Strony

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą patchwork. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą patchwork. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 7 sierpnia 2025

Torba - projekt - recycling 😃

Torba shopperka, recycling jeansów, wymiary 45 x 45 cm.

Podszewka bawełna haft projek własny.

Cena: 100 zł 




Po wielu latach powrót do pasji projektowania i tworzenia😃



poniedziałek, 3 listopada 2014

Stojak na nici i Łucznik 466

Szyję korzystając z dużych przemysłowych szpul nici, które kupuję w hurtowni za ...ok. 3 zł za sztukę.
Jednak szycie z użyciem tych dużych szpul jest często kłopotliwe i wymaga poprowadzenia nici ze szpulki na wysokość uchwytu w maszynie. Chciałam taki stojak najzwyczajniej kupić, ale po pierwsze miałam kłopot ze znalezieniem takiego, a jak już się znalazł to cena mnie nie zachwyciła - ponad 40 zł z kosztem przesyłki. Więc poszłam do Jysku, kupiłam stojak do papierowych ręczników za całe 5 zł :) przypięłam u góry spinacz do papieru i proszę mam super stojak! Mam nadzieję, że mój pomysł przyda jeszcze komuś :)

Teraz druga sprawa.
Zapomnieć, że się ma maszynę to już szczyt burżujstwa, prawda?
Ostatnio czytając posty Aty o reanimacji jej Łucznika 466 zaczęłam się zastanawiać, gdzie jest moja Łusia, którą trzy lata temu dostałam od mamy i dzięki której w ogóle wróciłam do szycia po wieloletniej przerwie.
Okazało się, że stała dokładnie tam gdzie ją dwa lata temu upchnęłam, czyli w najgłębszym zakamarku pralni. W pierwszym odruchu pomyślałam, że po co ma tak bezużytecznie stać, odsprzedam ją komuś. Jednak szkoda mi się jej zrobiło, bo teraz stanowi już pamiątkę po mamie. Tak z sentymentu ją włączyłam i zaczęłam na niej szyć. I wiecie co? Fantastycznie sobie radzi z każdym rodzajem tkaniny :)
Łusia może i ma tylko dwa ściegi ale za to szyje mi wszystkie tkaniny i pięknie pikuje.  Łuczniku naszyłam już w ciągu ostatnich dni naprawdę sporo ciuchów i różnych drobiazgów:


I wiecie co? Coraz bardziej jestem przekonana o tym, że jeżeli ktoś zaczyna dopiero przygodę z szyciem to taki stary Łucznik będzie w sam raz. Trzeba tylko takie odszukane w domu (swoim, albo babci albo jakiejś ciotki) cacko oddać na chwilę do mechanika, żeby wyczyścił i wyregulował a potem szyć, szyć, szyć :)

piątek, 11 października 2013

ciąg dalszy...

poduszek ;D
Pluszowo - słonikowa uszyta dla dziecięcia mojego nastoletnio -pyskatego ;)

A ta powstała w wyniku skrzyżowania mojego lenistwa z aktualną fascynacją patchworkiem hawajskim.
Zakochałam w tym wzornictwie,jednakże tradycyjne wykonanie (ręczne) spotkało się  z żywym sprzeciwem mojego nieróbstwa.
To sobie na maszynie uszyłam. Jak uszyłam, to młoda zaraz przytuliła.
Prawie jak hawaiian quilts ;D
Następnym razem o hawajskim patchworku będzie więcej :) 
Poduszki uszyłam z zasłon kupionych jakiś czas temu za grosze na ciuchach .

Jeszcze się pochwalę podkładką pod maszynę.
Ta za to jest ze starego płaszcza (brązowe kawałki) i narzuty za grosze.
A chwalę się dlatego, że pierwszy raz coś obszywałam zgodnie instrukcją Ewuni z Ewkowa.
Oczywiście tutoriale Ewy są o niebo lepsze niż moje wykonanie :))



Ps. Ostatnio dostałam od siostry maila z załącznikiem. Wyjaśniło się dlaczego ostatnio taka jestem zmęczona ;))
A to ten załącznik:

poniedziałek, 7 października 2013

Poduchy

Się wzięłam i zawzięłam i uszyłam. Dwie poduszki patchworkowe.
Jedna dla przyjaciółki, druga dla męża mego.
Ta jest dla Eli:


Z tyłu słoń na szczęście i na zdrowie.
Ta jest dla męża:

Po pierwszym teście ułożeniowym stwierdził, że czuje się jak carewicz ;D

Po uszyciu tych dwóch poduszek jeszcze bardziej podziwiam dziewczyny zajmujące się patchworkiem! 
To co ja zrobiłam, to najprostsze, co może być. Jakim cudem ludziom starcza cierpliwości do szycia bardziej skomplikowanych wzorów, tego nie wiem :))
Mnie udało się uszyć te dwie dzięki świetnym lekcjom Ewy z Ewkowa - dzięki śliczne!

