłoby mi szkoda, gdyby coś się uszkodziło. Drugiej takiej igły już prawdopodobnie nie kupi.
Nie wiem, czy zwróciłyście uwagę, ale można obecnie dodatkowo do maszyn niektórych firm dokupić specjalne przystawki do wyszywania kółek. Ich ceny są lekko kosmiczne. Janome kosztuje tylko ;) 98 zł, ale już zestaw Brothera można nabyć za jedyne 380 zł! A co ma Necchi? A taki właśnie bajer do kółek ma :)
W komplecie jest także taki fajny pomocnik do nawlekania igły:
Wisienką na maszynowym torcie Necchi są oczywiście ściegi ozdobne :)
Wzór ściegu uzyskuje się przez odpowiednie połączenie krzywików. Ściąga do wzorów jest na fantastycznie wymyślonej obudowie pudełka na dodatkowe elementy maszyny takie jak stopki, krzywiki i szpulki.
Samych ściegów ozdobnych jest 90, a większość z nich można zmieniać poprzez eksperymentowania z ustawieniami maszyny. Można z krzywików układać także własne wzory, co prawda nie zawsze udane i estetyczne ;) Maszyna szyje baaardzo szybko, w tym także ściegi ozdobne.
Dzisiaj uszyta dla przykładu... oczywiście poduszka!
Sorry, taką mam fazę ;D
Wyszywanie i szycie zajęło ok. 1,5 godziny.
Wczoraj mnie olśniło, że ja te poduszki to chyba tak szyję dla obłaskawienia mojej bezsenności.
Może jak będę już miała pierdylion tych "podusecek" to się małpa podda i zniknie?
Póki co, mam tak jak ten kot z Chaty Wuja Freda ;)
A wracając do tematu Necchi. Maszyna szyje praktycznie wszystko, od toreb z grubych tkanin po firanki. Zwężałam na niej t-shirty (niestety nie moje, tylko męża) i z dzianiną także poradziła sobie bardzo dobrze.Necchi Supernowa w ofercie ma także:
Haftowanie, pikowanie i cerowanie. Próbowałam wielokrotnie, wszytko działa. Tylko takich kwiatków za cholerę nie mogę się nauczyć wyszywać ;)
Przyszywanie guzików
Nie wiem, czy działa ale to dlatego, że w życiu nie przyszyłam guzika maszyną. Tak prawdę powiedziawszy, to w ogóle mało guzików przyszyłam. Wolę agrafki ;)
Robi dziurki na guziki. Też nie sprawdzałam. Do agrafek dziurki nie są potrzebne.
Pięknie obszywa cienki materiały. To sprawdzałam wielokrotnie.
Były same plusy, a teraz ciut minusów.
Pierwszy i największy to waga! Maszyna jest cholernie ciężka i tak naprawdę wymaga jednego miejsca, w którym mogłaby stać cały czas. Podnoszenie, a później chowanie tego prawie 26 kilogramowego grzmota może wykończyć i fizycznie i nerwowo. Drugi minusem jest jej głośność. Hałasuje niesamowicie, a nocnym czy nawet wieczornym szyciu nie ma mowy. I nie pomogą tutaj oliwienia. Trzeci minus to to, że niesamowicie szybko zbiera się w jej środku pył z tkanin i zwykły kurz. Czasami w trakcie jednego szycia trzeba ją czyścić.
Tak wyglądała po dwukrotnym szyciu.
Właśnie z tych powodów chciałam ją odsprzedać. Z tym, że ona chyba nie chce mnie zostawić ;) Tak mam jakoś to odsprzedawanie nie wychodziło. W końcu nawet mój mąż stwierdził, że warto ją zostawić dla samej wartości kolekcjonerskiej i faktu, że sprzęt 60-letni działa bardzo dobrze.
Jako ciekawostkę podam, że na e-bay te maszyny, jeżeli się pojawiają, z reguły kosztują ponad 250 dolarów. A nowy Singera z mnóstwem ściegów kosztuje ok. 300 dolarów.
Drugą ciekawostką jest to, że obecnie Necchi jest wykupiona podobnie jak Elna przez Janome.
Trzecia ciekawa informacja to to, że maszyny Necchi reklamowała sama Sophia Loren :)
I to by było na tyle, przynajmniej jeżeli chodzi Necchi Supernovą 60-latkę!
Znaleziona w odmętach netu instrukcja do Necchi:
Subskrybuj:
Posty (Atom)







































