Przechodzę tamtędy od niedawna. Za każdym razem szlag mnie trafiał jak patrzyłam na te bidy pozamykane w tycich klatkach i wystawionych cały dzień na słońcu!! A że jest to podobno sklep zoologiczny, chciałam te zwierzaki odkupić, ale nie udało mi się trafić na właścicielkę tej nory. Dzisiaj poszłam z aparatem i po prostu krew mnie zalała, kiedy zobaczyłam resztki zagryzionego jednego ze zwierząt. Zadzwoniłam do Straży Miejskiej. Pan, który odebrał telefon najpierw był mocno zdziwiony dlaczego dzwonię, przecież to tylko zwierzaki! Później trzymał mnie przy telefonie ładnych parę minut, naradzając się co trzeba zrobić. No i odesłał mnie na Policję, bo jak stwierdził, to ich działka. Policja zgłoszenie przyjęła, i nawet przyjechała na miejsce. Sklep obejrzeli, dla mnie byli mili i łagodni ( w końcu tak najlepiej traktować wariatki ratujące zwierzęta).
W międzyczasie, prawdopodobnie przez kogoś już poinformowana, zjawiła się właścicielka. Zwierząt nie chciała sprzedać, bo nie są do sprzedania!???. Opieprzyła mnie jakim prawem się wtrącam, a w ogóle to się nie znam, bo takie małe to muszą mieć ciepło, to sobie stoją na wystawie! A w ogóle to zwierzęta się przecież czasem zjadają i nic w tym dziwnego nie ma. Policjanci pokiwali głowami, stwierdzili, że faktycznie czasami się zjadają, a że reszta żyje, to oni już nic więcej zrobić nie mogą.
Okazuję się, że oni w ogóle mało co mogą zrobić. Kiedyś mojej mamie ukradziono portfel - nic nie mogli zrobić. Moja siostra została wciągnięta do bramy, uderzona i okradziona. Też nic nie mogli zrobić. Chociaż nie, trafiła jej się gratisowa obwózka po osiedlu, bo może uda się rozpoznać gnoja. Ale że bandzior bezczelny nie stał i czekał, to nic nie mogli zrobić. Mojej znajomej złodziej w tramwaju groził, że ją potnie za to że ostrzegła przed nim współpasażerów, też nic się nie dało zrobić.
I pomyślałam sobie, że gdyby taką podłą, durną babę opieprzyć a zwierzaki podpieprzyć bo kupić się nie da, to też może nie groziłaby mi odpowiedzialność karna- w końcu to mała szkodliwość czynu i nic się nie da zrobić!
Najgorsze, że nie mam już pomysłu, jak tym zwierzakom pomóc.
I jeszcze jedno. Ten "sklep" jest usytuowany w środku sporego osiedla i mija go codziennie mnóstwo ludzi. Do tej pory nikt nie wpadł na pomysł, żeby coś z tym zrobić i jakoś zareagować...
----------------------------------------------------------------------------------------------------------
Wracając wieczorem do domu widziałam, że zwierzaki zostały już zabrane z tej sklepowej nory.
Z jednej strony mam ogromne poczucie winy, że być może spotkało jej coś złego. Z drugiej naiwnie wierzę, no właśnie, w co ja właściwie wierzę? Jednak przeważa poczucie winy, że chcąc dobrze tylko skrzywdziłam te biedne stworzenia.
Odpowiadając na komentarze moich blogowych koleżanek :):
do Straży Miejskiej zadzwoniłam poinstruowana przez jedną z dużych fundacji. Druga bardzo duża organizacja też niezbyt wiele zobowiązała się zrobić.To tyle...