W temacie poduszek :)





piątek, 16 sierpnia 2013

I jeszcze torba...

z sami wiecie, których portek ;D
swoją drogą, to te gacie są jak torba Hermiony, końca nie widać.
Torba z przodu 


z tyłu

w środku

 i wyjaśniło się, co się dzieje z moją forsą! To ten mały skubaniec wszystko do swojego gara zgarnia i chowa na końcu tęczy ;)

gustowne dodatki  do wymiany, w zależności od potrzeb:

 broszka kokarda - już zajumana przez młodą w celu przerobienia na fascynator,

drobiazg w stylu Wielka Pardubicka ;)
 
  
lub odrobina romantyzmu na co dzień ;))


A tak w ogóle, to ten uroczy drobiazg wytopiłam z koralików Pyssla dla męża mego z wyrazami miłości, żeby przy kluczach sobie nosił. Mąż podziękował, ale stanowczo odmówił noszenia tego cuda  ;)))


I na koniec, znalazłam w końcu ilustrowaną definicję mojego światopoglądu ;))


środa, 15 maja 2013

I po kursie ;)

Wczoraj byłam w Strimie na kursie podstaw pachworku. Najfajniejsze było to, że poznałam Aire, która prowadzi Tfurczy blog. Bardzo się cieszę, że mogłam poznać tak przesympatyczną i utalentowaną osobę :)
Poza tym, mam dla samej siebie kilka cennych rad na przyszłość:
Jak się człowiek wybiera na taki kurs, to lepiej wcześniej nie siedzieć cały dzień przy maszynie, bo na samych zajęciach może się pojawić reakcja alergiczna na szycie ;)
Nie ma co tak bardzo wierzyć w to, że bez specjalnego sprzętu szycie pachworku jest gorsze. Żałowałam bardzo, że nie mam tych wszystkich bajerów: maty, noża i całej reszty. Noża do tkanin, jak się okazało, boję się okrutnie. Taki neurotyczny odpał, że sobie paluchy poucinam. A bez noża mata też już niepotrzebna :)))
Współczesne maszyny są super, ale też nie ma co się tak bardzo spinać, że szyje się na ich prababciach.
Jedyne, co mnie zachwyciło, to cichutka praca nowoczesnych maszyn. Tego niestety o moich emerytkach nie mogę powiedzieć. Zresztą,  nie tylko ja ;) Wczoraj rano szyjąc zawzięcie, usłyszałam głos za oknem ( mam remontowaną elewację bloku, a nie omamy słuchowe):
"to Pani taki hałas robi, a potem jest na nas, że nic, tylko wiercimy i wiercimy" :)))
A to wczoraj uszyłam, bądź kończyłam szyć,  przed kursem podstaw patchworku:

To na razie półprodukt. Muszę albo komuś portki skrócić, albo kupić na ciuchach, bo mi na uszy tkaniny zabrakło.
A to torba dla Edysi:

Bardzo podobała mi się reakcja mojego męża, kiedy mu się chwaliłam uszytkami:
" Ale Ci fajnie wyszły takie witraże szmaciane!" Chwilę się przyglądał, po czym lekko pobladł i w panice zaczął dopytywać: "Ej chwila, a czy mnie  jeszcze zostały jakieś spodnie oprócz tych co mam na sobie???" :)))
A to efekt mocnego postanowienia wyszycia wszystkich nazbieranych i otrzymanych w prezencie szmat:

A mam tych szmat nazbieranych na jeszcze kilka wcieleń do przodu ;)

niedziela, 5 maja 2013

Recykling stosowany ;)

Jeszcze przed długim, ogólnopaństwowym nicnierobieniem wybrałam się z koleżanką na lotny patrol po naszych ulubionych SH. W jednym z nich znalazłam spódnicę, która wyglądała jak element kostiumu zespołu folklorystycznego ;))

Spódnica była mocno zniszczona i ewidentnie jej żywot dobiegł końca jakiś czas temu. Moja koleżanka zaczełę się zastanawiać, kto i po co mógłby kupiś "takiego szmacianego rupiecia", jak to określiła.
"A ja ją kupię" stwierdziłam. "I jeszcze coś z niej będzie!".  Zapłaciłam całe 1,46 zł!
Trzeba ją było porządnie wyprać i odplamić. Prawa strona materiału wyblakła jednak i trzeba było szyć na odwrót. A wyszło to:
Spódnica dla Edysi. Żaden szał, zwykła spódnica na gumkę. W sam raz do biegania po parku :)



Mysz na drobiazgi, albo pomoc logopedyczna :

Mysz uszta z tego wzoru:


Oczywiście powstały także dwie kosmetyczki. Szyte dzięki Patchworkowym Kursom Weekendowym Ewy  W ewkowie. Kursy są świetne, tylko ja taka średnio kumata, więc efekty jakie są, widzą wszyscy ;) Na moje usprawiedliwienie dodam, że dopiero się uczę.

