Prawie, prawie przestałam palić. Nie wiem już który to raz. A jak wiadomo, prawie robi wielką różnicę. Więc guzik mi z tego wychodzi i nadal tkwię w szponach nałogu. I własnej głupoty. Ale kiedy rzucam, to koniecznie muszę się czymś zająć. Czymś, co daje efekty szybko i bez specjalnego wysiłku. Jak np. szycie kosmetyczek:
Te dwie pierwsze to wynik jeszcze jednej próby nauki pikowania z wolnej ręki. Dwie kolejne, to wynik eksperymentów z szyciem z usztywnieniem i bez usztywnienia. Szyjąc z grubszego jeansu można sobie darować spokojnie owatę, kosmetyczki i tak trzymają kształt. Wszystkie cztery i jeszcze torba, która się szyję są również wynikiem prób utylizacji portkowych filetów, których mam w nadmiarze. Gdyby starczyło mi cierpliwości na szycie, to jeansu z odzysku starczyłoby na namiot i to całkiem spory :)
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kosmetyczka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kosmetyczka. Pokaż wszystkie posty
piątek, 24 kwietnia 2015
czwartek, 23 kwietnia 2015
Moce przerobowe :)
Moce przerobowe aktualnie mam niewielkie. Spodni do przerobienia duuużo, czasu mało.
To kolejne efekty wykorzystania/przerabiania niepotrzebnych jeansów:
misiek i kosmetyczka.
Uszyłam jeszcze sobie spódnicę w której (o dziwo, bo za noszeniem jeasu nigdy nie przepadałam) bardzo fajnie mi się chodzi.
Moja rodzina boi się, że niedługo wszystko u nas będzie z jeansu ;)
To kolejne efekty wykorzystania/przerabiania niepotrzebnych jeansów:
misiek i kosmetyczka.
Moja rodzina boi się, że niedługo wszystko u nas będzie z jeansu ;)
wtorek, 18 listopada 2014
Czasopochłaniacze ;)
Trochę tkaniny z odzysku, nici w różnych kolorach i powód do zajęcia sobie czymś czasu gotowy!
A co tam, że mnóstwo innych, ważniejszych rzeczy do zrobienia czeka w kolejce ;)
A co tam, że mnóstwo innych, ważniejszych rzeczy do zrobienia czeka w kolejce ;)
poniedziałek, 3 listopada 2014
Stojak na nici i Łucznik 466
Szyję korzystając z dużych przemysłowych szpul nici, które kupuję w hurtowni za ...ok. 3 zł za sztukę.
Jednak szycie z użyciem tych dużych szpul jest często kłopotliwe i wymaga poprowadzenia nici ze szpulki na wysokość uchwytu w maszynie. Chciałam taki stojak najzwyczajniej kupić, ale po pierwsze miałam kłopot ze znalezieniem takiego, a jak już się znalazł to cena mnie nie zachwyciła - ponad 40 zł z kosztem przesyłki. Więc poszłam do Jysku, kupiłam stojak do papierowych ręczników za całe 5 zł :) przypięłam u góry spinacz do papieru i proszę mam super stojak! Mam nadzieję, że mój pomysł przyda jeszcze komuś :)
Teraz druga sprawa.
Zapomnieć, że się ma maszynę to już szczyt burżujstwa, prawda?
Ostatnio czytając posty Aty o reanimacji jej Łucznika 466 zaczęłam się zastanawiać, gdzie jest moja Łusia, którą trzy lata temu dostałam od mamy i dzięki której w ogóle wróciłam do szycia po wieloletniej przerwie.
Okazało się, że stała dokładnie tam gdzie ją dwa lata temu upchnęłam, czyli w najgłębszym zakamarku pralni. W pierwszym odruchu pomyślałam, że po co ma tak bezużytecznie stać, odsprzedam ją komuś. Jednak szkoda mi się jej zrobiło, bo teraz stanowi już pamiątkę po mamie. Tak z sentymentu ją włączyłam i zaczęłam na niej szyć. I wiecie co? Fantastycznie sobie radzi z każdym rodzajem tkaniny :)
Łusia może i ma tylko dwa ściegi ale za to szyje mi wszystkie tkaniny i pięknie pikuje. Łuczniku naszyłam już w ciągu ostatnich dni naprawdę sporo ciuchów i różnych drobiazgów:
I wiecie co? Coraz bardziej jestem przekonana o tym, że jeżeli ktoś zaczyna dopiero przygodę z szyciem to taki stary Łucznik będzie w sam raz. Trzeba tylko takie odszukane w domu (swoim, albo babci albo jakiejś ciotki) cacko oddać na chwilę do mechanika, żeby wyczyścił i wyregulował a potem szyć, szyć, szyć :)
Jednak szycie z użyciem tych dużych szpul jest często kłopotliwe i wymaga poprowadzenia nici ze szpulki na wysokość uchwytu w maszynie. Chciałam taki stojak najzwyczajniej kupić, ale po pierwsze miałam kłopot ze znalezieniem takiego, a jak już się znalazł to cena mnie nie zachwyciła - ponad 40 zł z kosztem przesyłki. Więc poszłam do Jysku, kupiłam stojak do papierowych ręczników za całe 5 zł :) przypięłam u góry spinacz do papieru i proszę mam super stojak! Mam nadzieję, że mój pomysł przyda jeszcze komuś :)
Teraz druga sprawa.
Zapomnieć, że się ma maszynę to już szczyt burżujstwa, prawda?
Ostatnio czytając posty Aty o reanimacji jej Łucznika 466 zaczęłam się zastanawiać, gdzie jest moja Łusia, którą trzy lata temu dostałam od mamy i dzięki której w ogóle wróciłam do szycia po wieloletniej przerwie.
Okazało się, że stała dokładnie tam gdzie ją dwa lata temu upchnęłam, czyli w najgłębszym zakamarku pralni. W pierwszym odruchu pomyślałam, że po co ma tak bezużytecznie stać, odsprzedam ją komuś. Jednak szkoda mi się jej zrobiło, bo teraz stanowi już pamiątkę po mamie. Tak z sentymentu ją włączyłam i zaczęłam na niej szyć. I wiecie co? Fantastycznie sobie radzi z każdym rodzajem tkaniny :)
Łusia może i ma tylko dwa ściegi ale za to szyje mi wszystkie tkaniny i pięknie pikuje. Łuczniku naszyłam już w ciągu ostatnich dni naprawdę sporo ciuchów i różnych drobiazgów:
I wiecie co? Coraz bardziej jestem przekonana o tym, że jeżeli ktoś zaczyna dopiero przygodę z szyciem to taki stary Łucznik będzie w sam raz. Trzeba tylko takie odszukane w domu (swoim, albo babci albo jakiejś ciotki) cacko oddać na chwilę do mechanika, żeby wyczyścił i wyregulował a potem szyć, szyć, szyć :)
poniedziałek, 15 września 2014
Stopka do haftowania kwiatów
to takie coś jak na zdjęciu poniżej na zdjęciu. Wzór na kosmetyczce wyszyty tymże ustrojstwem.
Szału nie ma i jak zwykle reklamy pokazują tę lepszą wersję rzeczywistości ;)
Dla tych, co przypadkiem chcieliby się skusić na nią, kilka uwag praktycznych: haftować można tylko na porządnie usztywnionej tkaninie, więc do ozdabiania np. ubrań już się nie nadaje. Na moim żuku muszę używać porządnych nici do haftu, bo inaczej przepuszcza ścieg. Nie wiem, czy jest to wina samej stopki czy raczej maszyny. Stawiam na żuka (Juki HZL K85), który jest niezwykle kapryśny i humorzasty. I to tempo...trzeba wyszywać woooolno. Szyjąc, sama siebie miałam ochotę pytać jak ten osioł ze Shreka "daleko jeszcze?". Jeżeli mamy zwykłą maszynę bez przedłużonego ramienia, to można ozdabiać tylko nieduże kawałki tkaniny. Materiał kręci się tyłu i przy większej jego płaszczyźnie guzik z tego wychodzi a nie kwiatki ozdobne. Materiał trzeba wyjmować spod tej stopki bardzo ostrożnie, co już samo w sobie nie jest proste, ponieważ przestrzeni między nią a maszyną jest niewiele. Dodatkowo jeżeli ciut za mocno się pociągnie nitkę to marszczy się od razu materiał. Według mnie jest to gadżet dla bardzo, bardzo cierpliwych.