 I z rozpędu jeszcze dwie zakładki uszyłam:

I tak to szmaciany rupieć jeszcze trochę pożyje :)

A ten obrazkek wisi na ścianie u mojej siostry i bardzo mi się podoba :))

Na koniec dowód na to, że czasami udaje mi się zrobić w miarę porządne zdjęcie :)))

Czy ktoś może wie, jak w poście umieścić dwa lub trzy zdjęcia obok siebie w szeregu?
Będę ogromnie wdzięczna za pomoc :)

czwartek, 25 kwietnia 2013

Piórnik...

Wgranie tych zdjęć zajęło dzisiaj ponad trzy godziny. I to tylko dlatego, że pomógł  "mójcion", czyli mąż. Żeby być uczciwym, to nie była pomoc, tylko kawał roboty: Piotruś wyczyścił co się dało, ustawiał, sprawdzał, zmieniał i w końcu nastąpił cud - zadziałało! Chociaż są to środki zaradcze tylko na chwilę.

Uszyłam dzisiaj, w ramach uczenie się patchworku, piórnik dla mojej Misi-Edysi :)


W trakcie szycia szlag trafił Necchi. Coś jęknęło, zawyło i po sprawie. Jutro ma przyjechać najlepszy mechanik na świecie, ale ja już starych maszyn mam dość :(  pomimo całej sympatii jaką je darzę. Gdyby mnie było stać, to kupiłabym sobie nową i już. Piórnik dokończyłam na wygrzebanym kiedyś w piwnicy mojego szwagra Singerze. Jak to dobrze, że jego babcia była krawcową!
Na tym zdjęciu widać prawdziwe kolory piórniczka.
Uszyłam zgodnie z tym, co wyczytałam i zobaczyłam u Ewy w Ewkowie na jej świetnych kursach. Oczywiście, aż tak dokładna jak Mistrzyni nie byłam. Jak to ja, większość pracy powstała na żywioł. Z tym tylko, że pierwszy raz szycie takiego maleństwa było fajną zabawą, dzięki instrukcjom Ewy właśnie :)
A teraz będę się chwalić! Wczoraj, ot tak, dostałam od mojej Misi piękne kwiaty. Podobno jestem fajną matką, jak twierdzi moja Eduszka :)
Na koniec coś, co znalazłam dzisiaj w necie. Niezwykły film. Naprawdę, warto go zobaczyć :)
Wszystko mnie w nim zachwyciło, ale moim faworytem jest tło muzyczne. Swoją drogą pomyśleć, że kiedyś naprawdę tak się szyło i też było dobrze ;) 

A to moje marzenie maszynowe :)
 nr 1: Singer 9960
nr 2: Juki hzl-k85

Każdemu wolno marzyć, prawda? ;)

środa, 24 kwietnia 2013

Waciaki ;)

To są waciaki. Użycie słowa "patchwork" byłoby sporym nadużyciem. Na jednego waciaka składa się: kilka kawałków tkaniny ( z zasłonki i płaszcza z SH oczywiście), ocieplina zwana owatą i bardzo dużo nadziei, że się uda :) Naoglądałam się fantastycznych kursów  i pięknych prac u Ewy w http://w-ewkowie.blogspot.com/ i uwierzyłam, że dam radę ;) Waciaki uszyłam, ponieważ miałam ogromną ochotę zrobić prezenty dla moich dwóch fantastycznych koleżanek. Trochę się bałam reakcji na moje wytwory/potwory pikowane, ale dziewczyny dzielnie przeżyły moment obdarowania.
 


Użyłam ociepliny o dwóch różnych grubościach 100 i 200g/m2. Ta grubsza chyba lepiej się sprawdziła, ponieważ na setce wylazło więcej zmarszczek. Węższa była dokładnie rozrysowana i wyliczona jak to jest pokazane na wszystkich patchworkowych instrukcjach. Ponieważ i tak wyszło inaczej niż chciałam, druga była szyta na żywioł i... jest takiej szerokości jak chciałam :)))
Do jednej pikorebki ;) trafił zamówiony wcześniej psiak.
Po tych emocjonujących chwilach doszłam do wniosku, że pikowanie jest fajne, chociaż efekty póki co ubożuchne. Na pewno nie będę szyć różnych cudnych kołder, bo jestem najzwyczajniej zbyt leniwa na zszywanie takich tycich kawałeczków, ale poeksperymentuję jeszcze z bardzo prostymi wzorami na torbach.

I jeszcze takie drobne ostrzeżenie dla mężów szyjących dziewczyn, znalezione dawno temu w necie  ;)


Ps. tkaniny uwolniłam, zdjęcia sknociłam - jak zwykle :))
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...