Za to na mojej coraz bardziej ukochanej Necchi wyszyłam i uszyłam sobie kosmetyczkę dla siebie:
Za każdym razem jak coś na niej szyję to sobie myślę: jaka ja byłam durna, że ją chciałam sprzedać!
Co do wzoru haftu mogłabym powiedzieć, że jest mój autorski ;) ale prawda jest taka, że mi się popierdzieliły krzywiki przy składaniu i wyszedł taki przypadkiem.
A dla mojej Miśki machnęłam piórniczek z tym, że na żuku.
Na żywo wygląda dużo ładniej, uwierzcie mi na słowo :)
poniedziałek, 8 września 2014
Transfer na tkaninie
Wreszcie mi się udał!
tył kosmetyczki:
Mnogość i dzikość podejmowanych przeze mnie prób transferu już opisywałam, np. tutaj . Wszystkie bez wyjątku kończyły się zawsze spektakularną klapą, a właściwie spektakularnym smrodem i bajzlem w chałupie.
Przez przypadek znalazłam informację o transferze olejkiem eterycznym. Początkowo byłam sceptycznie nastawiona i pewna tłustych plam pozostawionych po takich eksperymentach, ale w końcu doszłam do wniosku, że co mi tam, olejki uwielbiam to mogę spróbować wykorzystać je w ten sposób.
I tutaj powinna się pojawić jakaś podniosła muzyczka, bo nastąpił cud i transfer udał się za pierwszym razem! Efekt wszyty na kosmetyczkę powyżej.
Od siebie dodam tylko, że kompletnie nie ma znaczenia czy jest olejek lawendowy (tylko z takim przepisem się spotkałam) czy jakikolwiek inny. Ważne by był to olejek eteryczny, a nie zapachowy!
Jak zrobić transfer na tkaninie za pomocą olejku, pokazuje świetny filmik, który znalazłam :)
Zmiana tematu: SPOTKANIE SZYCIOWE
odbędzie się 13 września od godz. 15-tej przy ul. Narutowicza 7/9 w moim własnym gabinecie logopedycznym :) ale proszę się nie przyjmować, to może tylko dodać humoru całej sytuacji. Dlaczego tam?
Niestety, Strima się przeorganizowała i nie ma już możliwości techniczno-organizacyjnych, chociaż przemiła obsługa klienta detalicznego nadal występuje u nich w ilościach hurtowych :) Za to firma reprezentująca i serwisująca Juki na Polskę (z premedytacją nie podam nazwy) zainteresowana jest jedynie promowanie marki na mega dużych imprezach. Ich prawo. W każdym razie po ostatniej rozmowie dzisiaj z osobą zajmującą się promocją maszyn domowych tej marki, mam ochotę pierwszy raz wysmarować osobny złośliwy post o tym, jak nie warto budować marki.
Tak więc wszystkich chętnych zapraszamy w sobotę na godz. 15-tą na Narutowicz 7/9 p.415.
Trzeba będzie zabrać ze sobą swoją maszynę i tkaniny. Założeniem spotkania jest jego towarzyski, a nie warsztatowy charakter. Bardzo proszę o potwierdzenie decyzji o uczestnictwie do czwartku, ponieważ zdecydowałyśmy z Anetką z Tfurczego bloga, że spotkanie takie będzie miało sens przy minimum pięciu chętnych uczestnikach :)
tył kosmetyczki:
Mnogość i dzikość podejmowanych przeze mnie prób transferu już opisywałam, np. tutaj . Wszystkie bez wyjątku kończyły się zawsze spektakularną klapą, a właściwie spektakularnym smrodem i bajzlem w chałupie.
Przez przypadek znalazłam informację o transferze olejkiem eterycznym. Początkowo byłam sceptycznie nastawiona i pewna tłustych plam pozostawionych po takich eksperymentach, ale w końcu doszłam do wniosku, że co mi tam, olejki uwielbiam to mogę spróbować wykorzystać je w ten sposób.
I tutaj powinna się pojawić jakaś podniosła muzyczka, bo nastąpił cud i transfer udał się za pierwszym razem! Efekt wszyty na kosmetyczkę powyżej.
Od siebie dodam tylko, że kompletnie nie ma znaczenia czy jest olejek lawendowy (tylko z takim przepisem się spotkałam) czy jakikolwiek inny. Ważne by był to olejek eteryczny, a nie zapachowy!
Jak zrobić transfer na tkaninie za pomocą olejku, pokazuje świetny filmik, który znalazłam :)
Zmiana tematu: SPOTKANIE SZYCIOWE
odbędzie się 13 września od godz. 15-tej przy ul. Narutowicza 7/9 w moim własnym gabinecie logopedycznym :) ale proszę się nie przyjmować, to może tylko dodać humoru całej sytuacji. Dlaczego tam?
Niestety, Strima się przeorganizowała i nie ma już możliwości techniczno-organizacyjnych, chociaż przemiła obsługa klienta detalicznego nadal występuje u nich w ilościach hurtowych :) Za to firma reprezentująca i serwisująca Juki na Polskę (z premedytacją nie podam nazwy) zainteresowana jest jedynie promowanie marki na mega dużych imprezach. Ich prawo. W każdym razie po ostatniej rozmowie dzisiaj z osobą zajmującą się promocją maszyn domowych tej marki, mam ochotę pierwszy raz wysmarować osobny złośliwy post o tym, jak nie warto budować marki.
Tak więc wszystkich chętnych zapraszamy w sobotę na godz. 15-tą na Narutowicz 7/9 p.415.
Trzeba będzie zabrać ze sobą swoją maszynę i tkaniny. Założeniem spotkania jest jego towarzyski, a nie warsztatowy charakter. Bardzo proszę o potwierdzenie decyzji o uczestnictwie do czwartku, ponieważ zdecydowałyśmy z Anetką z Tfurczego bloga, że spotkanie takie będzie miało sens przy minimum pięciu chętnych uczestnikach :)
wtorek, 2 września 2014
"Nikt nie spodziewa się
Póki co, koniec tortur miękkich poduszeczek. Teraz będę się znęcać nad Wami mięciutkimi kosmetyczkami!
Wraz z końcem wakacji nastąpił ostry zwrot w moich fiksacjach. Teraz dla odmiany szyję kosmetyczki. A nikt się tego nie spodziewał! A skoro już ich dużo mam, to część chętnie rozdam! (ależ subtelny rym mi wyszedł ;) ) Jest ich pięć, więc szanse wygrania są spore.
I tak do rozdania będą następujące kosmetyczki:
Zainteresowane proszone są o:
- zgłoszenie chęci udziału w komentarzach, (napiszcie, którą kosmetyczkę chciałybyście dostać),
- dołączenie do obserwatorów
- polubienie Eduszki na FB (jak się funkcjonuje na FB),
- umieszczenie podlinkowanego zdjęcie w miarę widocznym miejscu u siebie na blogu,
- jak ktoś nie ma bloga, to tylko się zgłasza w komentarzach.
Losowanie odbędzie się 1 października.
Mój ukochany Monty Python i Hiszpańska Inkwizycja :D
A wiecie, że istnieje The Michael Palin Centre for Stammering Children? Fantastyczna metoda pracy z jąkającymi się. Na szczęście coraz bardziej popularna w Polsce. To tak na marginesie :)
czwartek, 7 sierpnia 2014
Jak się nie ma w głowie...
to się szyje dwa razy ;)
Miało być etui na nawigację. I było, a i owszem. Tyle, że za małe. Nie wyczułam, ile trzeba było obłożenia dodać ;) Jak to zrobiłam, zostanie już na zawsze tajemnicą. Nawigację przykładałam, zapasy dodawałam, a i tak spie....źle uszyłam. A ponieważ fajnie się pikowało podwójną igłą, to znowu nawigację przyłożyłam zapasy jeszcze większe dodałam i tym razem się udało. Nawigacja się mieści i to z luzem. Zostało jednak to małe coś. A ja bardzo nie lubię nieprzydatnych uszytków. Drażnią mnie bardzo. Pierwsza myśl: w sumie można w to upchnąć fajki i zapalniczkę. Każdy palacz wie, jak wkurzają zaginione zapalniczki czy zapałki. A tu proszę wszystko razem! Genialne! Druga myśl: cholera przecież już nie palę. Trzeci tydzień. Nie, nie z rozsądku. Nie palę, bo mi nie wolno, ale komu wolno ;)
Trzecia myśl: a czego ja mam w torbie dużo, a co jest nieduże? Niestety, nie o kasę tu chodzi, tylko o tabletki przeróżne. Nie, nie odurzające ;) leczące, przynajmniej w teorii. Więc jak już mi się przypomni, że je powinnam je brać, to jest problem jak je znaleźć. Więc zapakowałam wszystkie do tego małego czegoś i problemu nie ma, przynajmniej w kwestii ich odnalezienia ;)
Ścieg zrobiony podwójną igłą, na starym Singerze. Coś co było już dawno, a często reklamowane jako niesamowite odkrycie zakresie dodatkowych funkcji współczesnych maszyn do szycia ;)
Miało być etui na nawigację. I było, a i owszem. Tyle, że za małe. Nie wyczułam, ile trzeba było obłożenia dodać ;) Jak to zrobiłam, zostanie już na zawsze tajemnicą. Nawigację przykładałam, zapasy dodawałam, a i tak spie....źle uszyłam. A ponieważ fajnie się pikowało podwójną igłą, to znowu nawigację przyłożyłam zapasy jeszcze większe dodałam i tym razem się udało. Nawigacja się mieści i to z luzem. Zostało jednak to małe coś. A ja bardzo nie lubię nieprzydatnych uszytków. Drażnią mnie bardzo. Pierwsza myśl: w sumie można w to upchnąć fajki i zapalniczkę. Każdy palacz wie, jak wkurzają zaginione zapalniczki czy zapałki. A tu proszę wszystko razem! Genialne! Druga myśl: cholera przecież już nie palę. Trzeci tydzień. Nie, nie z rozsądku. Nie palę, bo mi nie wolno, ale komu wolno ;)
Trzecia myśl: a czego ja mam w torbie dużo, a co jest nieduże? Niestety, nie o kasę tu chodzi, tylko o tabletki przeróżne. Nie, nie odurzające ;) leczące, przynajmniej w teorii. Więc jak już mi się przypomni, że je powinnam je brać, to jest problem jak je znaleźć. Więc zapakowałam wszystkie do tego małego czegoś i problemu nie ma, przynajmniej w kwestii ich odnalezienia ;)
Ścieg zrobiony podwójną igłą, na starym Singerze. Coś co było już dawno, a często reklamowane jako niesamowite odkrycie zakresie dodatkowych funkcji współczesnych maszyn do szycia ;)
niedziela, 8 grudnia 2013
Secret Santa 2013 w Łodzi
Wczoraj byłam na łódzkim spotkaniu Secret Santa, którego pomysłodawczynią jest Zwierz popkulturalny. W dużym skrócie jest to spotkanie miłośników seriali/filmów/książek, którzy mają chęć na obdarowanie własnoręcznie wykonanymi prezentami innych maniaków popkultury ;). Więcej i jaśniej tutaj: http://zpopk.pl
Ja uszyłam kosmetyczki z Sherlockiem i Thorinem:
Podczas szycia po raz kolejny w życiu przekonałam się, że lepsze jest wrogiem dobrego. Zamiast wykorzystać znany sposób z naklejeniem folii na zdjęcie, zaczęłam kombinować z przenoszeniem obrazu rozpuszczalnikiem, a potem specjalnym medium do transferu"Picture This". Co jeden pomysł, to efekt gorszy :))) Po kilku zmarnowanych wieczorach, w ciągu paru godzin uszyłam kosmetyczki w wypróbowany sposób.
Perspektywa eksperymentów z rozpuszczalnikiem bardzo rozbawiła moją kopniętą rodzinkę, która nie mogła powstrzymać od pomysłowych komentarzy. Np. moje dziecko w czasie podglądania (bo oglądać jej nie pozwoliłam) Constantina, zapytała: mama, widzisz tego kolesia? Widzę, a co? No tak się właśnie kończą zabawy rozpuszczalnikiem ;D :
Koniec końców kosmetyczki powstały, a ja wczoraj na spotkaniu tak się uśmiałam i ubawiłam jak już dawno nie. Nawet paskudne przeziębienie, gorączka i duża różnica wieku ( byłam najstarsza ze wszystkich) nie popsuły mi fantastycznej zabawy :D
Ja uszyłam kosmetyczki z Sherlockiem i Thorinem:
Podczas szycia po raz kolejny w życiu przekonałam się, że lepsze jest wrogiem dobrego. Zamiast wykorzystać znany sposób z naklejeniem folii na zdjęcie, zaczęłam kombinować z przenoszeniem obrazu rozpuszczalnikiem, a potem specjalnym medium do transferu"Picture This". Co jeden pomysł, to efekt gorszy :))) Po kilku zmarnowanych wieczorach, w ciągu paru godzin uszyłam kosmetyczki w wypróbowany sposób.
Perspektywa eksperymentów z rozpuszczalnikiem bardzo rozbawiła moją kopniętą rodzinkę, która nie mogła powstrzymać od pomysłowych komentarzy. Np. moje dziecko w czasie podglądania (bo oglądać jej nie pozwoliłam) Constantina, zapytała: mama, widzisz tego kolesia? Widzę, a co? No tak się właśnie kończą zabawy rozpuszczalnikiem ;D :
Koniec końców kosmetyczki powstały, a ja wczoraj na spotkaniu tak się uśmiałam i ubawiłam jak już dawno nie. Nawet paskudne przeziębienie, gorączka i duża różnica wieku ( byłam najstarsza ze wszystkich) nie popsuły mi fantastycznej zabawy :D
poniedziałek, 4 listopada 2013
Kręgi w zbożu
robią kosmici.
To wszyscy wiedzą.
Kwestia mojego bycia lub nie kosmitą jest według mojej rodziny bardzo dyskusyjna ;D
Nie miałam zboża, ale ochotę na porobienie kręgów gdziekolwiek.
To porobiłam sobie kręgi na kosmetyczkach. I od razu mi się humor poprawił!
To wszyscy wiedzą.
Kwestia mojego bycia lub nie kosmitą jest według mojej rodziny bardzo dyskusyjna ;D
Nie miałam zboża, ale ochotę na porobienie kręgów gdziekolwiek.
To porobiłam sobie kręgi na kosmetyczkach. I od razu mi się humor poprawił!
poniedziałek, 6 maja 2013
Lektura nieobowiązkowa :)
Po ostatniej wizycie w mojej ulubionej księgarni, prowadzonej przez fascynatki rękodzieła, Panie Bożenkę i Elę, wróciłam do domu bagatsza o te świetne (moim zdaniem) książki :)
Ponieważ nie znam się na recenzowaniu książek, od siebie powiem tylko, że wszystkie są pięknie wydane. Ogląda się je z dużą przyjemnością. Czyta także ;)
Dla zainteresowanych podlinkowałam tytuły, tak aby można było poczytać profesjonalne recenzje :)
Mnóstwo świetnych pomysłów, bardzo ładnie pokazanych, jak można zdobić tkaniny, ale też szkło i papier. Ja kupiłam ją za...9 zł, ale w necie widziałam i za 7,50!
Świetna książka dla osób które zaczynają przygodę z szyciem torebek lub dodatków. Jedyne co mnie dziwi, to malutkie wykroje, które trzeba powiekszać. Moim zdaniem niepotrzebnie. Wolnego miejsca na kartkach jeszcze sporo, zmieściłyby się oryginalne rozmiary.
Książkę kupiłam za 17 zł.
Tutaj przyznam się od razu, skusiła mnie cena...3zł :)) i kolory ilustracji. Dywaników nie zamierzam produkować, ale przedstawione metody i wzory zdobienia można wykorzystać na wiele różnych sposobów.
Książka zawiera mnóstwo ciekawych informacji na temat patchworku, szczególnie dla osób początkujących. Zapłaciłam całe 7 zł.
A to kolejne efekty kombinacji i wariacji maszynowo- owatowo- pikowanych ;)
Zmieniając temat - byłam dzisiaj w łódzkiej Strimie kupić igły, a właściwie to spróbować, jak się szyje na tych nowoczesnych ślicznych maszynach. Dzięki uprzejmości dwóch bardzo sympatycznych Pań, mogłam spróbować szycia na dowolnie wybranych modelach Janome i Texi. Wszystkie są bardzo fajne, chociaż jak ktoś, jak ja, szyje na takim metalowym grzmocie jak Necchi, to te plastikowe maszyny wydają się niesamowicie delikatne :))) Przy okazji dowiedziałam się (dyskusja pod świetnym postem o miejscu powstawanie maszyn w Zapomnianej Pracowni ), że Texi Ballerina produkowana jest dla Strimy w Chinach.
Oprócz igieł kupiłam klej do decoupagu i będę robić pierwszy w życiu decoupage, ale na tkaninie. Wiem już co i jak, przeszłam ekspresowe szkolenie przed zakupem kleju :)
Co do szkoleń, jeżeli mi się uda, to z przyjemnością wybiorę się do Strimy w przyszłym tygodniu na warsztaty z patchworku :)
A to mój maszynowy skansen i młodzież ucząca się szyć z własnej i nieprzymuszonej woli, ale za to z nudów ;)))
niedziela, 5 maja 2013
Recykling stosowany ;)
Jeszcze przed długim, ogólnopaństwowym nicnierobieniem wybrałam się z koleżanką na lotny patrol po naszych ulubionych SH. W jednym z nich znalazłam spódnicę, która wyglądała jak element kostiumu zespołu folklorystycznego ;))
Spódnica była mocno zniszczona i ewidentnie jej żywot dobiegł końca jakiś czas temu. Moja koleżanka zaczełę się zastanawiać, kto i po co mógłby kupiś "takiego szmacianego rupiecia", jak to określiła.
"A ja ją kupię" stwierdziłam. "I jeszcze coś z niej będzie!". Zapłaciłam całe 1,46 zł!
Trzeba ją było porządnie wyprać i odplamić. Prawa strona materiału wyblakła jednak i trzeba było szyć na odwrót. A wyszło to:
Spódnica dla Edysi. Żaden szał, zwykła spódnica na gumkę. W sam raz do biegania po parku :)
I z rozpędu jeszcze dwie zakładki uszyłam:
Spódnica była mocno zniszczona i ewidentnie jej żywot dobiegł końca jakiś czas temu. Moja koleżanka zaczełę się zastanawiać, kto i po co mógłby kupiś "takiego szmacianego rupiecia", jak to określiła.
"A ja ją kupię" stwierdziłam. "I jeszcze coś z niej będzie!". Zapłaciłam całe 1,46 zł!
Trzeba ją było porządnie wyprać i odplamić. Prawa strona materiału wyblakła jednak i trzeba było szyć na odwrót. A wyszło to:
Spódnica dla Edysi. Żaden szał, zwykła spódnica na gumkę. W sam raz do biegania po parku :)
Mysz na drobiazgi, albo pomoc logopedyczna :
Mysz uszta z tego wzoru:
Oczywiście powstały także dwie kosmetyczki. Szyte dzięki Patchworkowym Kursom Weekendowym Ewy W ewkowie. Kursy są świetne, tylko ja taka średnio kumata, więc efekty jakie są, widzą wszyscy ;) Na moje usprawiedliwienie dodam, że dopiero się uczę.
I tak to szmaciany rupieć jeszcze trochę pożyje :)
A ten obrazkek wisi na ścianie u mojej siostry i bardzo mi się podoba :))
Na koniec dowód na to, że czasami udaje mi się zrobić w miarę porządne zdjęcie :)))
Czy ktoś może wie, jak w poście umieścić dwa lub trzy zdjęcia obok siebie w szeregu?
Będę ogromnie wdzięczna za pomoc :)
Subskrybuj:
Posty (Atom)








































